środa, 2 stycznia 2013

Eric-Emmanuel Schmitt - „Oskar i Pani Róża”


O pozycji tej słyszałem wiele bardzo pochlebnych opinii. Ze względu na brak czasu postanowiłem po nią sięgnąć. Dlaczego? Ano dlatego, że jest bardzo krótka. Liczne porównania do mojego znienawidzonego „Małego Księcia”, jednak przez dłuższy czas odpychały mnie od tej lektury. Recenzja będzie tym razem trudniejsza, bo okazywanie uczuć nie jest moim najmocniejszym punktem, a właśnie ta pozycja, jak żadna inna, opiera swą siłę na sprawnej manipulacji emocjami czytelnika.


Historia przedstawia nam chłopca, 10-letniego Oskara chorującego na raka. Oskar, ma przed sobą ostatnie dni życia. Jego przewodniczką, osobą, której wsparcie chłopak odczuwa najmocniej jest pani Róża, wolontariuszka w szpitalu i jak sama twierdzi była zapaśniczka. Przez opowiadanie przewijają się także inne postaci np. lekarz, rodzice Oskara, koledzy i koleżanki chłopca, którzy z różnych przyczyn znajdują się w szpitalu. Każda z postaci zmaga się z własnym problemem, każda napotyka w życiu pewne trudności i każda toczy swoją prywatną walkę ze słabościami.


Mimo tematyki, która już na samym początku doprowadzić może niektórych do uronienia łezki sama książka napisana jest w dość zabawny sposób. Narratorem jest Oskar. Chłopiec za namową pani Róży zaczyna pisać listy do Boga. To właśnie one dają nam obraz jego ostatnich dni życia. Mimo choroby nasz bohater nie traci całego optymizmu. Teksty Oskara są często bardzo zabawne, a na przykład przytaczane historie walk zapaśniczych, o których wspomniała pani Róża, potrafią bardzo dobrze rozładować napięcie i doprowadzić do szczerego uśmiechu. Tekst napisany jest lekko, czyta się go z dużą przyjemnością.


Historia miłości Pani Róży i Oskara mimo tego, że czyta się szybko i łatwo wcale taka prosta nie jest. Dostajemy kilkanaście wątków, ogrom życiowych rad, które padają zarówno z ust Oskara jak i jego opiekunki. Trudno dostrzec w tym tekście także posługiwanie się utartymi banałami. Nie dostajemy moralizowania, czy też utartych frazesów. Tekst jest więc w dużym stopniu nowatorski. Zdecydowanie lektura zasługuje na głębsze przemyślenie już po jej przeczytaniu. Ja z recenzją poczekałem dzień, żeby zastanowić się, co tak naprawdę odczuwam w stosunku do tej pozycji.


Teraz czas na wady. Nie będę się tu rozpisywał, ponieważ nie dostrzegłem ich zbyt wiele. Może irytujący był stosunek chłopca do własnych rodziców, może niektórym przeszkadzałby styl i język jakim posługuje się narrator, czy w końcu może część byłaby niezadowolona z tego, że 10-letni Oskar zbyt często poucza dorosłych. Dla mnie nie są to wady istotne, a po przeczytaniu lektury i tak szybko się o nich zapomina.

Książka nie dostanie ode mnie maksymalnej ocen tylko dlatego, że nie jest to mój ulubiony gatunek. Nie przepadam za wzruszaniem się, a ta cholera sprawiła, że przez kilka dobrych chwil po jej zakończeniu nie wiedziałem co ze sobą zrobić. W dodatku jest za krótka, żeby dostać najwyższą ocenę. Trudno też nie dostrzec,  że autor posłużył się dość tanim chwytem. Wprowadził do opowiadania postać chorego dziecka, a jak wiadomo nic tak nie wzrusza ludzi jak tragedia w tak młodym wieku. Mimo to, wszysko zostało zrobione bardzo dobrze i podane w przystępnej formie.


