czwartek, 20 grudnia 2012

Edgar Allan Poe - "Zdradzieckie Serce"


Jako że piątek zbliża się niechybnie, a wraz z nim także mój powrót do domu, postanowiłem zamieścić na swym blogu ostatnie wpisy jakie będziecie mieli okazję przeczytać w grudniu. Obejrzałem ostatnio film pod tytułem „Kruk”, czy też „The raven”, opowiadający o życiu Edgara Allana Poe (będzie recenzja). W związku z tym postanowiłem zapoznać się także z próbką jego twórczości.

Moją ofiarą stał się zbiór 10 opowiadań  tego autora pod tytułem „Zdradzieckie Serce”. Sam pisarz jest postacią niezwykle ciekawą i serdecznie zachęcam do zapoznania się z jego biografią, jednak okres w którym żył i tworzył to pierwsza połowa XIX wieku. Czy po tylu latach pozycja ta może się jeszcze podobać ?

Recenzowanie klasyków jest zadaniem szalenie trudnym. Zmierzenie się z protoplastą literatury grozy poczytywałem sobie jednak za swój obowiązek (jako zażarty miłośnik tego gatunku). Szczególnie obawiałem się problemów z odbiorem, czy to przez archaiczny język, czy też przez niezrozumienie przesłania/treści opowiadań (jak wiecie bliższa mojemu sercu jest literatura czysto rozrywkowa i bardziej prymitywna). Na szczęście moje obawy sprawdziły się tylko w niewielkim stopniu.

Jak każdy zbiór opowiadań także i ten wg. mnie prezentuje mocno nierówny poziom. Zdarzały się takie które podobały mi się bardzo, czy to ze względu na klimat („Studnia i wahadło”, „Zdradzieckie serce”), humor („Pogawędka z mumią”), niektóre zachwycały zakończeniem, które ratowało niezbyt wartką akcję („Maska czerwonej śmierci”), niestety zdarzyły się też historie słabsze i nudniejsze, czego przykładem mogą być szczególnie dwa opowiadania:  „Rewelacje mesmeryczne” i „Podłużna skrzynia”. Te dwa ostatnie były zdecydowanie przegadane i według mnie bardzo nudne. „Rewelacji mesmerycznych” nie byłem w stanie nawet dokończyć: za dużo w nich było filozofii i rozmyślań z których nie rozumiałem kompletnie nic.

Mimo to całość okazała się całkiem strawnym kąskiem na jeden wieczór. Szczególnie do gustu przypadają nowatorskie pomysły autora i niektóre rozwiązania fabularne. W części opowiadań dostajemy błyskawicznie toczącą się akcję (te podobały mi się najbardziej), inne zaś przypominają stereotypową, nudną twórczość XIX wieku. Mimo wszystko z Edgarem warto zapoznać się chociażby ze względu na jego umiejętność do budowania psychodelicznego (nie znalazłem lepszego przymiotnika :))  klimatu. Objętościowo jest ona niewielka (około 90 stron), a wierzę, że wielu miłośnikom Kinga, Barkera, czy nawet Mastertona może się spodobać. Miłośnicy/czki romansów raczej nie znajdą w niej nic dla siebie.

Moja ocena to 6/10  

6 komentarzy:

  1. Z opowiadaniami jestem trochę na bakier, zdecydowanie wolę dłuższą formę. Czytałam zbiór nowel Kinga i Ketchuma, więc wypadałoby i z klasyką się zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawią mnie te opowiadanka Ketchuma. Muszę kiedyś sprawdzić.

      Usuń
  2. Poe. Lubię. Jest klimat i w ogóle :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No kolejny raz niestety nie mam o czym się wypowiedzieć :<
    Po prostu więc dodam ten kom, żebyś wiedział że czytam,
    Pozdrawiaam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O Edgarze dowiedziałam się z książki "Nevermore", zaciekawiła mnie ta postać. Muszę jednak przyznac, ze wolę czytać/ oglądać o jego życiu niż o twótrczości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Poznałam twórczość Poego jeszcze na początku studiów i bardzo mi się spodobał. Najbardziej zapadły mi w pamięć dwie nowele - "Złoty żuk" i "Morderstwo przy Rue Morgue". Polecam ;)

    OdpowiedzUsuń