środa, 31 października 2012

Upadające święta.

Historia człowieka liczy prawdopodobnie tysiące zaginionych tradycji, czy też świąt. Mimo, że tego oczekujecie nie będę dziś krytykował święta zmarłych i swoją opinię o nim pozostawię dla siebie. Jakakolwiek by ona nie była trochę przykro robi się, kiedy obserwuję zachowanie większości ludzi. Święto dawniej refleksyjne i pełne zadumy zostaje powoli skomercjalizowane. Żal mi trochę tych wszystkich, którzy szczególnie mocno deklarują swoje ideały katolicyzmu, a nie potrafią według nich postępować. Dlatego trudno się dziwić, że wśród wielu młodych święto to zaczyna budzić pewien rodzaj pogardy. Póki co to uczucie jest mi zupełnie obce, ale zdecydowanie nie podzielam także ogólnego entuzjazmu np. w wydawaniu pieniędzy na lampki, żeby sobie tylko sąsiadka nie pomyślała... W sumie jestem odrobinkę zadowolony, że wrócę do domu, spotkam się z rodziną, być może z przyjaciółmi, ale nie uważam, że będzie to jakiś szczególny dzień, czy też okres w roku, który diametralnie zmieni moje podejście do życia. Jeżeli miałbym wskazać święto co do którego przetrwania w tradycji mam największe wątpliwości to chyba wskazałbym święto zmarłych w jego obecnej formie. Dobra, nie ma co tak smucić, dzięki powrotowi do domu będę miał zapewne 2/3 dni dla siebie i przez ten czas mam nadzieje przeczytać "Straconych" Jacka Ketchuma. To moje pierwsze podejście do tego autora i nie ukrywam, że wiążę z nim ogromne nadzieje. Jeżeli czas mi pozwoli to sięgnę zapewne po raz wtóry po "Paragraf 22" Josepha Hellera do czego przymieżałem się już dość długo. Po świętach możecie więc spodziewać się mojej pierwszej próby sił w recenzowaniu powieści. Zrobię wszystko co mogę żebyście nie byli zawiedzeni. Póki co trzymajcie się i wracajcie do domów bezpiecznie.

niedziela, 28 października 2012

Co nowego?

Jak co roku nic. Spadł śnieg, więc masa ludzi zalała portale społecznościowe durnymi postami i filmikami. Odnoszę wrażenie, że staje się to tradycją podobnie jak reklamy Coca-Coli przed świętami i Kevin na święta. Trzeba mieć naprawdę nudne życie, żeby podniecać się zamarzniętą wodą. Mniejsza z tym. Ważne, że po raz kolejny przestawiamy zegarki. Nikt mnie nie przekona, że ma to jakikolwiek sens. Póki co dochodzi się do wniosków, że takie działanie nie przynosi żadnych korzyści w aspekcie ekonomicznym, nie daje zauważalnych oszczędności. W dodatku przestawia nasze zegary biologiczne i podobno utrudnia naszym organizmom funkcjonowanie. W sumie gówno by mnie to obchodziło, ale dzięki temu pieknie potwierdza się moja teoria, że tłum nie potrafi myśleć. Ok, to nie moja teoria, tylko Suworowa, ale nie zmienia to faktu, że gość ma rację. Zmuszenie ludzi do absurdalnych zachowań znacznie ułatwia objęcie nad nimi kontroli. Fajnie popatrzeć jak zachowujemy się idiotycznie i przyjmujemy to jako coś naturalnego. Ja oczywiście mogę tak robić, bo nie jestem zbyt mądry, ale wy Polacy jesteście ludźmi światłymi, pełnymi wszechstronnej wiedzy, powinniście przemyśleć swoje zachowanie :)  Aha, zapomniałbym o bardzo ważnej kwestii. Wybrano nowego miłościwie nam panującego prezesa PZPN. Wielu ludzi uważa, że to był dobry wybór i być może polska piłka odrodzi się na nowo. Ze względu na to, że nauczony doświadczeniem uważam opinię większości za niezbyt wiarygodną, śmiem wątpić w to cudowne uzdrowienie. Jeżeli jestem już przy wyborach, to warto wspomnieć, że w USA, w rankingach przedwyborczych, na prowadzenie wysuwa się Romney. Może to i lepiej, on jeszcze nie składał nam żadnych obietnic bez pokrycia, najwyższy czas, żeby też się wykazał. Obama był w tym jednak całkiem niezły, ciężko będzie go pobić. Wybory także na Ukrainie, ale jak zwykle raczej nie będą ciekawe i szansę będzie miał tylko jeden jedynie słuszny kandydat. W Polsce i na świecie jak co roku nic nowego...

wtorek, 23 października 2012

Nie ma z czego wybierać?

