czwartek, 13 grudnia 2012

"Shutter" - wersja japońska.

Ten film już kilkakrotnie rekomendowano mi, jako najstraszniejszy horror jaki kiedykolwiek powstał. Raz nawet na tym blogu. Siadłem więc dzisiaj w nocy i w końcu go obejrzałem. Nie chcąc stracić nic z wrażeń jakie mi obecnie towarzyszą stwierdziłem, że niezłym pomysłem będzie napisanie krótkiej recenzji "na świeżo".


Fabuła koncentruje się wokół fotografa Tuna, oraz jego dziewczyny Jane. Do tego otrzymujemy kilku przyjaciół głównego bohatera i całkiem sympatycznego duszka-zjawę. To właśnie ta cholera będzie nas straszyła przez cały film ;). Fabuła jest lekko pokręcona, ale przejrzysta, zrozumiała i bez żadnych niedopowiedzeń. Ogląda się całkiem nieźle, a zakończenie jest wg. mnie genialne.
Pamiętajcie dzieci, żeby zawsze myć ząbki ;)

Głównym zadaniem horroru jest oczywiście sprawienie, żeby widz trząsł ze strachu tym co akurat ma na sobie. "Shutter" spełnia swoją rolę całkiem skutecznie. Dużą w tym zasługę z pewnością odgrywa klimatyczna muzyka. Błędem jaki popełniłem włączając "widmo" było być może to, że spodziewałem się ogromu mających mnie przestraszyć scen. Dlatego też niemal w każdym momencie spodziewałem się zobaczyć paskudną twarz zjawy, albo śmierć któregoś z bohaterów. Kilka momentów faktycznie zdołało mnie zaskoczyć, ale nie było to nic przyprawiającego o zawał.
Bu :)

Najstraszniejszym momentem okazał się dla mnie sam początek (około 20 minuta), kiedy nasza kochana zmora jeszcze się nie pojawiła (przynajmniej nie w pełni). Wtedy to mój kochany brat, mający świadomość w trakcie jakiego seansu jestem, podkradł się do mnie, szturchnął mnie w szyję i krzyknął coś w stylu klasycznego "buuu", tylko że, ze sto razy głośniej :) Zachowując poważną minę odwróciłem się i zapytałem, czy to wszystko na co go stać. Jednocześnie czułem się zachwycony siłą moich zwieraczy. Przestraszył mnie cholernie, ale przecież nie dam po sobie poznać. Kiedyś się zemszczę buahaha :D
O nie kochanie, nie chciało Ci się robić makijażu, to śpij na kanapie.

Ale o czym to ja? A tak, film. Coś tam wspomniałem o zaletach (tj. fabuła dźwięk), teraz będzie o wadach. Po pierwsze wcale nie jest tak straszny, jak się powszechnie sądzi - o tym także wspomniałem. Po drugie - jest strasznie schematyczny. Po pewnym czasie można było liczyć sekundy pomiędzy kolejnymi strasznymi scenami i nawet czasem udawało mi się na nie trafić. Regularność straszenia do zalet dobrego horroru raczej nie należy. Po trzecie sama zjawa. Choć miała dobre momenty i kilka fajnych scen, to np. moment w który trepta małymi kroczkami w stronę bohatera, w dodatku po suficie, zamiast przestraszyć sprawił, że ryknąłem śmiechem. Przy horrorze to chyba nie przystoi. 

Nie będę hejtował jak to całe towarzystwo na filwebie, które żadnego horroru nie wypuszcza poza  ocenę 6,0 ( poza "Shutterem", o dziwo), ale nie przyznam także temu filmowi najwyższej noty. Nie ukrywam, że seans był bardzo przyjemny (jeśli ktoś lubi się czasem pobać), ale film jest też pełen niedociągnięć, które mi troszkę przeszkadzały. 

Moja ocena to 8/10     


Ps. Dziękuję Maskaradzie, która poleciła mi ten filmik ;)

8 komentarzy:

  1. Jednak się skusiłeś :D Ogólnie szalenie dziękuję Ci za te pobudzające moją i tak już bujną wyobraźnię zdjęcia. Coś czuję, że nocą przyjdzie pora na testowanie moich zwieraczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co. Zdjęcia wstawiałem specjalnie dla Ciebie ;)

      Usuń
    2. Czuję się zaszczycona :P

      Usuń
  2. Jeden z nielicznych horrorów, które zrobił na mnie niemałe wrażenie. Bo prawdę mówiąc większość horrorów (przynajmniej te, które do tej pory widziałam) jest bardziej obrzydliwa niż straszna. W przypadku tego filmu parę razy podskoczyłam, bo ta cała zjawa miała mocne wejścia. Wersji amerykańskiej nie widziałam, ale ta jest całkiem niezła. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dałaś radę obejrzeć ten film sama, to podziwiam.

      Usuń
  3. Podpisy pod zdjęciami mnie rozwaliły.:) Po obejrzeniu wersji japońskiej cholernie się bałam, dla mnie to jeden z najmocniejszych horrorów i jakoś nie potrzebował do tego ręki, nogi, mózgu na ścianie :> A wersji amerykańskiej nie widziałam i nie chce mi się jej oglądać, bo słyszałam same niepochlebne opinie. I nawet moja mama się jej nie bała, a to już coś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, nie warto chyba się męczyć z amerykańską wersją :) BTW. dzięki za komentarz ;)

      Usuń
  4. film bardzo dobry! niedociągnięć nie zauważyłam :D czy jest straszny? hmm.. nie aż tak jak mówiono, ale czasem można się przestraszyć... :D najważniejsze, że końcówka świetna i ta zaskakująca, że kapcie spadają! :D

    OdpowiedzUsuń