środa, 27 marca 2013

Polska - San Marino czyli bitwa na Narodowym

26.03.2013* - Dzień który przejdzie do historii piłki nożnej. Reprezentacja Polski rozbiła świetnie dysponowany zespół z San Marino aż 5:0. Nasi dzielni chłopcy, nawiązując do rycerskiego etosu, walczyli z pełnym poświęceniem, gryźli murawę i niemalże kładli swe życie na szali, w szaleńczych szarżach pod bramkę rywali. Ryzykowali połamaniem nóg, rąk, i wszelkich innych części ciała, ażeby słowo "Polska" znów rozbrzmiało dumnie na całym świecie. Kto nie oglądał ten niech żałuje. Oto krótkie podsumowanie przygotowane specjalnie dla was.

1`- Nasi dzielni wojownicy wybiegają na murawę. Zachęceni hymnem i śpiewami kibiców niosącymi się po całej Warszawie rozpoczynają jedno z najtrudniejszych spotkań w historii piłki nożnej.
11` - Dzielna armia naszych bojowników o punkty eliminacyjne wciąż naciera. Księgowy Aldo Simoncini dokonuje jednak w bramce naszych rywali cudów. Wybija piłkę, albo łapie, znów wybija i znów łapie. Lewandowski ma piłkę przy nodze, ale polska gościnność nie pozwala mu tak wcześnie pogrążyć naszych przeciwników. Oddaje futbolówkę na bok - to zagranie powinno zostać przez niego opatentowane, co udowodni niejednokrotnie w dalszej części meczu.
18` - 10 rzut rożny dla Polski. Każdy bity inaczej (Piechniczek lubi to). Panowie z San Marino chcą wyręczyć bramkarza i zagrywają piłkę ręką. Polacy protestują i podejmują próbę złożenia zażalenia u arbitra. Rzut okiem na trybuny mówi im, że domaganie się rzutu karnego w meczu z San Marino nie zostanie odebrane najlepiej.
20` - Polski Robben - Adrian Mierzejewski uderza. Piłka trafia obrońcę San Marino (robiącego akurat pajacyki) prosto w rękę. Tym razem sędzia mimo najszczerszych chęci musiał to gwizdnąć. Lewandowski podchodzi do karnego i pod wielką presją, a także z małymi kłopotami umieszcze piłkę w bramce. Przełamanie naszego snajpera po 903 minutach bez bramki. Świat się wali, trzej królowej niosą dary, a Robert pędzi podekscytowany przez boisko. In your face niewierni.
26` - Świetne przygotowanie taktyczne Polaków jest widoczne gołym okiem. Przetrzymują piłkę na swojej połowie, by nie dopuścić rywali pełnych furii i złości do niebezpiecznych ataków. Mimo gwizdów na trybunach spotkanie jest tylko pozornie nudne zieeeew, tak naprawdę reprezentacja udowadnia, że o żadnych brakach w wyszkoleniu technicznym nie może być mowy. Później tracimy piłkę po prostym błędzie...
28` - Piszczek strzela bramkę. Nie ma sensu komentować, bo to była faktycznie niezła akcja. Pracownik banku i piłkarz czwartoligowego klubu z Włoch tym rzem bez szans.
45` - Trwa polska tiki-taka. Raz udaje się Sanmarińczykom opuścić swoją połowę, ale zapominają, że dobrze by było mieć przy tym piłkę. Poza tym mamy róg za rogiem rogiem poganiany. Stałe fragmenty gry okazują się jednak efektywne jak praca chłopa w PGRze.
46` - Rozmowa w szatni. Fornalik mobilizuje nasze orły do boju i przy okazji pyta czy ktoś widział na boisku Milika?
50` - Pajacyków ciąg dalszy - znów strzał - tym razem Wawrzyniaka, znów w rękę trafiony przeciwnik i znów karny wykonany przez Lewandowskiego. Robert strzela dziś jak natchniony. Ktoś mógł mu jednak powiedzieć, że dozwolone jest też uderzanie z akcji, a nie tylko ze stałych fragmentów gry. Fornalik to świetny manager - myślę, że wkrótce wytłumaczy to Lewemu.
53` - Rozpędzony Milik dostał świetną piłkę. Niestety to było dla niego tak zaskakujące, że bardzo się przestraszył. Dlatego wolał jej nie dotykać... Póki co ta taktyka skutkowała. Oby tak dalej Arek.
61` - Zmieniony za doskonale grającego Milika (dlaczego Fornaliku, dlaczego?:( ) Łukasz Teodorczyk z miejsca pakuje piłkę do bramki. O dziwo do bramki rywali. Brawo Łukasz. Teraz czas na magię. Teodorczyk znika do samego końca spotkania.
89` - Troszkę technicznej gry Polaków zieeeew. Komentatorzy musieli wypić niezłą kawę, bo jeszcze czasem coś tam mówią. Niewiele i z niechęcią, ale dobre i to...
90` - San Marino wychodzi z kontrą. Jakiś gość wybiega sam na sam z Borubarem. Ten nie daje się jednak pokonać i przewala się swoim niemalże 100 kilowym cielskiem na rywala. Sanmarińczyk nie jest zadowolony z tego faktu. Komentatorzy zaczynają krzyczeć, kibice otwierają jedno oko.
91` - Wow, Kosecki jest na boisku. Dobrze wiedzieć. I strzela - 5:0 dla Polski. Biaaaaało - Czeeerwoni (zieeeeew) 

