poniedziałek, 18 lutego 2013

Ken Follett - "Uciekinier"

Ferie się skończyły. W sumie na tym mógłbym zakończyć, ponieważ to jedyna myśl zaprzątająca w tej chwili mój umysł. Mimo wszystko pomęczę was drodzy czytelnicy kolejną recenzją książki. Obiecuję, że w następnym poście znajdzie się już recenzja filmu, albo jakieś inne pierdółki, które ulęgną się w mojej niezbyt bystrej, ale za to wciąż walczącej o szczyptę inteligencji makówce.

Ken Follett, jeden z moich ulubionych autorów, w "Uciekinierze"  postanowił opowiedzieć historię miłości (bleh, nie lubię używać tego słowa) XVIII-wiecznego, szkockiego górnika Macka McAsha do pięknej Lizzie - zamożnej posiadaczki ziemskiej. Co ważniejsze jednak, jest to historia o dążeniu do odzyskania przez niego wolności wbrew wszystkim przeciwnościom. Tło wydarzeń świetnie oddaje sytuację nie tylko mieszkańców Szkocji, ale także Londynu i ówczesnych brytyjskich kolonii na terenie Stanów Zjednoczonych. Dlatego też w powieści co bystrzejsze oko może wychwycić wydarzenia związane np. z rewolucją amerykańską, demonstracją w obronie Johna Wilkesa itp.

Główny bohater jest z pewnością bardzo sympatycznym, cholernie odważnym, ale często też nierozsądnym i porywczym człowiekiem. Mimo to da się go lubić. Małym mankamentem jest to, że autor chciał go wykreować na bohatera idealnego. Mimo kilku głupich decyzji podjętych przez bohatera motywy jego działań są tłumaczone dość dosadnie przez narratora. Nie możemy więc podjąć deczji, czy polubimy bohaterów, ponieważ Ci dzielą się albo na tych kryształowo dobrych, albo na zepsutych do szpiku kości. Wyjątkiem są postacie drugoplanowe co do których autor pozostawił nam już większą swobodę interpretacji. Mimo to kreacje postaci zaliczam na plus ze względu na świetne oddanie zepsucia wśród burżuazji (np. rodzina Jamissonów). Postaci złe wzbudziły u mnie zdecydowanie najwięcej emocji.

Sama akcja toczy się niesamowicie szybko. Irytujące dla niektórych mogą być różne sloty wydarzeń łączące wciąż Macka z Lizzie, ale da się to przeboleć. Dzięki temu akcja może przenosić się nie tylko w różne miejsca, ale także dostajemy wiele bardzo ciekawych wątków pobocznych (zwykle jednak związanych pośrednio z Mackiem lub Lizzie). Książka liczy sobie około 480 stron, ale czyta się błyskawicznie. Świetna konstrukcja, aż trzy miejsca akcji, różne perspektywy postrzegania tych samych działań, świetnie zbudowane tło - niemal same zalety.

W całej książce znalazłem tylko jedną uporczywą wadę. Przewidywalne zakończenie. Mimo dynamiki akcji i różnych bardzo zaskakujących jej splotów od początku domyślamy się jak cała historia zostanie zakończona. Jeśli lubicie powieści obyczajowe, historyczne, czy nawet jakiekolwiek książki sensacyjne stawiające na wartką i szalenie ciekawą akcję - to jest pozycja dla was. Po raz kolejny polecam serdecznie, a...

Moja ocena to 8/10
(głównie dlatego, że jest ciut gorsza od "Upadku gigantów")

14 komentarzy:

  1. Jak to niby się ferie skończyły?! Mam nadzieję, że Cię tym pocieszę, ale ja jeszcze mam ten caaaaluśki tydzień wolnego.
    Ja chyba nie powinienem pocieszać ;).

    Na początku, gdy przeczytałem tytuł "Uciekinier", myślałem, że recenzujesz książkę Kinga (a takie pytanie w nawiasie... czytałeś może?!).
    Dobra, nieważne. Nie wiem dlaczego niby moje spostrzeżenia mają wywoływać jakiekolwiek emocje ;P. I weź mnie człowieku zrozum... ach...

    Przepraszam, jeśli Cię tym urażę, ale raczej nie sięgnę po tę pozycję. A powodem (jak na razie) jest przeładowanie mojej biblioteczki książkami, które mam przeczytać. Jeszcze dzisiaj dotarła do mnie książka z konkursu... I ja się pytam kiedy to wszystko ogarnę?! No ja się pytam KIEDY :D?!

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, od razu mi lżej na duszy :)
      Kingowego "Uciekiniera" niestety nie czytałem :( Być może uda mi się kiedyś naprawić ten błąd :)

      Usuń
    2. To napraw i powiedz czy się w ogóle opłaca po to sięgać ;].

      Usuń
    3. Niewierny - wątpisz w geniusz Kinga? :)

      Usuń
    4. Że się wtrącę... "Uciekinier" Bachmana vel Kinga to bardzo dobry kawałek książki ;)

      Usuń
    5. Dobrze wiedzieć, dzięki ;).

      Usuń
  2. Przewidywalne zakończenie może zepsuć odbiór całej książki, zwłaszcza w kryminałach jest to niewybaczalne :) Nie czytałam nic tego autora, ale nazwisko już mi się obiło o uszy. Kiedyś koleżanka polecała mi "Filary ziemi", ale trochę przeraziła mnie objętość. Mam w domu nawet jedną książkę Folletta, ale w wersji niemieckojęzycznej (pamiątka po studiach germanistycznych), ale jakoś nie mogę się za nią zabrać. No nie po drodze mi z tym autorem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, niedobrze, spróbuj - myślę, że nie będziesz zawiedziona :)
      "Lwy Pansziru" spróbuj na początek. Objętość mniejsza niż "Filary", ale też kawał dobrej literatury.

      Usuń
  3. Szkoda tego zakończenia (że przewidywalne), ale w sumie widzę, że książka ma sporo pozytywnych stron, więc nie pozostaje nic innego tylko czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Gwarantuje, że ta jedna wada raczej nie popsuje odbioru całości :) Mi przynajmniej nie przeszkadzała ;)

      Usuń
  4. Nie znam Folleta (jeszcze), choć kilka razy już miewałam go w rękach w bibliotece. Zawsze odkładałam. Jakoś nie jestem przekonana, ale przy najbliższej wizycie kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo ciekawy blog :D ale książka to nie moja bajka :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam w planach "Igłę" Folleta, jak się z nią zapoznam i mi się spodoba, to sięgnę i po inne książki tego autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałem "Igłę". Nie była zła, ale jak dla mnie to jedna ze słabszych książek Folletta. Chociaż w jego przypadku trudno mówić o słabych książkach :)

      Usuń