środa, 20 marca 2013

Mikołaj Kozakiewicz - "Z księgi zakazów"

Tak wiem, wiem, że znów recenzja książki, że nudno i schematycznie. Cóż jednak poradzić gdy dobre lektury mnożą się ostatnio w moich rękach, że aż sam nie wiem gdzie mam ręce włożyć i za co się złapać (bez podtekstów). Zacznijmy od tego skąd właściwie wziął mi się pomysł przeczytania książki o której nikt nie słyszał, oraz autora którego mało kto kojarzy? Podziękowania należą się mojemu wykładowcy. Skubaniec polecił mi bardzo fajną lekturę o której raczej nigdy bym się nie dowiedział. Zaryzykowałem i wypożyczyłem (nie ufam oświeconym umysłom - z wiekiem zwykle stają się dość nudne i wolą monotonne lektury - dlatego też wspomniałem o ryzyku. Żyję na krawędzi :) ). Teraz przedstawię wam autora. Jest to niestety nieżyjący już Mikołaj Kozakiewicz. Pan ten był profesorem (a jakże) oraz posłem wystepującym z ramienia PSL. Generalnie facet miał dość liberalne i świeckie poglądy. Dlaczego jest to istotne?

Otóż opisywana książka obala mity i wyjaśnia najróżniejsze zawiłości (i zawiłostki) dotyczące nie tylko naszego mitu narodowego, ale także w dość zbiórczy sposób przedstawia występki wynikające z działania Watykanu. Zachowując obiektywizm muszę przyznać, że fakty przytoczone przez profesora wydają się dość dobrze udokumentowane i poparte, a nawet mimo krytyki kościoła katolickiego, w książce zawarto także kilka słów na obronę tej instytucji. Może zapytacie co konkretnie jest w tej książce? Więc konkretnie odpowiadam: mamy artykuł o inkwizycji, o rodowodzie i rozwoju kary śmierci(nie tylko w Polsce), eutanazji, o związkach osób tej samej płci itd. Kozakiewicz poruszył więc większość istotnych i dyskutowanych obecnie tematów. Najlepsze jest jednak to, że mimo faktu powstania książki w 1997 nadal nie straciła ona na swej aktualności. Warto także napomknąć, że Kozakiewicz był wielkim krzewicielem i propagatorem rozwoju idei liberalnych, życia swobodnego i ograniczenia do minimum ingerencji państwa w życie obywateli. Wartości dyskutowane także dziś.

Czy ktoś je popiera, czy też nie, uważam, że jest to bardzo pożyteczna lektura. Wiele ciekawych, ale nie dopuszczanych do powszechnej wiadomości informacji mozna wynieść z tej krótkiej, 360-stronnicowej książki. Z pewnością czuję się po jej lekturze odrobinę bardziej uświadomiony, a takie skuteczne działanie tekstu to duży plus. Nie musicie się jednak bać - język jest prosty, zwięzły i przejrzysty. Nie doświadczymy tu zbyt wielu naukowych dywagacji - opinie autora przedstawione są w możliwie najprostszy sposób.

Kolejną rzeczą, która zwróciła moją uwagę były słowa mojego wykładowcy. Stwierdził on, że fakty podawane przez tę książkę nie są zgodne z przyjętym przez naszych obywateli schematem myślenia. W obliczu takiej opini trudno nie zauważyć, że książka znalazła swojego wydawcę dopiero w 2007 roku. Nie trzeba wiele myśleć, żeby połączyć oba fakty. W dodatku jestem pewny, że nikt z was raczej o niej nie słyszał. Mimo przewidywanych przez doktora trudności ze znalezieniem tej książki trafiłem na nią w bibliotece uczelnianej. Wy możecie mieć z tym odrobinkę większy problem. 

Podsumowując - bardzo polecam wszystkim Polakom. Można z niej dowiedzieć się naprawdę wielu ciekawostek dotyczących naszej ojczyzny. Odradzam natomiast fanatykom religijnym i armii moherowej - ich już nic i nikt nie przekona do zmiany opinii.  

Moja opinia to: 8/10

23 komentarze:

  1. Daleko mi do religijnego fanatyzmu, więc myślę, że bez obaw mogę sięgać po "Z księgi zakazów". Cieszę się,że mimo iż powstała w 1997 nadal nie straciła na swej aktualności. Super. Jestem zatem skłonna ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fanatyczką religijną nie jestem , a na moherowy berecik mam jeszcze czas, więc chętnie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  3. Sorki, ale może już to sobie odpuszczę :D. Po zobaczeniu okładki myślałem, że jest to jakiś zbiór wszystkich zaklęć z Harrego Pottera O_o :D.

