sobota, 13 kwietnia 2013

Asa Larsson - "I tylko czarna ścieżka"


Po raz pierwszy przychodzi mi recenzować książkę tej pani. Obawiam się jednak, że jest to także ostatni taki przypadek. Mimo rozbieżnych opinii o tej autorce postanowiłem sam sprawdzić co w trawie piszczy i zapoznać się przynajmniej z jedną powieścią, która została przez nią stworzona. Wszyscy fani Asy będą musieli mi wybaczyć, ale muszę stwierdzić, że szału nie ma.

Historia którą autorka opowiada w "Czarnej Ścieżce", to dalsze losy prawniczki Rebeki Martinsson, policjantki Anny Marii i jej partnera Svena Erika. Tym razem zamordowana została Inna Watrang - pracownica zasiadająca w zarządzie międzynarodowej firmy zajmującej się inwestycjami (między innymi w przemysł wydobywczy). Kto stoi za morderstwem? Tego właśnie nasza wesoła gromadka będzie starała się dowiedzieć. 

Przejdźmy jednak do sedna. Dlaczego zapytacie książka nie przypadła mi do gustu? Ponieważ jest fatalnie zepsuta przez wiele różnych niepotrzebnych elementów. Po pierwsze - typowy facet czytający kryminały, wbrew temu co myśli pani Asa, ma głęboko w poważaniu jaki u kogoś leży dywan, jakie są zasłonki, mebelki i inne pierdółki. Niestety autorka bardzo polubiła opowiadanie o wystroju mieszkań, które potrafiło zająć nawet dwie strony, a mnie doprowadzało do szewskiej pasji. W dodatku skutecznie przerywało całkiem ciekawie zapowiadającą się akcję.

Po drugie - takie same opowiadanka dotyczące dzieci. Przodowała w tym policjantka Anna. Po raz kolejny podkreślam, że nic a nic, nie obchodzą mnie postaci kompletnie niezwiązane z akcją powieści. Dzieciaki Anne, mimo tego, że kompletnie nie miały nic wspólnego z głównym torem wydarzeń, otrzymały chyba ze dwie strony kompletnie bezsensownego opisu. Poza tym wspominano o nich jeszcze kilkukrotnie. Za każdym razem odnosiło to identyczny efekt - zaczynałem bachorów nienawidzić. 

Po trzecie: O co chodzi z tym fetyszem na zjawiska paranormalne? Po cholerę było to potrzebne w całkiem realistycznej i dobrze zbudowanej historii? Nie mam zielonego pojęcia jaki miało to przynieść efekt, ale według mnie nie miało najmniejszego sensu. W dodatku posłużono się nimi w sposób budzący raczej uśmiech politowania niż jakąkolwiek namiastkę grozy, czy chociażby mistycyzmu. Trzeba się zdecydować co się pisze, a tu miałem wrażenie, że autorce zwyczajnie w połowie książki zabrakło pomysłu.

Po czwarte (i ostatnie) - ile można czytać to samo? W kółko ten sam motyw - cierpienia głównej bohaterki. Nawet pomimo całkiem niezłych retrospekcji jakie zaserwowała nam autorka, dochodzimy do punktu w którym naszym jedynym marzeniem jest pozbycie się Rebeki na własną rękę. Po kilkuset stronach można zwymiotować tym jej dążeniem do miłości, odrzuceniem i tragedią z przeszłości. Trzeba mieć jakieś wyczucie pani Larsson. W dodatku co drugi bohater u Asy jest potencjalnym psychopatą z trudną przeszłością. Być może tylko ja tak uważam, ale wydaje się to trochę naciągane. Zresztą, liczba cierpiących osób na 100 stron przekracza tu wszelkie znane normy.  

Odpuszczam już takie sprawy jak przewidywalność (mordercę mógłbym wskazać już w połowie książki), bardzo słabe zakończenie (naprawdę - będziecie się zastanawiać po cholerę było całe to śledztwo) i niezbyt ciekawi bohaterowie. Takie rzeczy zdarzają się przecież także tym najlepszym.