Ze względu na dość dużą ilość wolnego czasu postanowiłem trochę nadrobić oglądanie seriali. Póki co na bieżąco jestem z "The big bang theory", który zszedł kompletnie na psy i oglądam już tylko z przyzwyczajenia, "How i met your mother?", lecz tylko przez wzgląd na Barneya i dlatego, że mam nadzieje iż to będzie ostatni sezon. Ponadto oglądam też "Supernatural"  (po odejściu Lucyfera serial ten stracił wiele ze swej siły przyciągania), a także "The walking dead" (fajny serial pod warunkiem, że twoja inteligencja, podobnie jak moja, jest w stanie zadowolić się bandą śliniących się zombi). Z przykrością zauważam, że nie robi się już naprawdę dobrych seriali, albo to ja wraz z upływem czasu wyrosłem z ich oglądania. Nie jarałem się zbytnio "Breaking Bad", "Dexter" był niezły, ale w pierwszych sezonach, "Sons of Anarchy" nie istaniało by bez Chibsa (który notabene grał w Braveheart-cie) i Opiego. "Sherlock" strasznie mnie nudzi, choć ma swoje przebłyski, "Gra o Tron" chyba póki co ma przerwę, więc nie za bardzo mam co oglądać. Wiem, że narzekam i trochę marudzę, a i tak "serialuję" co wpadnie w łapy, ale mam wrażenie, że kiedyś dużo gorsze produkcje podobały mi się o wiele bardziej. Może doszło już do tego, że przesyciłem się tymi wszystkimi oklepanymi motywami, a może irytuje mnie to, że w siódmym sezonie postaci zmagają się z tymi samymi problemami co w pierwszym? Sam już nie wiem. Za to z dużym sentymentem wspominam np. "Firefly", "Renegata", czy też "Nikitę". Co do tych dwóch ostatnich sam się dziwię, że je oglądałem (w dodatku, o zgrozo, nawet mi się podobały), co do "Firefly" nikt mnie nie przekona, że istnieje lub istniał lepszy serial. Ja natomiast, żeby nie psuć sobie humoru nie zamierzam wracać do seriali z przeszłości, ponieważ obawiam się, że mój gust filmowy jednak nie jest tak dobry jak uważałem :) Na otarcie łez moich przyda się jakaś ładna fotka. 
Lesley-Ann Brandt znana też jako Naevia ze Spartacusa  :)

czwartek, 18 października 2012

Anglicy zaspali...

Kolejny całkiem przyzwoity mecz na swoim koncie zanotowała reprezentacja Polski. W końcu mieliśmy okazję obejrzeć niezłą grę przeciwko, bądź co bądź, bardzo silnemu rywalowi. Oczywiście fala pesymizmu naszych kochanych kibiców już zalewa media. Wniosek jest prosty, nie potrafimy się cieszyć, choć powinniśmy. Przez kilka godzin przeczytałem mnóstwo komentarzy jaka ta Anglia jest słaba, jak to murawa przeszkadzała biednym anglikom, jak to remis na własnym stadionie powinien być traktowany jako porażka. Czasem po prostu już brakuje słów na tych naszych futbolowych specjalistów. Ja jestem oczywiście bardzo z tego wyniku zadowolony. Chociaż kadra nie jest jeszcze kompletnie zgrana, już klaruje się pewien jej stały, całkiem sprawnie funkcjonujący obraz. Szkoda trochę, że remis ten będzie zepchnięty na drugi plan przez kontrowersje dotyczące przełożenia meczu. Tu także wznoszą się głosy krytyki ludzi nie mających pojęcia, że to nie organizatorzy decydowali o zamknięciu dachu, a raczej drużyny i delegat FIFA. Może dobrze się stało, że mecz ten nie odbył się w pierwszym terminie, kto wie czy dzień wcześniej osiągnęlibyśmy równie dobry wynik. Jeżeli nasza gra utrzyma obecny poziom, to z niecierpliwością oczekiwał będę meczu wyjazdowego z niepokonanymi przez nas anglikami. Mimo, że w obecnej sytuacji należy przede wszystkim być zadowolonym, to nie sposób nie zauważyć, że zdarzali się zawodnicy, którzy nie udźwignęli ciężaru tego spotkania. Jednym z nich zdecydowanie był Jakub Wawrzyniak. Musimy jeszcze poszukać lewego obrońcy z prawdziwego zdarzenia, ponieważ rajdy anglików tamtą stroną, mimo, że w większości nieskuteczne, siały duży popłoch w naszej drużynie. Oszczędzę sobie oceny poszczególnych piłkarzy, ponieważ wierzę, że większość i tak oglądała ten mecz i ma swoje własne opinie na ten temat. Po meczu pozostaje mieć nadzieje, że Grosik przekonał do siebie trenera, a Krychowiak utrzyma obecną formę na następne spotkania. Nie pozostaje nic innego jak powiedzieć "Polacy, dziękujemy...".   Aha, mimo, że olewam tę całą sprawę z dachem, to maksymalnie rozbawił mnie Jacek Gmoch wyjaśniający jak skutecznie naprawia się takie problemy. :)
i klasyczne: "he, he, he" :)