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
  4. Skąd Ty dobierasz takie książki? Też chcę takiego wykładowcę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja raczej nie przeczytam, bo mnie już do niczego przekonywać nie trzeba, opowieści wpasowujące się w mój światopogląd czytam na racjonalista.pl i powiem szczerze, że czytanie takich książek mnie męczy, bo dla mnie to czytanie o oczywistej oczywistości. Niemniej winszuję tego stąpania na krawędzi i wzięcie do ręki takiej książki, o której nikt i nic nie wie, a także - która czekać na wydawcę musiała tyle lat. To świadczy tylko o jednym. Niestety, Polacy jeszcze nie są gotowi na liberalizm.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam nie narzekam na kolejną recenzję książki ;) Tematy poruszone przez autora nigdy nie stracą na aktualności, przecież każdy Polak wie wszystko najlepiej na takie tematy, jak polityka, religia (no i sport) i może o tym dyskutować bez końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chodzi o to, że kazdy Polak myśli, że wie o tych tematach wszystko. A tu niespodzianka - wiele faktów jest dość zaskakujących :D Czuję, że z Twojej strony to mogła być ironia, ale funkcjonowanie mojego ośrodka mózgowego zajmującego się rozpoznawaniem ironii jest w tej chwili lekko zakłócone :D

      Usuń
  7. Hej, hej, będę pyskować: nudna to się robi ta Twoja gadka o...nudności i schematyczności recenzji! Żebym jeszcze faktycznie chciała nad nimi usnąć, ale jest przeciwnie :P
    Cieszę się, że w swoim otoczeniu nie trafiam na młodych katoli - chyba bym oszalała i marzyła o czymś takim: http://24.media.tumblr.com/tumblr_mdxpyldcJC1qjr7k7o1_500.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałem Ci odpisać jakoś ładnie, że jestem wdzięczny za to, że wciąż lubisz moje recenzje. Jednakże po czwartym piwie moja kreatywność sięgnęła dna, a ja powoli marzę tylko o sięgnięciu do łóżka. Także wdzięczność jest, ale dziś jej nie wyrażę w bardziej kreatywny sposób :P

      Usuń
    2. I tak podziwiam, że jeszcze utrzymałeś głowę przy kompie, zamiast się przeciągnąć i hops do wyra;)

      Usuń
    3. Dla Ciebie jestem gotów do niewyobrażalnych poświęceń :P Zadziwiające jest to, że nawet całkiem sensowny ten post wyszedł. Wchodząc dziś na bloga spodziewałem się raczej, że umieściłem tu jakiś niezrozumiały bełkot :D

      Usuń
    4. Skrzacie, a ja wciąż trafiam na młodych katoli. W Internecie na szczęście da się wybrać znajomości, w życiu już nie. I tak jak lubię niektórych "realnych" znajomych, tak niektórzy jak wchodzą na polityczne tematy, to kłócą się niezgorzej od moherów i mają bardziej ortodoksyjne poglądy, szczególnie na temat seksu. Czasem mnie przeraża to, że za zindoktrynowanych uważa się starszych ludzi, a to właśnie ludzie w naszym wieku są najzagorzalszymi zwolennikami instytucji Kościoła.

      Usuń
    5. Ale chyba można być zagorzałym zwolennikiem Kościoła i równocześnie nie być młodym katolem? ;P To zależy od poziomu dyskusji do jakiego człowiek jest zdolny, więc myślę, że tak :)

      Usuń
    6. "Katolami" nazywam nieznośnych, przemądrzałych, kłótliwych, fanatycznych wierzących. Cenię sobie natomiast młodych katolików - drobna różnica w słowie; którzy rozsądnie i spokojnie potrafią rozmawiać z ateistami, bez żadnego wywyższania się i forsowania swoich racji, nawet jeśli ich poglądy są zawężone. Takich ludzi na szczęście mam w otoczeniu (no może nie o bardzo ortodoksyjnych poglądach) i bardzo ich lubię.;)

      Usuń
    7. Rozumiem. Ja po prostu mam to szczęście, że nie znam osobiście żadnego "katola" ;)

