środa, 7 listopada 2012

Obama znów górą.

Nie sugerujcie się tytułem posta, po raz kolejny będzie on o "wszystkim i o niczym". Wczoraj miałem dobry dzień. Oglądaliśmy z kolegami meczyk ligi mistrzów Borussia - Real i bardzo cieszyliśmy się z remisu. Wiedziałem, że dzisiejszy dzień nie będzie już tak piękny. Pięć minut po przebudzeniu dowiaduje się, że wybory w Stanach Zjednoczonych wygrał Barack Obama. Jako że nie jestem jego największym fanem czuje się lekko zawiedziony. Szkoda także, że w będącej w kryzysie Ameryce, znów potwierdza się moja teza, że większość ludzi to idioci, (tym bardziej, że większość w głosowaniu Baracka Obamy została osiągnięta w głównej mierze dzięki kolorowi skóry, a nie osiągnięciom na fotelu prezydenta). Nie chcę jednak, żebyście pomyśleli, że gloryfikuję Romneya. Uważam tylko, że mógłby sprawdzić się lepiej i byłby znacznie korzystniejszy z punktu widzenia interesów Polski. Dość jednak pieprzenia o polityce, nawet mnie ten temat zaczyna powoli nudzić :) Sugerując się bloggiem jednej z koleżanek blogerek, na którym rozgorzała dyskusja na temat alkoholizmu, postanowiłem sięgnąć do źródła. W wolnej chwili przeczytałem małą książeczkę rosyjskiego pisarza Wieniedikta Jerofiejewa pod tytułem "Moskwy-Pietuszki". Historia przedstawia nam rosyjskiego intelektualistę-alkoholika jadącego do utopijnych Pietuszek, gdzie czeka na niego jego ukochana i dziecko oraz ucieczka od wszelkich cierpień. Książeczka jest krótka, ale genialna. Mimo tego, że jest pełna humoru jest też pełna refleksji i głębokich przemyśleń. Nie będę jej dziś recenzował, ale szczerze polecam wszystkim tym, którzy zainteresowani są nie tylko tematem alkoholizmu, ale także życiem w Rosji przełomu lat 70-tych. Zauważyłem także, że ostatnio na różnych blogach pojawiają się recenzje biografii Lionela Messiego. Fajnie, że w końcu ludzie zaczynają się interesować tym tematem. Dzisiaj prawdopodobnie obejrzę mecz Barcelony z Celtikiem. Jako, że o Lionelu wiem wystarczająco dużo, a bardziej fascynuje mnie jego gra niż biografia dzień w którym gra FCB jest dla mnie niemal jak święto. Jestem pełen nadziei odnośnie wieczora, ale ze względu na smutek egzystencjalny, który aktualnie przeżywam chyba odpuszczę sobie wykłady :D Aha, miałem wam jeszcze napisać skąd się wzięło u mnie czytanie ostatnio bardziej ambitnych książek. Otóż sugerowałem się kawałkiem łony pod tytułem "Bumbox", który jest ostatnio moim numerem jeden.  BUMBOX - oto link dla wszystkich chętnych :) Żeby tradycji stało się zadość wstawiam obrazek, tym razem z dedykacją dla wszystkich kobiet. Nie wiem czy się wam spodoba, ale w FCB trudno znaleźć lepszego, a przecież konkurencji wspierał nie będę :) 
Alexis Sanchez - w tym roku jeszcze w Barcelonie :) 

4 komentarze:

  1. Ciekawy blog :), ja osobiście liczyłam, ze Obamie się nie powiedzie. Ciekawie by było zobaczyć, czy chociaż Romney'owi udało by się wnieść do Ameryki jakieś zmiany. No ale cóż..
    "smutek egzystencjalny" idealne określenie, tego co właśnie odczuwam. Łączę się w smutku.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpadaj częściej ;) Posmucimy się kolegialnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako fan Realu niezbyt cieszyłem się z remisu, gdyż liczyłem na rewanż za porażkę w Niemczech i tak samo zbytnio nie ukazywała się moja radość po zwycięstwie Obamy. Ale po pewnym czasie Barcelona przegrała i jakoś humor mi się poprawił :) Nie jestem jakoś negatywnie nastawiony do Dumy Katalonii tylko po prostu zawsze kibicuję tym słabszym, bo uwielbiam w sporcie sensacje i niespodzianki.

    OdpowiedzUsuń