poniedziałek, 17 grudnia 2012

"Bogowie Ulicy"


Hmm, znów będzie filmowo. Tym razem na ruszt trafili „Bogowie Ulicy”. Film ostatnio strasznie chwalony i polecany mi ze wszystkich stron. Oczekiwałem więc dzieła niezwykłego, być może najlepszego filmu jaki obejrzę w tym roku.

Historia jest dość prosta i powtarza utarte schematy. Dwóch policjantów-przyjaciół, Brian Taylor i Mike Zavala angażują się w sprawę brutalnego morderstwa popełnionego przez kartel narkotykowy. Później historia toczy się już raczej standardowo, aż do dość przewidywalnego zakończenia. Fabularnie nic specjalnego – raczej typowy film kryminalny.
To jego wysyłają, kiedy rozmawiasz przez telefon w czasie jezdy

Najciekawsze w całej produkcji jest to, że stara się ona w sposób realistyczny oddać przebieg pracy policjanta w najgorszych dzielnicach Los Angeles. Akcja przedstawiona jest za pomocą kamery, którą nosi ze sobą nasz bohater Brian, a także kamerki przytwierdzonej do piersi Mike’a. Na początku wyglądało to nawet fajnie, ale z czasem reżyser szedł na coraz większe ustępstwa na rzecz przedstawienia akcji filmu w sposób standardowy i pod sam koniec obrazu z kamerek raczej już nie doświadczymy. Trochę szkoda, bo to całkiem ciekawy zabieg znany także z kilku filmów grozy, a w dodatku świetnie budujący klimat.
Czarne okulary: +5 do celności 

Mimo realizmu akcja jest wartka, dynamiczna i pełna napięcia. Nie jest to z pewnością film z Jasonem Stathamem, ale ogląda się go naprawdę całkiem nieźle. Dużą bolączką tego filmu stały się jednak sceny strzelanin. Zrezygnowano w tym aspekcie z realizmu i postawiono na widowiskowość. No chyba, że ktoś jest mi w stanie wmówić, że czterech ludzi z Ak-47, bronią automatyczną, nie jest w stanie z 20/30 metrów śmiertelnie postrzelić człowieka. Drugą kwestią jest to, że pociski z tej broni są w stanie nie tylko przebić bez problemu szybę, cienką ściankę, czy łóżko, o czym „ci źli” chyba momentami zapominali. To małe sprawy, ale odejmują tej produkcji kilka punktów za realizm do którego tak dążyła.


Kolejną sprawą są dialogi. Niby wszystko jest w porządku. Koledzy rozmawiają ze sobą tak jak można by się tego po nich spodziewać. Niektórzy cenią je jednak za elementy humorystyczne. Niestety mnie nie rozbawiły one ani razu. Napisane zostały nieźle, zagrane dobrze, ale zachwycać się raczej nie ma czym. Pierwsze 40 minut opartych na rozmowach w aucie i na posterunku nie miało w sobie nic magnetyzującego. 

 Zasada policyjna nr.1: Podczas strzelania krwawiącą ręką musisz krzyczeć - wtedy na pewno trafisz 
Docenić należy natomiast grę aktorską. Jake Gyllenhaal i Michael Pena odwalili kawał dobrej roboty. Zagrali bardzo dobrze i choćbym chciał do niczego nie mogę się przyczepić. Szczególnie podobał mi się Pena, który świetnie zagrał zadziornego glinę. Muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się po tym duecie tak dobrego popisu. 


Momentem kluczowym jest świetne zakończenie. Po wszystkich przygodach jakie przeżywamy z naszymi bohaterami przyjdzie wreszcie czas na chwilę poruszenia. Dawno nie było filmu dzięki któremu choćby otarłbym się o uronienie jednej łezki. A w tym przypadku naprawdę mało brakowało. 
Jedyny film w którym robotę papierkową musisz wypełniać razem z bohaterem.
Choć film ma swoje momenty, to według mnie zbyt często zdarzało mu się przynudzać. Owszem, dostaliśmy kilka naprawdę wciągających „akcji”, ale większość z nich widziałem już gdzieś indziej. Jeżeli szukacie czegoś oryginalnego raczej się zawiedziecie. Jeżeli interesują was dobre kryminały lub solidne kino akcji (czy nawet przyzwoity dramat) na pewno nie będziecie rozczarowani. Ja w żadnej mierze nie żałuję czasu poświęconego  tej produkcji.

Moja ocena to 7/10

8 komentarzy:

  1. Nie słyszałam wcześniej o tym filmie, ale kojarzę plakat. Lubię obejrzeć czasem dobre kino sensacyjne, ale raczej poczekam na wydanie dvd.

    OdpowiedzUsuń
  2. Donnie zupełnie jak nie on :P Nie lubię Gyllenhaala, pewnie dlatego nie słyszałam nawet o tym filmie. I Ty się nie śmiej z ciemnych okularów - spróbuj trafić w cokolwiek, patrząc pod słońce bez porządnych oksów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, przecież to słoneczne Miasto Aniołów. Mój błąd :)

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o kino akcji, to tak średnio lubię, ale skoro film to po cześci również kryminał i nawet dramat, to może być całkiem w porządku. Jak mnie najdzie ochota na oglądanie strzelaniny, to będe pamiętać o tym filmie ;)
    A w ogóle, to nie poznałam Gyllenhaala bez włosów, tego aktora kojarzę jedynie z filmu "Tajemnica Brokeback Mountain" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądałem tego filmu. Jakoś tematyka mnie nie zachęciła :D Co do Gyllenhaala dopiero teraz Maskarada przypomniała mi, że to ten sam koleś, który grał Donniego Darko :) Samo nazwisko kojarzyłem, ale roli żadnej :D

      Usuń
  4. O, własnie! Odnośnie filmów akcji :D Widziałeś "Exuilibrium"? W zasadzie to głównie sci-fi, ale akcji jest sporo. Wg mnie bardzo dobry film... No i Bale :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, toż to klasyk jak dla mnie ;D

      Usuń
  5. Twoje komentarze pod zdjęciami mnie rozwalają xD

    OdpowiedzUsuń