      Usuń
  8. Jestem ciekawa tych ciekawostek. O ksiazce z pewnoscia bym nigdy nie slyszała gdyby nie twoja recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem katoliczką (myślę, że nie jest to tożsame z fanatyzmem religijnym ;) ) i zapewne dowodząc swojej otwartości powinnam napisać coś w stylu "lubię dyskusje i różne argumenty, z chęcią przeczytam", ale szczerze mówiąc specjalnie mnie nie ciekawi ta książka ;D
    Fanatyzm myślę, że można spotkać po obu stronach barykady. Osobiście nie lubię też takich określeń jak "moherowe berety", czy jakieś inne ("lemingi" albo nie wiem co), wolę więcej szacunku i sympatii w życiu publicznym jak i prywatnym, choć rozumiem, że to określenie pasuje dobrze do Twojego "zadziornego" stylu pisania ;)
    Może kiedyś jak zapragnę pogłębiać swoje horyzonty przeczytam, ale na razie wolę zgłębiać inne tematy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z recenzji niektórzy mogą wywnioskować, że nie jestem katolikiem. Ile w tym prawdy? Nie zamierzam odpowiadać. Akurat religia i podejście do niej jest dla mnie absolutnie prywatną sprawą. Nie lubię dyskutować na ten temat z innymi ponieważ każda strona barykady charakteryzuje się schematycznym i zamkniętym myśleniem. Od obu z nich słyszałem już także wszelkie możliwe argumenty na obronę swych tez.
      Za czym ja nie przepadam? Np. za zaczynaniem zdania od "Jestem katolikiem", "Jestem ateistą". I nie chcę absolutnie żebyś w tej chwili poczuła się urażona, czy coś w tym stylu, ponieważ do wszystkich blogerów żywię bardzo dużą sympatię (są to z reguły ludzie bardziej ode mnie inteligentni), ale zwyczajnie zaczynam szufladkować ludzi. Zastanawiam się czasem dlaczego sprawy metafizyczne zwyczajnie nie mogą "rozgrywać się" wewnątrz człowieka? O co chodzi z tymi dążeniami do zmieniania opinii innych? A później wszyscy się dziwią, że 80% populacji nie jest zdolna do kreatywnego myślenia :/

      Usuń
    2. Zaczęłam swoją wypowiedź od słów " jestem katolikiem", ponieważ, być może niepotrzebnie, chciałam podkreślić, że osoba wierząca nie jest tożsama z fanatykiem religijnym i że człowiek taki może być również osobą myślącą. W swojej recenzji nie napisałeś oczywiście niczego co sugerowałoby, że twierdzisz, że tak nie jest, dlatego być może moje stwierdzenie nie było konieczne, ale chciałam to doprecyzować :)

      Wydaje mi się, że dążenie do zmiany opinii innych może wynikać czasami np. z potrzeby wspólnoty (jesteśmy dobrzy "my" i musimy zmienić "złych" ich) albo z powodu niepewności odnośnie swoich racji. Jeśli np. ktoś jest katolikiem, ale niepewnym swojej wiary, ludzie wyznający inną religię mogą potęgować jego niepokój i wątpliwości i z tego powodu może on ich nie lubić i chcieć przekonać do swojego. Choć mogą tu chyba również działać pozytywne motywacje - jeśli ktoś uważa, że ma dobre poglądy, które dają mu szczęście, to może po prostu chce podzielić się tym szczęściem z innymi?

      Wydaje mi się, że sprawy metafizyczne nie mogą "rozgrywać" się tylko wewnątrz człowieka, ponieważ, przynajmniej w kwestiach religijnych, wspólnota jest konieczna - np. dzieci otrzymują wiarę od swoich rodziców i dlatego wierzą. Gdyby nie było wspólnoty, wiara skończyłaby się w pierwszym pokoleniu.

      Mam nadzieję, że szufladka, do której niechcący wskoczyłam, nie jest jakimś specjalnie niemiłym miejscem ;)

      Usuń
    3. Nigdzie jeszcze nie wskoczyłaś :P Po prostu na niektóre sprawy mamy inne poglądy ;) Jestem o wiele bardziej introwertycznym charakterem dlatego też mam inny sposób myślenia. Zresztą bardzo łatwo mnie zirytować dlatego często piszę/mówię coś co po przemyśleniu okazuje się bezsensowne. Jednak w tym wypadku wolę pozostać przy swoim światopoglądzie. Nie ważne, że zły - ważne, że mój :P

      A tak btw. nie spotkałem jeszcze nikogo, kto chciałby się ze mną "podzielić szczęściem wiary". Raczej odnoszę wrażenie, że większość chce mi ją "wepchnąć do gardła" :( Z drugiej strony to samo robię ateiści. Trudno powiedzieć kto jest bardziej zawzięty :)

      Usuń
    4. A więc wszystko przede mną :P
      Myślę, że chyba za mało Cię zirytowałam, ponieważ nie uznałam Twojej wypowiedzi za bezsensowną :D ale ponownie mogę powtórzyć - wszystko przede mną ;) no wiesz, może to mój światopogląd jest zły (nie no, dobra, dosyć tej kokieterii, to przecież oczywiste, że mój światopogląd jest najlepszy na świecie i jedyny słuszny ;D;D)

      W sytuacji, o której mówimy bardzo łatwo się zapędzić i zacząć od "dzielenia", a skończyć na "wpychaniu" nawet nie zdając sobie z tego sprawy ;) mam nadzieję, że to, co napisałam nie odnosi się do mnie (proszę bez odpowiedzi na to pytanie :D). Obie strony potrafią być szaleńczo zawzięte :)

      Usuń
    5. Mam nadzieje, że to nie ostatnia nasza różnica zdań :D Jeszcze się kiedyś nawzajem poirytujemy. Obiecuję :P

      Odpowiedź na pytanie na które miałem nie odpowiadać: Nie, nie odnosi się to do Ciebie :P

      Usuń
    6. Skoro obiecujesz, to trzymam za słowo ;P

      Usuń