poniedziałek, 15 października 2012

Lubicie czytać? :)

Założę się, że tak. Kto nie lubiący książek wszedłby na jakiegoś bzdurnego bloga i czytał dla rozrywki masę tekstu? :) Czytam także i ja. Ostatnio troszkę mniej i zdecydowanie nie widać tego w stylu moich wypowiedzi, ale przyrzekam, że widziałem już kilka mniej lub bardziej znanych okładek. Ze względu na to, że nie mam najmniejszej ochoty aby się dziś rozpisywać pragnę polecić wam rejestrowanie się i korzystanie ze stronki "lubimyczytac.pl ". Jest to świetny portal przypominający trochę filmweb, który zdecydowanie motywuje do tego żeby sięgnąć po kolejną i kolejną pozycję. W dodatku pomaga w wyborze następnej lektury i znacznie ułatwia życie wszystkim aktywnym czytelnikom. Jesteśmy już po reklamie, więc mogę wam się przyznać co czytałem ostatnio. Prawdopodobnie nie spodziewaliście się niczego ambitnego i mieliście rację. Książka ta nosi tytuł "Jeden fałszywy ruch", jej autor to Harlan Coben, który jest także jednym z moich ulubionych pisarzy. Jako, że wpis ten nie należy do zbyt ciekawych macie też zdjęcie na pocieszenie :)  Enjoy


sobota, 13 października 2012

Fornalik ma jaja

Wczoraj na stadionie narodowym w Warszawie odbyło się spotkanie Polska-RPA. Jako że wyrobiłem sobie nawyk oglądania meczów naszej reprezentacji jeszcze w czasach kiedy wierzyłem w jej sukcesy, obejrzałem także i ten. Muszę przyznać, że nie jestem całkiem zawiedziony. Przynajmniej nie tak jak zwykle. Mimo braku naszego przecenianego tria z Borussi był to jeden z najładniejszych meczy tego zespołu od długiego czasu. Oczywiście w zgodzie z naszą tradycją zagraliśmy bardzo słabo w obronie. Żal także niewykorzystanych okazji. Wreszcie zaczęliśmy jednak oddawać strzały na bramkę rywali. Świetnie zaprezentował się Kamil Grosicki, którego grę bardzo chciałem zobaczyć już na Euro. Podobał mi się Paweł Wszołek, nawet pomimo kilku niefortunnych interwencji. To może być niezły rozgrywający. Podawał świetnie, nie bał się dryblować, wyglądał lepiej niż Mierzejewski, Sobota, czy Murawski. Adrian i Waldemar prawdopodobnie nie zjedli obiadu, ponieważ bardzo mało rzeczy wychodziło im na boisku. Murawski zjadł za to obiad przynajmniej dwa razy, ponieważ bardzo mało chodził po boisku. Wciąż zastanawiam się co ten pan jezscze robi w reprezentacji. W czasie kiedy został wpuszczony zaliczył kilka przejęć piłki i kilka groźnych dla zespołu strat. To zdecydowanie nie jest poziom reprezentacyjny. Milik zagrał słabo, przynajmniej słabiej niż się spodziewałem. W lidze pokazuje świetny poziom, w kadrze pokazywał się ładnie na pozycji. Szkoda tylko, że miał problemy z wykończeniem akcji. Piecha/Sobiecha (niepotrzebne skreślić) oceniać trudno. Gdyby skończył jedną z wielu dogodnych sytuacji, które wypracował sam, czy też wspólnie z kolegami byłoby świetnie. Tytoń zagrał dość słabo i obawiam się o jego formę przed meczem z Anglią (szczególnie o komunikację z polskim francuzem). Głównym bohaterem tego spotkania był dla mnie Fornalik. Nie spodziewałem się po nim takiej odwagi w sferze taktycznej. To nie jest koleś który dużo szczeka przed meczem i jeszcze więcej po nim. To jest facet który szuka optymalnego sposobu gry swojego zespołu, nie boi się kilka razy w meczu zmieniać taktyki, czy też postawić na młodych zawodników prezentujących świetną formę (Murawski jest wyjątkiem). Mam nadzieje, że tak już zostanie i Krychowiak, czy Milik zagoszczą na dłużej w naszej reprezentacji. Umówmy się jednak, że spotkanie nie było zdominowane przez zespół z kraju wódki i sprzedajnych polityków. Bofana bofana kilka razy odgryźli się dość mocno, szczególnie w stałych fragmentach gry z którymi mamy problemy odkąd sięgam pamięcią. Przypominam, że graliśmy z zespołem, którego czołowi zawodnicy grają w Kaizer Chiefs lub drugiej lidze angielskiej. Jak na poziom reprezentacyjny nie jest to zbyt imponujące. Przyznaję jednak, że przed meczem z Anglią moje marzenie o remisie nie zostało całkowicie uśmiercone. Co najwyżej rozczłonkowane i  okrwawione, ale wciąż dychające...

