wtorek, 26 lutego 2013

Palahniuk Chuck - "Opętani"

Niestety moja kreatywność w ostatnich kilku dniach została kilkukrotnie postrzelona, dźgnięta nożem, rozjechana przez samochód ciężarowy, przeżuta i wypluta przez menela z AIDS i  zapewne w momencie gdy pisze te słowa dogorywa sobie w jakimś cichym, ustronnym miejscu. Wszystkich znalazców proszę o kontakt. Zdjęcia nie mam, bo nikt jej nigdy nie widział :) Dlatego też dzisiaj znów pomaltretuje was tym, co dość hucznie nazywam recenzją książki. Wszystkich wrażliwszych czytelników informuję jednocześnie, że nie będą mieli tu czego szukać.

„Uwielbiamy tragedie. Kochamy konflikty. Potrzebujemy diabła, bo w przeciwnym razie sami go stworzymy.”

Powyższy cytat świetnie odzwierciedla treść tej powieści. Planowałem jakoś ładnie opisać to o co w niej chodzi, chciałem być trochę bardziej literacki, ale doszedłem do wniosku, że przecież tych wrażliwszych już odesłałem. Dlatego też powiem w dość prostych (prostackich) słowach: książka opowiada losy garstki nieźle pojebanych ludzi, których marzeniem jest sława i bogactwo. W tym celu zapisują się na warsztaty twórczości literackiej u pana Whittiera, który całe to towarzystwo zamyka w jednym, szczelnym domu i namawia ich do snucia własnych, strasznych opowieści. Jako że wszyscy mają nie pokolei w głowie (włącznie z samym Whittierem) postanawiają sami stworzyć swojego diabła i po uwolnieniu opowiedzieć o cierpieniu jakie spotkało ich w niewoli. Z rozdziału na rozdział zaczyna się robić coraz bardziej krwawo i obrzydliwie. 

„Doświadczamy bólu, nienawiści, miłości, radości i wojen tylko dlatego, że sami ich pragniemy. I chcemy, żeby te dramaty przygotowały nas do egzaminu ze śmierci, do którego pewnego dnia przystąpimy.” 

Jeżeli czytaliście inne moje recenzje to wiecie, że w tym miejscu często wymieniam np. ulubionych bohaterów. Tutaj ich nie będzie. Po prostu nikogo nie da się polubić. Żaden bohater nie wykazuje choćby odrobinki zdrowego rozsądku, ba, chwilami nawet narratora uważałem za lekko oszalałego kolesia. Wszyscy mają nierówno pod sufitem, każdy ma swoje mniejsze bądź większe grzeszki. W dodatku charakteryzuje ich zezwierzęcenie, brak choćby szczypty empatii i co dziwne - wiele cech wynikających z człowieczeństwa. To jest właśnie najstraszniejsze.

Jak zauważyliście więc nie jest to typowy horror. Raczej powieść z elementami makabry (wieloma elementami). Świetnie zarysowana została psychologia postaci. Bardzo fajnym zabiegiem jest też ich odczłowieczenie poprzez nazwanie ich fikcyjnymi przydomkami np. "Święty Bez Kiszki", "Dama Żebraczka", czy też "Agent Kapuś". Ksywki te zwykle wynikają z historii opowiadanych przez poszczególne postaci. A właśnie. Historie. Warto o nich wspomnieć, ponieważ to one budują ponad połowę książki. Każda z postaci ma do opowiedzenia obrzydliwą historyjkę co do której możemy się tylko domyślać, czy wynika ona z doświadczenia narratora, czy też jest to czysta fikcja. Wszystkie przebiegają jednak według podobnego schematu, co pod koniec zaczyna lekko irytować. Kilka z nich okazało się dość przeciętnymi i ratowało się tylko świetnym zakończeniem. Każda z nich charakteryzuje się tym, że ma zakończenie na co najmniej wysokim poziomie.   

„Naprawdę, nic nie jest niewłaściwe. Przynajmniej w naszym przekonaniu. W naszej własnej rzeczywistości. Nigdy nie zamierzacie zrobić nic niewłaściwego. Nigdy nie mówicie nic niewłaściwego. We własnym przekonaniu zawsze macie rację. Wszystkie wasze działania - to, co robicie, co mówicie albo jak chcecie być postrzegani - automatycznie stają się właściwe w chwili, gdy decydujecie się wprowadzić je w życie. Kiedy Pan Whittier podnosi filiżankę, dygocze mu ręka. - Nawet, jeśli powiecie sobie: "Dzisiaj wypiję kawę w niewłaściwy sposób... z brudnego kalosza" - mówi. - Nawet wtedy podejmujecie właściwą decyzję, bo sami postanowiliście wypić kawę z kalosza.”

Ok, mniej więcej wiecie o co chodzi w tej książce. Teraz czas na jej ocenę. To cholerstwo jest złe. Złe do szpiku kości. I nie mówię wcale o tym, że źle się ją czytało (choć faktycznie momentami było ciężko). Po prostu z każdej strony wylawa się ludzkie zło w najczystszej postaci. Zwykle wydawało mi się, że nie jestem zbyt wrażliwym czytelnikiem, ale w momencie czytania muszę pzyznać, że kilkukrotnie miałem ciarki na plecach. Trudno nazwać "Opętanych" arcydziełem, ale jest to niewątpliwie książka z którą warto się zapoznać. Szczególnie jeśli lubisz makabrę.

