niedziela, 10 marca 2013

Ken Follett - "Trójka"


Kolejny raz „zaliczyłem” pana Folleta i postanowiłem swoimi wrażeniami podzielić się także z wami moi drodzy czytelnicy. Jak mam nadzieję pamiętacie pan ten niedawno przewijał się przez tę stronkę, a nawet  zachęcałem do zapoznanie się z jego książkami. Sam jeszcze nie trafiłem na pozycję jego autorstwa, która nie przypadłaby mi do gustu. Każda passa niestety musi się kiedyś skończyć. Czarną owcą, zgniłym jajkiem i łyżką dziegciu okazała się dla mnie właśnie zachwalana przez wielu „Trójka”.


Oczywiście zabierając się do lektury nastawiałem się na klasycznego Folletta, tzn. lekką lekturę, dużą dynamikę opowieści, jakiś mały romansik, a to wszystko okraszone tłem historycznym. Ile z tych założeń autorowi udało się zrealizować?  Zacznę od tła historycznego – standardowo akcja została umiejscowiona w bardzo ciekawym okresie historycznym, a mianowicie w roku 1968 - uprowadzenia przez służby Mossadu (wywiadu izraelskiego) statku transportującego rudę uranu. Przypomnieć należy, że jest to jedna z najbardziej spektakularnych akcji wywiadowczych na świecie. Spodziewałem się więc akcji w stylu iście Bondowskim. Niestety tak dużą dynamikę odczuwać zacząłem dopiero na ostatnich kilkudziesięciu stronach, a więc około 1/5 powieści. To stanowczo za mało.


Sama fabuła okazała się niezbyt skomplikowana. Książka opowiada losy agenta Mossadu Nata Dicksteina, Palestyńczyka Jasifa Hassana, oraz agenta KGB Dawida Rostowa. Panowie rywalizują właśnie o przejęcie statku z rudą uranu na pokładzie. Niestety wszyscy znający historię (lub czytający tę recenzję) wynik starcia znają z góry. Wszystko zmierza do bardzo przewidywalnego zakończenia. W dodatku czytając tę powieść nie mogłem pozbyć się wrażenia, że jest ona strasznie chaotyczna. Duża liczba postaci, problemów z którymi zmagał się główny bohater, a nawet sama konstrukcja rozdziałów, które nie skupiały się na jednym tylko bohaterze tylko potęgowały to odczucie. 


Do tego wszystkiego dorzucić muszę słaby wątek romantyczny – nasz bohater Nat poznaje piękną Suzę – córkę swego dawnego profesora. Coś tam zaczyna iskrzyć, zakochują się w iście błyskawicznym tempie, a na sam koniec to właśnie ta niepozorna kobitka wyciąga agenta z ogromnych kłopotów. Standard. We wszystkich książkach Folletta przeczytanych do tej pory było to zrobione o niebo lepiej, a w dodatku nieco bardziej ogniście.


Oczywiście nie jest to twór beznadziejny. Oceniam go przez pryzmat swoich oczekiwań i poprzednich zetknięć z autorem. W tym prywatnym zestawieniu według mnie wypada blado. Mimo wszystko książkę czyta się nieźle, a lekkość języka i ciekawe opisy są już chyba znakiem rozpoznawczym Folletta. Nie zmienia to jednak faktu, że wymęczyła mnie straszliwie, a w dodatku obawiam się, że zapomnę o niej błyskawicznie. Bardzo żałuję tych wszystkich, którzy swoją przygodę z Kenem rozpoczną właśnie od tej pozycji.


