czwartek, 10 stycznia 2013

"Baytown Outlaws"


Eh, już pięć dni nie wstawiłem żadnego tekstu, a czuje, że należy coś napisać, cokolwiek. Za cholerę nie mam ostatnio czasu. To egzaminy, to jakiś filmik, a do tego przyszło mi do głowy ściągnąć jeszcze Enemy Territory i przypomnieć sobie dawne, strzelankowe czasy. W przerwie między zabijaniem kolejnych tabunów wrogów i nauką o administracji publicznej chciałbym zrobić także coś dla swojego bloga. Dlatego ofiarowuje wam tę oto recenzje, bierzcie i jedzcie z tego… ekhm, czytajcie.

Czego ona dotyczy? Ano tytułowego „Baytown Outlaws”. Film oparty jest na dość nieskomplikowanej fabule. Trzech braci zostaje wynajętych przez   Ewkę Longorię, (jedyną aktorkę, którą ktoś w tej produkcji może skojarzyć), do zabicia Billy’ego Boba Thorntona( jedynego aktora, którego możecie skądś znać). Z ciężkim sercem przyznam, że osobiście nie widziałem filmów z żadną wymienioną postacią (chyba). Oczywiście to nie wszystko, chłopaki muszą zgarnąć także dzieciaka, którego niedobry Billy przetrzymuje. Wszystko idzie zgodnie z planem i film się kończy :). Heh, no dobra, film się nie kończy. Już na samym początku wszystko się pieprzy, a z czasem robi się tylko gorzej. 
"Przecież Ci mówiłem: Jak nie możesz, to już nie jedz" 

Czego się spodziewałem? Otóż film miał być lekką i przyjemną komedią. A nie był. Był za to lekkim i przyjemnym kinem akcji. Czuje się oszukany, ale w sumie nie ma tego złego… Głównymi postaciami są oczywiście trzej bracia. Chłopaki wymiatają. Robią niezłą rozpierduchę od pierwszych do ostatnich minut filmu. Szczególnie podobał mi się koleś grający Lincolna(jeden z braci). Mierzący wg. filmwebu 203cm przyjemniaczek nie odzywający się ani razu przez cały film każdemu przypadnie do gustu. O poziomie aktorstwa niech świadczy fakt, że postać nie odzywająca się wcale, z miejsca stała się moją ulubioną.

Aha, jest też trochę krwi, ale nic czego nie widzielibyśmy u Tarantino. I jest też dużo przekleństw, czyli nic czego nie widzielibyśmy u Tarantino. Postaci są wybitnie pokręcone, czyli nic czego nie widzielibyśmy u (tu wpisz kojarzące Ci się nazwisko).  Właściwie ten film jest podobny do filmów wspomnianego reżysera, tylko historia nie jest aż tak dobra i zgrabnie poprowadzona.
Wesoła rodzinka w komplecie, czyli Mostowiacy w wersji 2.0 
Do sedna. Czy mi się podobało? Nie było najgorzej, ale ostrzeżenie: "Baytown Outlaws" odmóżdża – kompletnie i konkretnie. Z każdą minutą jest coraz głupszy, a ja i tak bawiłem się całkiem nieźle. Przez film przewijają się moto-zdziry, piraci (to trzeba zobaczyć) i Indianie. Pełen repertuar osobowości z których niestety napisy końcowe zobaczy tylko ich niewielki ułamek.
Screen z serii: zboczony bloger, czyli moto-zdziry w pełnej krasie :)

Kino z jednej strony pełne akcji, które z drugiej nieudolnie próbuje śmieszyć. Z jednej strony bardzo ciekawi bohaterowie, a  z drugiej taki sobie poziom aktorstwa. Niby głupi do granic możliwości film, ale da się go obejrzeć bez zgrzytania zębami, a nawet czerpać z tego jakąś tam przyjemność. Komu polecam? Każdemu kto lubi twarde charaktery, dużo akcji i filmy Kłentina. Polecam też każdemu, kto wypił przynajmniej trzy piwa – wtedy spodoba się wszystkim. Nie polecam duszom romantycznym i ckliwym, ale też ludziom nie potrafiącym wyłączyć mózgu na półtorej godziny. Jeśli dostrzegasz w jakimś filmie np. niezgadzający się odgłos wystrzału konkretnej broni, albo jesteś specjalistą od fizyki, nie oglądaj i nie psuj sobie humoru.   Powinienem dać 5/10, bo film jest w gruncie rzeczy średni. Jednak oceny mają być czysto subiektywne, a mi się to cholerstwo nawet podobało. Dlatego…

Moja ocena to 6+/10

Ps. Wiem, że recenzja jest dziwna i inna niż zwykle, ale do tego filmu nie umiałem podejść inaczej :P W dodatku brak czasu sprawił, że jej długość jest jaka jest...

3 komentarze:

  1. Moim zdaniem ta recenzja jest fajniesza niż dotąd pisałeś. Jest pisana na luzie, a nie tak sztywno jak każdy pisze. Używałeś tu słów dla niektórych ludzi będące słowami tabu. Ja bym prosiła wiecej recenzji tego typu, ponieważ jest inna niż wszyscy inni piszą. Świetnie mi się ją czytało i mam chęć obejrzeć ten film. Lubie takie 'głupkowate' kino :)
    Pozdrawiam i zapraszam ;d

    OdpowiedzUsuń
  2. Recenzja jest bardzo w porządku, a sam film... wydaje się interesujący, ale mam wystarczająco filmów do nadrobienia, żeby tracić czas na ten. Pewnie pójdzie na jakiejś imprezie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Moto-zdziry i Mostowiacy mnie zabili.
    Ostatnio oglądam bardzo mało filmów, także na ten nawet w ramach posesyjnego odmóżdżacza się nie skuszę, wolę obejrzeć coś na poziomie.
    A jeśli chodzi o filmy Tarantina, to niektóre lubię, ale przy Grindhousie umierałam. Odmóżdżyć się odmóżdżyłam, ale o mały włos nie usnęłam.;)

    OdpowiedzUsuń