*koniec ironii

Ok, podsumowanie za nami. Teraz tylko mała dygresja i możecie iść spokojnie spać. Nie chciałem pisać tego tekstu ponieważ kibicowanie w tym meczu, to taka sama przyjemność, jak oglądanie walki MMA zawodowego zawodnika z kolesiem bez rąk. Mimo wszystko wielki szacunek dla San Marino. Kraj liczący tyle osób co pojemność Stadionu Narodowego, raczej nie spodziewa się wielkich sukcesów, a radość z gry widać w ich każdym błędzie zagraniu. Z drugiej strony ja po naszych zawodnikach też niczego już się nie spodziewam. Proszę - niech naszym sportem narodowym zostanie siatkówka. Albo skoki, albo chociażby plucie na odległość, ale niech nikt mnie już nie zmusza do oglądania tego cyrku...


30 komentarzy:

  1. Miałam lepszy ubaw czytając Twój tekst niż oglądając mecz :) Koleżanka z pracy była na Narodowym i wynudziła się jak wszyscy przed telewizorami. Czas przerzucić się na siatkówkę, lub cokolwiek innego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przyjemnie się czytało...dużo bardziej niż oglądało ;)
    A tak a propos oglądania meczu na żywo, to dwójka moich znajomych było na meczu Polska - Ukraina... To dopiero musiała być strata pieniędzy D:

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś chyba już z nimi wygraliśmy, co? 11-0? Nie pamiętam, chyba pijana byłam... i to jak facet PO ciężkim dniu pracy w PGRze.
    Inspirująca i optymistyczna relacja z meczu. Uf, jak dobrze, że piłkę oglądam raz na 4 lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogu dzięki za Ligę Mistrzów :D

      Usuń
    2. Dzięki, dzięki...bo inaczej byłoby z nami kiepsko, kibicami :)

      Usuń
    3. I tak nie mam pojęcia, o czym wy mówicie. :]

      Usuń
    4. @Paulina - pytałem dlaczego raz na cztery lata oglądasz piłkę nożną? Bo wychodzi na to, że jedną z wielkich piłkarskich imprez pomijasz :) Tylko czy Mistrzostwa świata, czy Mistrzostwa Europy ?;>

      Usuń
    5. Hm. Nie wiem, jak na to odpowiedzieć. Oglądam wtedy, gdy grają nasi. Czyli statystycznie... co 4 lata? ;P Rzeczywiście, wielki szał jest co 2 lata, ale mi stanowczo wystarczy rzadziej ;)

      Usuń
  4. Pisz takie podsumowania, to oszczędzę trochę czasu. Wczoraj nawet nie próbowałam oglądać meczu "zawodowców" z księgowymi i studentami, bo bez względu na wynik i tak mi wstyd za naszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Choćbyśmy wygrali 10:0 to i tak nadal trochę nieswojo bym się czuł :D