Moja ocena to: 7/10

Btw. Jakby ktoś nie wiedział Palahniuk to ten od "Fight Clubu". A jakby ktoś nie wiedział co to "Fight Club" to niech się lepiej nie przyznaje :P

20 komentarzy:

  1. Dobra, to ja się nie przyznaję ;P.

    Kupiłeś mnie od razu tą recenzją. Mały domek, garstka osób i opowiadanie strasznych historii... ach ;D. Z wielką chęcią sięgnę po tę pozycję :).

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka z serii "czytać w nocy przy lampce" ;) Dobra, mocna rzecz :)

      Usuń
    2. Też się nie przyznaję :P Autora, książkę i film kojarzę, ale nie czytałam i nie widziałam - wiem wielki błąd, ale planuję nadrobić :)

      Usuń
    3. Kurczę, mam już dużo książek, które leżą u mnie na półce, i które miałem na 100% przeczytać bez wypożyczania innych, ale jak przed chwilą zobaczyłem, że w mojej bibliotece są "Opętani" (i do tego niewypożyczeni ;P) to postanowiłem złamać zasady ;D. Także możesz się szczycić tym, iż nieźle zachęciłeś swojego czytelnika tą recenzją ;D.

      Pozdrawiam!
      Melon ;)

      Usuń
  2. Taka zgraja wariatów może być na swój sposób fascynująca :) O książce już słyszałam, mam zamiar się za nią zabrać, jak tylko dorwę ją w bibliotece. Makabra zazwyczaj robi na mnie o wiele większe wrażenie na ekranie, w przypadku książek mniej to na mnie działa, a na brak wyobraźni przecież nie mogę narzekać. Jakby nie było, film jest zawsze bardziej sugestywny. Jestem wiec ciekawa, jak odbiorę tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałem jakieś tam "Piły", "Hostele" itd. i mimo wszystko książka bardziej na mnie podziałała. Polecam spróbować. Na pewno nie każdemu przypadnie ona do gustu, ale ja się nie zawiodłem :)

      Usuń
  3. Palahniuk, Palahniuk... to ten od "Fight clubu"? Czy od "Clockwork orange? Wykazuję się pewnie straszną ignorancją i brakiem mądrości kulturalnej w tym momencie, ale wypiłam trochę wina i mi szumi. A że do wrażliwych nie należę, z przyjemnością przeczytałam nie-literacką recenzję :) Jeszcze na żadnym blogu recenzenckim nie ujrzałam słowa "pojebany", więc nie wiem, czy to dobrze, czy źle o Tobie świadczy. Ale skoro używasz wulgaryzmów, piszesz o chorych eksperymentach i bandzie degeneratów pod kluczem, czuję się mocno zachęcona. Nie tym, że się ciężko czyta czasem - nie lubię. Ale o źle w czystej postaci dawno nie czytałam, to Palahniuka dorwę niebawem, choćby nie wiem, co.
    Dzisiaj wypiję jeszcze kieliszek wina z czystego kieliszka. Kalosze mi nie odpowiadają. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, to świadczy o mnie zdecydowanie źle.
      Ja po prostacku piję zwyczajne piwko, ale za to wypiłem już za Twoje zdrowie ;)

      Usuń
    2. No to stuknijmy się szkłem wirtualnie. Zdrówko!

      Usuń
    3. Z Tobą zawsze stuknę się z przyjemnością ;)

      Usuń
    4. ...jakkolwiek dwuznacznie to brzmi :)

      Usuń
  4. Pozycia dla mnie, lubie takie makabryczne klimaty!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieźle to wszystko pokręcone. Na początku skojarzyła mi się ta historia z "Domem na przeklętym wzgórzu", ale to jednak nie ta kategoria. Nie jestem pewna, czy przebrnę przez tę książkę. To mogłoby być ciekawe doświadczenie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nieźle. Już dawno nikt nie zaszokował mnie recenzją książki jak ty to właśnie zrobiłeś. Nie wiem tylko czy podsumowanie ma zachęcać, czy przestrzega - nie dotykaj bo się oparzysz. Jeżeli chodzi o mnie, dwa razy nie trzeba powtarzać. Pozycja obowiązkowa. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie sam chciałbym powiedzieć Ci jaki był sens tego podsumowania, ale trudno mi to w tej chwili jednoznacznie określić ;)
      Generalnie zachęcam do spróbowania samemu. Ja dałem radę się przedrzeć i wydaje mi się, że nie było tak źle. Nie każdy da radę ją skończyć, ale z pewnością wielu ta pozycja zaintryguje (ponieważ trudno powiedzieć, że komuś się ona spodoba ;))

      Usuń
  7. Zdrowo zakręceni bohaterowie - taż każdy powinien stać się Twoim ulubionym! Palahniuk za mną tupta od jakiegoś czasu i chyba muszę wreszcie się z nim zapoznać. Nie wiem czy tą recenzją chciałeś zachęcić czy zniechęcić, ale ja jestem jak najbardziej na tak. =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większośc z tego co widzę czuje się zachęcona i tej wersji będę sie trzymał:P

      Usuń
  8. Czuję się zachęcony, ale tylko w wypadku, w którym znajdę ją w bibliotece, jakoś ostatnio odrzucają mnie kryminały - chyba przesyt gatunkowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat z kryminałem ma to niewiele wspólnego. To bardziej taki horrorek jeżeli już miałbym tę pozycję zakfalifikować do konkretnego gatunku ;)

      Usuń
  9. Oj lubię makabrę i to najgorszą z możliwych, choć coś ostatnio nic mnie nie rusza. Nawet jak oglądałam ,,Piłę'', to śmiałam się jak głupi do sera, bo nic tam nie widziałam strasznego, tylko same sztuczne efekty. Co do książek, to także rzadko która działa mi na psychikę. Zobaczymy, jak będzie w tym przypadku.

    OdpowiedzUsuń