czwartek, 31 stycznia 2013

Jankowski Arkadiusz - "Tajemnica niemieckiej papierośnicy"

Hmm, mieliście kiedykolwiek taką sytuację, że bibliotekarka wciska wam jakąś niby super książkę, a wy zamiast zachować się asertywnie (i powiedzieć, żeby zabrała ją w odmęty piekła, kiedy będzie wracała do domu), z ochotą tę książkę przyjmujecie? Mi się to właśnie zdarzyło i trudno stwierdzić, stety, czy niestety.  

Pierwszym symptomem, który wzbudził moje zaniepokojenie był autor, człowiek widmo, o którym nigdy w życiu nie słyszałem. Już po powrocie ze swoim stosikiem książek, poszukałem o nim i książce informacji na znanym nam wszystkim serwisie. Oczywiście o samym dziele nie było tam nawet wzmianki, natomiast pisarz mógł poszczycić się jedną, jedyną pozycją ujętą w katalogu lubimyczytac.

Nic to pomyślałem, mimo wszystko okładka jest w miarę ładna, książeczka dość krótka (300 stron z okładem), przebrnę przez nią szybko i będę miał z głowy. Faktycznie, cała przygoda z nią zajęła mi niecałe dwa dni, a co najdziwniejsze, nawet jakoś strasznie nie żałuję poswięconego na  jej czytanie czasu. 

Moze najpierw słówko o fabule. Aleksander Berens, architekt z Wrocławia znajduje na swojej działce budowlanej srebrną papierośnicę. Gdy rusza budowa domu Aleksa do tego gadżetu dołącza jeszcze odnaleziony przez budowlańców niewybuch z czasów wojny i szkielet. Wraz ze swoim przyjacielem Karolem Mencem - dziennikarzem, obaj przyjaciele stopniowo odkrywają tajemnicę wiodącą poprzez papierośnicę do skarbu ukrytego przez niemieckiego oficera. W tle tych wydarzeń Jan Berens, niemal 70-letni ojciec Aleksandra przeżywa romans z Zofią, której nazwisko jest kompletnie nieistotne :P

Historia jest prościutka. Nie wiem dlaczego, ale czytając kilkanaście pierwszych rozdziałów nieodłącznie towarzyszyło mi wspomnienie "Pana Samochodzika". Ta książka ma ten sam, charakterystyczny, lekki, niemalże przygodowy styl, mimo tego, że okładka krzykliwie informuje nas, że jest to powieśc sensacyjna. Wyjątkowe w dzisiajszych czasach jest też to, że pozycja ta nie zawiera opisów scen seksu (w końcu co można opisywać jeśli chodzi o 70-letniego dziadka), a w dodatku sam język jest dość ugrzeczniony i wulgaryzmy śmiało można policzyć na palcach jednej ręki. Jako powieść sensacyjna zdecydowanie nie fascynuje. Zagadka jest mało skomplikowana, budowanie akcji niezbyt przemyślane, a w dodatku część wątków nieopatrznie rozpoczętych pozostaje bez wyjaśnienia. Fabularnie więc można śmiało stwierdzić, że jest kiepsko.

Czy to oznacza w takim razie, że całkowicie mi się nie spodobała? Otóż nie. Ogromną zaletą tej pozycji jest to, że czyta się ją błyskawicznie. Nie wiem jak autor to osiągnął, ale miałem ogromne trudności z oderwaniem się od niej (może byłem wyposzczony brakiem lektur w ostatnim czasie). Na dodatek w kiepską akcję wprowadzono częto bardzo dobre elementy humorystyczne. Kolejnym plusem moim zdaniem jest postać Karola Menca - dość fajnie wykreowanego, niechlujnego i często żartującego przyjaciela głównego bohatera. Mocno w pamięć zapada na przykład scena bitwy o klimatyzację w przychodni, właśnie z jego gościnnym udziałem. Ogromyn plusem są z pewnością zabawne dialogi dwójki przyjaciół nawet pomimo irytującego "kuźwa", które Karol nieustannie powtarza.