Moja subiektywna ocena zawodników ( w skali 1-10)

  • Tytoń-3  
  • Wojtkowiak-5
  • Wasilewski-5
  • Perquis-4
  • Wawrzyniak-4
  • Wszołek-6
  • Krychowiak-6
  • Borysiuk-5
  • Mierzejewski-3  
  • Sobiech-6  
  • Piech-6
  • Sobota-4
  • Milik-5
  • Komorowski-6,5
  • Grosicki-7
  • Murawski-2



piątek, 12 października 2012

To żyje, to żyje...

Hmm, dość długo nosiłem się z pomysłem rozkręcenia własnego bloga. Nie mogłem wpaść na pomysł czego konkretnie dotyczyć ma wstęp, więc zacznę standardowo. Chciałbym przywitać wszystkie osoby, które mają za dużo czasu i, o dziwo, chęć czytania jakichkolwiek wypocin domorosłych artystów, społeczników i reszty tym podobnych tworów. Ja jestem zapewne jednym z nich :) Kim? To  już ustalicie sobie sami jeżeli cierpliwość pozwoli wam na kontynuowanie i przeczytanie przejrzenie kolejnych wpisów. Niektóre z nich mogą sprawiać wrażenie lekko obraźliwych, czy też kontrowersyjnych (odrobinkę) , ale z całą sympatią do moich ewentualnych przyszłych czytelników muszę stwierdzić, że mam to w dupie :). Blog będzie tworzony niezależnie od liczby oczu, które będą miały zaszczyt podziwiać to niesamowite dzieło, ponieważ służy on tylko i wyłącznie mojej przyjemności. Jeśli komuś się to nie podoba lepiej żeby opuścił go w tempie ekspresowym i wrócił do swoich jakże konstruktywnych zajęć. Zasada jest prosta, bawcie się ładnie i nie psujcie innym humoru. Interpunkcja i inne głupoty nie obowiązują dopóki zdanie ma sens - wiem, budowanie zdań jest trudne, ale dacie radę :) Aha, jakkolwiek cenię niesamowicie naszą polska młodzież, przyszłość tego narodu, która codziennie drze mordy pod moim oknem i pieprzy się w krzakach na dyskotekach - mimo mojej wielkiej sympatii do was to nie jest najlepsze miejsce na obniżanie średniej intelektualnej w społeczeństwie. Czytelnicy którzy będą sprawiali wrażenie dzieci z podstawówki (nawet mimo trzydziestki na karku) będą mieli usuwane posty. Wiem, że "tak nie można", że "to podłe" i "ale przecież..." jednak blog to jedyne miejsce w którym mogę być tyranem i zamierzam to skrzętnie wykorzystywać. A więc po wstępnym zniechęceniu Cię czytelniku i przesianiu plewów zapraszam do dalszej lektury już wkrótce...