Żeby jednak nie być całkowicie krytycznym, mogę śmiało napisać, że Asa Larsson potrafi całkiem nieźle prowadzić akcję (jeśli jej nie przerwie głupią wstawką). Były momenty w których przewracałem strony w błyskawicznym tempie, zaciekawiony co stanie się dalej. Podobał mi się też prosty i dynamiczny sposób pisania. Jako szybka lektura faktycznie potrafiłaby wciągnąć niejednego czytelnika. To jednak zdecydowanie za mało i po szumnych zapowiedziach spodziewałem się czegoś o wiele lepszego. 

Moja ocena to: 5/10

32 komentarze:

  1. Czytałam dwie inne książki tej autorki i zgadzam się z Tobą - szału nie ma. A te zjawisko paranormalne są chyba znakiem rozpoznawczym Larsson, w innych jej kryminałach też pojawił się ten motyw. Ta przewidywalność niestety trochę psuje lekturę. Nie mówię, że jej książki to straszne gnioty, bo mają swoje plusy, ale autorka nie należy do moich ulubionych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh, ja chyba przez kolejną się nie przedrę :) Dwie to dla mnie gdzieś o dwie za dużo ;)

      Usuń
  2. Nie czytałam nic tej autorki, ale zainteresowała mnie okładka. I znów dałam się nabrać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ręcze głową, że książka by Ci się nie spodobała, ale ja osobiście żałuję poświeconego jej czasu ;)

      Usuń
  3. "I tylko czarna ścieżka" to chyba najgorsza powieść Larsson. Mi tam czytanie o dywanikach nie przeszkadza, ale całkowicie rozumiem Twoją irytację, cierpienie Rebeki (w kolejnych tomach cierpi jakby mniej :P) też może zmęczyć na dłuższą metę i tragedia, która spotyka ją w każdym niemal zakończeniu książki. Mimo wszystko autorkę lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jestem skłonny uwierzyć, że to była najgorsza część :P

      Usuń
  4. A są jakieś normy mówiące o tym, ilu na 100 stronach może się pojawić cierpiących bohaterów? :P Nie znam Asy, ale mam ją w planach. Tyle, że wezmę się za inną jej powieść. A że nie podobały Ci się zasłonki, mebelki, dzieciątka - to może grupą docelową Larsson są... kobiety? Ależ byś był zaskoczony! :) "I tylko czarnej ścieżce" mówię adieu, ale Asie Larsson - niezupełnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie grupą docelową Larsson są kobiety, dlatego też napisałem, że facet nie lubi o takich pierdołach czytać. Przecież ta recka to kompletnie subiektywna opinia.

      Co do norm - konwencja zakazu stosowania tortur ratyfikowana przez Polskę niestety ich nie zawiera. Moim zdaniem to ogromne przeoczenie ;)

      Usuń
    2. Na żartach się nie znasz? Przecież wiem. Czepiałam się raczej tego, że sam generalizujesz, pisząc, że facetów mebelki i bachory nie kręcą, ale kobiety - tak. Z czym się nie zgadzam, bo sama nie lubię nadmiernych opisów tapet, siostry ciotecznej pradziadka i wyglądu łazienki. I dlatego Twoja recenzja tym bardziej mnie zniechęciła do książki. Proste :)

      Usuń
    3. Generalizuję ponieważ sądzę, że o wiele więcej jest kobiet, które są w stanie przymknąć na to oko niż facetów :P Taka już ze mnie podła, szowinistyczna świnia ;D

      Usuń
    4. Oj, sporo jest facetów, którzy o fakturze materiału na fotel wiedzą o wiele więcej, niż przeciętna kobieta :P

      Usuń
    5. Yhym, to Ci sami co noszą różowe swetry, albo pracują w Ikei? :P

      Usuń
    6. W Ikei? Hm. Mój kumpel pracował w Ikei. Chyba będę musiała z nim pogadać. :)

      Usuń
  5. Nie czytałam jeszcze nic Asy,chociaż mam w planach. Mimo,że jestem kobietą,też nie przepadam za opisami dywaników,natomiast opisy dzieci mogę znieść:) Chyba wszyscy autorzy długich serii mają tendencję to powtarzalności i przewidywalności. Każdy ma swój schemat i się go uparcie trzyma. To wkurza ale niektórzy czytelnicy lubią wiedzieć czego się spodziewać po danym autorze. Ja lubię niespodzianki:) Jedną przeczytam i zobaczę o co biega:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dam głowę, że spodoba Ci się bardziej niż mi ;) Szalenie łatwo tej autorce przychodziło wyprowadzanie mnie z równowagi :P