„Mały książę” i „Oskar i Pani Róża” to lektury nie mające porównania. Głównie dlatego, że pierwsza z nich ssie, a druga jest bardzo dobra. Polecam zapoznać się z nią wszystkim, nie tylko miłośnikom opowiadań tego typu.


Moja ocena to 8/10

10 komentarzy:

  1. Jaka negatywna ocena "Małego księcia"! :) Ja również nie zachwycam się tą książką. "Oscara..." czytałam dawno, ale pamiętam, że bardzo poruszyła mnie ta historia.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Jeżeli będę zajmował się tym, co myślą głupcy, nie będę miał czasu na to, o czym myślą ludzie inteligentni." :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tą książke jako lekture.
    MUsze przyznac ci racje w kwesti, że 'Oskar i Pani Róża' porównywany jest do 'Małego Księcia', którego tak nie cierpie.
    Jestem bardzo emocjonalna, tak , że mi łatwiej było czytać tą książkie.
    Polecam serdecznie.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)
    booksloovers13xd.blogspot.com - o książkach
    moviesloovers.blogspot.com - o filmach

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne skomentowanie "Małego księcia". Według mnie to zwykły chłam. "Oskara" wspominam bardzo dobrze, Zwłaszcza urzekła mnie pani Róża :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, widzę, że mnóstwo osób jest czysto zniechęcona do Małego Księcia. Pochwalam!

    A 'Oskar i Pani Róża'... Dla mnie bardzo poprawnie, ale jako osoba pozbawiona od jakiegoś czasu jakichkolwiek głębokich emocji, zwyczajnie nie zostałem poruszony. Tak już bywa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozytywny trend niechęci do "Małego Księcia" w końcu rośnie w siłę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam tę książkę już baaaardzo dawno temu, ale do dzisiaj pamiętam tę historię, zrobiła na mnie duże wrażenie. I nie wiem, skąd to porównanie do "Małego księcia", którego przeczytałam i prawie natychmiast zapomniałam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam "Oskara i Panią Różę" już daaawno temu. Pamiętam, że przez długi czas byłam zauroczona tą książką :) Z pewnością jeszcze kiedyś do niej wrócę. Nie tak dawno w Teatrze Telewizji była własnie sztuka oparta na tej książce. Nagrałam ją sobie i teraz czeka w kolejce na oglądnięcie :-) Mam nadzieję, że to przedstawienie jest choć w połowie tak świetne jak sama książka.
    Też nie przepadam za "Małym Księciem", ale sądzę, że gdyby nie był lekturą byłby chętniej czytany i stosunek czytelników do niego byłby całkowicie inny.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna książka, czytałam ją laata temu. Mimowolny wyciskacz łez. Historia poruszająca i prawdziwa. Niezwykle przedstawiony 10-latek, który jest o wiele dojrzalszy niż inne dzieci w tym wieku. Najlepsze w tej ksiązce jest to, ze momentami nie wiesz czy powinieneś się śmiać czy płakać. Stosunek dziecka do choroby.
    "Mały Książę" ssie ? Na mnie osobiście ta książka zrobiła równie dobre wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  10. "Oskar i Pani Róża" to jedna z moich ulubionych książek, ale tylko po nią sięgałam wielokrotnie (będzie z 10 razy). Ja zazwyczaj rozklejam się na ostatnim liście Oskara "Sto dziesięć lat. To dużo. Chyba zaczynam umierać". Uwielbiam też ten fragment kiedy budzi się o świcie i przygląda jak świat rodzi się na nowo. Myślę, że ta książka porusza nas tak bardzo wcale nie dlatego, że umiera dziecko - z tym możemy pogodzić się przez te 100-kilka stron, ale dlatego, że zawiera w sobie wiele mądrości i ... No i właśnie tego czegoś, na co nie potrafię znaleźć słowa.

    Polecam też "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" tego samego autora. Naprawdę warto.

    OdpowiedzUsuń