sobota, 2 lutego 2013

"Od zmierzchu do świtu"


W związku z nadrabianiem filmowych zaległości postanowiłem wczoraj wieczorem odświeżyć sobie także twórczość Tarantino. A właściwie Roberta Rodrigueza. Hmm, właściwie to Tarantino i Rodrigueza.  Pierwszy z nich łapę przyłożył do scenariusza, drugi zaś zajął się reżyserią. Co mogło powstać z połączonych sił dwóch najbardziej pokręconych ludzi na świecie? Ni mniej ni więcej tylko właśnie „Od zmierzchu do świtu”.  

Fabuła jest prosta. Przypomina klasyczny horror, budowę cepa i umysł przeciętnego faceta. Mamy dwójkę braci-przestępców porywających pastora z dwójką dzieci(wiem, same dwójki, ale ocena będzie wyższa). Zaraz, zaraz: przecież to Tarantino –powiecie  -  to nie może być takie proste/normalne (niepotrzebne skreślić). No i nie jest. Wesoła gromadka kontynuując swą podróż trafia do wampirzego baru (ewentualnie baru pełnego wampirów) i w celu zachowania funkcji witalnych swoich organizmów rozpieprza go w drobny mak. Tyle w skrócie. A nie, sory. To już całość fabuły, nic tam więcej nie ma.

Obsada jest doprawdy gwiazdorska. Główną rolę (jeżeli można taką wskazać) gra George Clooney, za którym osobiście nigdy nie przepadałem. W tym filmie jednak zaprezentował się bardzo fajnie. Poza tym zobaczymy samego Quentina, Harvey Keitela, Salmę Hayek, Cheecha Marina, Dannego Trejo i innych, których już raczej nie skojarzycie. Niektórzy zagrali dłużej, inni krócej, ale wszyscy spisali się bardzo dobrze. Być może wynika to z tego, że w parodiach zwyczajnie gra się łatwiej. Właśnie, doszliśmy wreszcie do punktu kluczowego…
Wiem, że nie uwierzycie, ale jestem w stanie obejrzeć też film bez cycków. Tym razem na szczęście nie musiałem :P

Nie sugerujcie się opisami głoszącymi, że jest to horror, ani nawet, że jest to film akcji (choć faktycznie akcji w nim nie brakuje). Ten kawałek kina miesza wszystkie gatunki ze sobą, mieli je na papkę, dodaje kilka cycków i to właśnie serwuje widzowi. Że źle powiecie? Nie wiem jakim cudem, ale wcale nie. Według mnie jest to zwykła parodia, tyle że stworzona dla dużych dzieci (trudno ukryć, że szczególnie chłopców). Ratuje się jednak dużą ilością humoru, ciekawymi efektami, dobrym aktorstwem, wpadającą w ucho muzyką i krwawą akcją.

Jak na tak leciwy film (1996) wciąż dostarcza całkiem dużej dawki rozrywki. Wystarczy wyłączyć myślenie i cieszyć się głupotkami urojonymi w głowach Rodrigueza i Tarantino. Jeśli nie potraficie, polecam trawić ten film z alko. Tequila wydaje się być doskonałym dodatkiem do tego hmmm, dzieła?     
Danny Trejo wreszcie pokazuje swoje bardziej ludzkie oblicze...

Szczerze mówiąc niewiele myślałem o tym filmie już po jego obejrzeniu, bo nawet nie było nad czym. Myślę jednak, że jest to na tyle charakterystyczny twór, że nawet za rok/dwa będę kojarzył co tam się działo. Według mnie to porządny kawał kina, z pewnością nie oscarowy, ale genialny na odmóżdżenie, a nawet poprawę humoru. Dlatego….

Moja ocena to 7/10
Po raz pierwszy screen po recenzji, ze wzgledu na to, że byście się dziewczyny rozproszyły i nie czytały uważnie :) Georgi specjalnie dla was. Delektujcie się :P

8 komentarzy:

  1. Po pierwsze - uwielbiam ten film. Uwielbiam taniec Salmy, uwielbiam zombiaczki, całą tę groteskę, biorę wszystko! :) Znasz inne filmy połączenia Rodriquez + Tarantino? Wspaniały "Planet terror"... A "Maczeta"? Nie wiem, czy to nie był sam Rodriquez... Trzeba oblukać.
    A co do Dżordża, to... proszę Cię ;) George może się podobać paniom w średnim wieku... Dałbyś jakiego Stathama, wtedy bym sobie powzdychała ;)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej Dżordż jest fajny :D Ale Stathamem też nie pogardzę :P Filmu nie widziałam, ale Tarantino bardzo lubię, więc pewnie kiedyś przyjdzie czas na "Od zmierzch do świtu".

      Usuń
    2. W Sin City chyba obydwaj maczali paluchy, ale juz "Maczeta" to sam Rodriguez ;) A Ty Paulinko wymagającą kobietą jesteś skoro Ci sie Dżordżi nie podoba. Pierwszy raz widzę kobietę wypowiadającą się w ten sposób o nim :P Już myślałem, że tylko ja za nim nie przepadam :D

      Usuń
    3. O, nie nie - jeśli chodzi o jego aktorstwo, to jak najbardziej. Lubię go w filmach. Ale żeby się ślinić? Bleh. Nie mój typ, że tak powiem ;) Mojej mamy za to - owszem :P
      Agata - bierz go, oddaję walkowerem ;)

      Usuń
  2. Lubie kino Tarantino.
    pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tarantino i Rodriguez to zupełnie nie moja bajka... Na odmóżdżenie wolę jakiś głupi (ale jednak) horror;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten film oglądałam chyba milion lat temu. Dobrze wspominam. Jest klimat xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Tarantino dodał węgla do pieca i z tego całego gorąca wyszło :Od zmierzchu do świtu". Film świetny polecam.

    OdpowiedzUsuń