      Usuń
    2. Cóż, jest jeden plus tego wszystkiego. Nie będziemy się wstydzić za naszych w Brazylii. :P
      Z czystym sumieniem będę mogła kibicować gospodarzom, ich sąsiadowi i obecnym mistrzom. :)

      Usuń
  5. Widziałam ten mecz na żywo i nie wiem czy jesteś sobie w stanie to wyobrazić, ale wyglądało to jeszcze bardziej żenująco :) (Weronika)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem. Większej żenady bym nie zniósł. Musiałbym wydłubać sobie oczy :D

      Usuń
  6. Mam za słabe nerwy, jak patrzę na mecz piłki nożnej. Ostatnim razem, czyli jakiś rok temu o mało ze złości nie rozwaliłam telewizor i na tym się skończyło. Zbyt emocjonalnie podchodzę do takiej ,,mistrzowskiej'' gry :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mam bardzo stary telewizor, więc nawet nie będzie mi go szkoda. Żal mi tylko ludzi przechodzących pod blokiem, bo wyrzucenie tego złomu przez okno równa się wybuchowi małej bomby :P A z Ukrainą już mało brakowało...

      Usuń
  7. To nie oglądaj...naprawdę przerzuć się na siatkówkę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałbym, ale to jest silniejsze ode mnie :(

      Usuń
  8. Ja i tak nie przepadam za piłką nożną, więc telewizor miałem wyłączony w trakcie meczu... Jednakże siatkówką nie pogardzę ;).

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
  9. Po tej relacji jesteś moim mistrzem! ;) Muszę powiedzieć, że jak doliczyłam się tych dziesieciu rożnych to śmiałam się przed komputerem tak, że rodzina (niezainteresowana meczem) patrzyła się na mnie jak na nienormalną. A kiedy Lewy strzelał karnego - byłam totalnie powalona. O Miliku już nie wspomnę, bo to przecież był "genialny występ". Bramka Piszczka była epicka ;) Teo też ładnie strzelił - dobrze, że w końcu znalazł się we właściwym miejscu, bo w Lechu troszkę ciężko mu to na razie idzie. Ogółem to przycinała mi się transmisja online, wiec to była najzabawniejszy wtorek mojego życia. A komentatorów szczerze podziwiam ;D

    Pozdrawiam i przepraszam, że się tak rozpisałam o meczu, w którym nawet Kurek mógłby czuć się na właściwym miejscu ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało. Tzn. relacja, a nie mecz :D

      Usuń
  10. Niestety (albo stety) fanką meczów piłki nożnej nie jestem (siatka górą! ;)), więc tychże meczów nie oglądam, ale zawsze chętnie o nich poczytam, u Ciebie rzecz jasna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może warte tego mecze będą tu opisywane, ponieważ widzę, że niektórym podoba się taka forma raportów pomeczowych :)

      Usuń
  11. Dlatego właśnie prawilnie oglądam tylko Snookera, Bilard, Karambol, MMA i czasem jakiegoś Pokera. Przymierzam się też do koszykówki i baseballu... Ach, ten sport! Szkoda, że nasza reprezentacja ledwo radzi sobie z nieprofesjonalistami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda raczej tego, że jest jedną z najmocniej finansowanych dyscyplin :)

      Usuń
  12. Cudne sprawozdanie! Co prawda usnęłam około 61 minuty meczu, ale widzę, że niewiele straciłam. :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Dlatego nie oglądam meczów Polaków :D Dobrze, że tego samego dnia o tej samej godzinie grali Włosi. Było przynajmniej na co popatrzeć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy Francuzi też wtedy nie grali z Hiszpanami. Mimo wszystko żaden z tych meczy ponoć nie był zbyt fascynujący :)

      Usuń
  14. Miło mi poinformować, iż zostałeś nominowany do Liebster Award. Więcej informacji u mnie na blogu. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale nie biorę juz udziału w tego typu zabawach :(

      Usuń