Moja ocena to 5/10

PS. Przepraszam, że recenzja nie jest zbyt ciekawa, ale mam dzisiaj jakiś dziwnie ciężki dzień :) Obiecuję poprawę :)

14 komentarzy:

  1. Dobrze, że "zaliczyłem" dałeś w cudzysłów. ;)
    I "nie mogłem pozbyć się ważenia" - zjadłeś "r". Chyba, że coś ważyłeś ;)
    Recenzja jest bardzo dobra, co Ty tu przepraszasz? Jest dokładnie w Twoim stylu. Folleta nie znam (jeszcze?), ale przynajmniej będę wiedziała, której książki unikać. Zastanawia mnie tylko ten słaby wątek romantyczny. Ja ogólnie, jak się zresztą chyba nietrudno domyślić, wątków romantycznych nie lubię. No, może niezupełnie nie lubię, ale jak już są, to lubię, kiedy są oryginalne i stonowane (nie w stylu: on spojrzał, ona spojrzała, bach, ślub). To mi akurat przeszkadzało ostatnio w "Ciele" Gerritsen. Za szybko i za bardzo. A już ogólnie o fabule mówiąc, to przyznaję, że nie mam zbytniego doświadczenia w książkach o Mossadach, terrorystach, szejkach i agentach tajnych służb. Nie mam także odpowiedniej wiedzy. Ale w porząsiu, książkę będę szerokim łukiem omijać, a kiedy wpadnie mi Follett w ręce, skontaktuję się z Tobą, by zaczerpnąć informacji :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, ale się naszukałem tego "r" :D Dzięki za info ;) Muszę chyba coś zjeść, bo na jednej literce mogę długo nie pociągnąć.
      BTW. Nie wiem czemu, ale odpowiadając na twój komentarz naszło mnie dziwne przeczucie, że słowo "pociągnąć" też powinienem zacząć brać w cudzysłów :D Zrezygnowałem w ostatniej chwili...

      Usuń
    2. Ach, w ramach odpowiedzi na Twój komentarz pozwoliłam sobie wystosować listowną skargę. Tak tylko, informacyjnie.

      Usuń
  2. No niestety nie czytałem jeszcze żadnej książki Folleta, chociaż posiadam cztery jego powieści. Od dłuższego czasu zastanawiam się nad nimi. Jednak zawsze znajdzie się coś ważniejszego do przeczytania. Trójki jednak nie posiadam i chyba nie będę się nią interesował. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam np. "Lwy Pansziru" jeśli dysponujesz. Od niej zaczynałem ja. Była całkiem niezła, a przynajmniej wspominam ją bardzo miło :)

      Usuń
    2. Niestety tej akurat nie mam. Zastanawiałem się jednak nad Niebezpieczną Fortuną lub Człowiekiem z Sankt Petersburga

      Usuń
    3. Niestety w ty przypadku Ci nie poradzę, bo żadnej z nich nie czytałem. Osobiście zapewne w pierwszej kolejności sięgnąłbym po "Niebezpieczną Fortunę", ale Follett już raz mnie oszukał, więc wolę nie wprowadzać w błąd ;)

      Usuń
  3. Ja już ubiłam deala z kolegą mamy z pracy - ma mi pożyczyć wszystkie tomy Filarów Ziemi. To będzie imponująca lektura;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję. To będzie z pewnością pasjonująca lektura :) Trochę długa, ale bardzo wciągająca :)

      Usuń
  4. Nie znam twórczości Folleta, więc na jego temat zbyt wiele się nie wypowiem. Wiem jednak na pewno, że za ,,Trójkę'' się nie wezmę, skoro twoim zdaniem jest taka przeciętna. Jeśli zatem już zdecyduje się na przygodę z tym pisarzem, to zdecydowanie zacznę od innej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  5. Follett, Follett... gdzieś już to nazwisko słyszałem... zabij, nie pamiętam gdzie :).
    Aaaa to był ten od "Uciekiniera". Ok, wszystko jasne.

    Jak wcześniej podobały mi się Twoje propozycje to teraz coś nie trafiłeś ;P. Nie za bardzo zachęcająca książka. No nic :D.

    Pozdrawiam!
    Melon

    PS: Wczoraj (tzn. dzisiaj w nocy) o 02:30 skończyłem "Opętanych" :).
    Tak tylko mówię :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na reckę :D Mam nadzieje, że trafiłem w twój gust :)
      Aż się jej boję (pozytywnie :P )

      Usuń
  6. Czytałam tylko "Zabójczą pamięć", ale niespecjalnie mi się podobała i jakoś tak już do Folletta nie wróciłam. W razie gdybym chciała coś w tym względzie zmienić, już wiem po co nie sięgać. =)

    OdpowiedzUsuń