Co mnie osobiście  denerwowało najbardziej? Kompletnie niezwiązany z główną akcją i niepotrzebny wątek romansującego Berensa starszego. Wszystkie rozdziały dotyczące tego jegomościa były stosunkowo nudne i irytujące. Szczególnie kiedy potrafił przez cały rozdział tej, bądź co bądź wesołej książki, wspominać zmarłą żonę. Gdyby jeszcze miało to jakiś cel fabularny mógłbym się przemęczyć. Niestety kreując tę postać, także momentami dość sympatyczną, autor popełnił zbyt wiele błędów, bym mógł zaliczyć ją do moich ulubionych, czy nawet lubianych.

Trudno było więc oceniać tę pozycję. Konfrontując jednak wszystkie za i przeciw wyszło na to, że książka jest zwyczajnie przeciętna, bez znaczących odchyleń w żadną stronę. Lektura ta jest lekka, łatwa i przyjemna, ale raczej znaczącego śladu na czytelniku nie ma szansy pozostawić. Jeśli macie na półce coś ciekawszego, nawet się nie zastanawiajcie, a bibliotekarkom uczcie się ładnie odmawiać ;)

Moja ocena to 5/10     

 

9 komentarzy:

  1. Takich problemów z bibliotekarką nie mam, ale zawsze jak chodziłam wypożyczyć film (w ogóle istnieje jeszcze coś takiego jak wypożyczalnia video?), to miły pan zachwalał filmy, które okazywały się szmirą i do dzisiaj mu to zostało, no ale muszę być sprawiedliwa, dobre filmy też poleca :) Co do książki, to nie czuję się przekonana. Nie ma czasu na średniaki, tyle innych lepszych powieści czeka w kolejce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wniosek jest jeden - więcej asertywności! :D Choć i takie przygody czytelnicze warto mieć. :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie potrafię odmawiać bibliotekarkom i nie tylko :-) Dlatego bardzo często trafiały mi się nudne książki, które tylko studziły mój zapał do czytania. Teraz omijam bibliotekę szerokim łukiem a jeśli już wchodzę, to z kartką w ręku i pokazuje, że chce tylko te pozycje z listy i nic więcej i jak na razie skutkuje.
    Odnośnie powyższej książki- mówię pas.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pan samochodzik w wersji dorosłej. Nudy na pudy. Ja mam jednak to samo, często mi coś wciskają, choć ja po nazwisku autora czy nawet okładce wiem, że nie chcę, albo po prostu mam jakąś listę i chcę tylko te, a ta wpycha na siłę i się uśmiecha... Pewnie też bym wzięła tę książkę na Twoim miejscu, ale ja na pewno bym stwierdzila, że to strata czasu, jeśli miałabym podobne odczucia, co Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, parę razy się uśmiechnąłem, ale jak sobie pomyślę, że w tym czasie mogłem czytać Folletta, albo Kinga to mi się jakoś smutniej robi :P

      Usuń
    2. Właśnie o to chodzi - po co tracić czas na coś, co tego czasu nie jest warte? Dlatego dość sumiennie wybieram swoje lektury, a nawet jak bibliotekarka poleci - biorę i podrzucam rodzicom, oni łykają 3 razy więcej książek, niż ja :)

      Usuń
  5. W zasadzie mi się nigdy nie zdarzyło, by bibliotekarka mi coś "wciskała". Słabo oceniłeś tą książkę, ale chciałabym i tak przeczytać ten lekki kryminał :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A mi się ten tytuł bardzo podobał, szokuje mnie tylko jedno, to, że czytelnicy tej recenzji aż tak bardzo sugerują się zdaniem jej autora, zadziwiające. Jestem osobą, która lubi wyrobić sobie na dany temat własne zdanie, a różne są gusta i guściki... myślę, że warto samemu sięgnąć po ten tytuł i samemu go ocenić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście - najsłuszniej by było samemu sięgnąć po książkę ;) Nie wszyscy przecież poprą kompletnie subiektywną opinię :)

      Usuń