      Usuń
  6. Skoro ona tak trąbi o tych zasłonkach to niech zostanie jakimś prokejtantem wnętrzm szkoda, ze zniszczyła świetnie zapowiadającą sie historie. Bede szeroko obijac ksiazki tej pani.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też lubię prosty i dynamiczny sposób pisania, dlatego ten aspekt skutecznie mnie zachęca do sięgnięcia po dzieła Asy i mam nadzieję, że chociaż ty tak chłodno ją odebrałeś, to w moim przypadku będzie całkiem inaczej, ale to już czas pokaże. Z drugiej strony, czy na pierwsze spotkanie z tą autorką będzie dobra "I tylko czarna ścieżka" , czy może jednak jakąś inną jej powieść bardziej polecasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radziłbym jednak zacząć od pierwszej części przygód Rebeki, a to jest bodajże "Burza z krańców ziemi" o ile się nie mylę ;)

      Usuń
    2. Dzięki za info. Zacznę zatem od pierwszego tomu przygód Rebeki.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Kryminały skandynawskie to jedyne kryminały, które jestem w stanie strawić. Panią Asę mam w planach, ale coś mi się zdaje, że raczej nie przypadnie mi do gustu. Myślę jednak, że warto spróbować :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na stosiku leży jeszcze Camilla Lackberg. Ma, nadzieje, że ta pani bardziej przypadnie mi do gustu. Poza tym nieśmiertelny Nesbo i kolejne spotkanie z komisarzem Harrym Holem. Będzie wesoło. :D

      Usuń
  9. Cierpienia młodego Lucky'ego Luke'a widzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam cierpienia zaraz :D Taka tam mała nerwica :)

      Usuń
  10. Również nie przypadam za długimi opisami, myślałam, że stosuje się je tylko do dręczenia uczniów w szkołach, a tymczasem zdarzają się nawet w kryminałach... ;) choć z drugiej strony za mało opisów to tez źle - czytałam kiedyś książkę z prawie samymi dialogami i czułam się jak idiotka. Ogólnie myślę, że opisy i pojawienie się postaci trzecioplanowych może nadać książce klimatu, musi być tylko umiejętnie przeprowadzone.

    Wychodzi również na to, że liczba osób cierpiących zwiększa się co każde 100 stron - jeśli doliczymy czytelników ;P Ale to tylko żarcik, bo książki nie czytałam, więc nie będę się wypowiadać. Ani teraz ani nigdy, bo mnie nie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ktoś powinien zająć się stworzeniem odpowiedniego wzoru matematycznego określającego, czy książkę warto czytać, czy też nie :P

      Tak swoją drogą to trudno mi sobie wyobrazić książkę z samymi dialogami :) Nie do pomyślenia :)

      Usuń
    2. Nie zdziwiłabym się gdyby coś takiego było możliwe :P

      Oczywiście same dialogi = prawie same dialogi, ale czyta się takie coś dziwnie ;)

      Usuń
  11. Mnie osobiście opisy jakoś nie przeszkadzają, jeśli są dobrze wplecione w akcję i niczego nie zaburzają i nie zamulają. Bardzo lubiłem drobiazgowość i szczególarstwo Larssona w trylgii Millenium. Nie przeszkadzało mi to, że dokładnie opisywał jakie zakupy robił bohater w sklepie wliczając w to ilość opakowań pizzy, i jej firmę. To nadawało książce klimatu. Ale opisów dzieci nie zniosę i cieszę się, że tam ich nie było :D Co do Pani Larsson, to nie czytałem i w sumie na razie mam dość skandynawskiego kryminału. Jeśli już będę chciał po niego sięgnąć, to raczej Nesbo albo Mankell :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, facet opisuje zakupy (np. pizzę na którą swoją drogą narobiłeś mi właśnie ochoty), a kobiety coś co kompletnie nie ma znaczenia. Nie mam nic przeciwko opisom, ale muszą służyć właśnie temu by budować klimat, a nie irytować czytelnika. Chociaż z drugiej strony jeden lubi pizzę, a drugiego interesuje wzór jaki wyhaftowano na dywanie.

      Pomijając już te rozważania wspomnę, ze moim mistrzem długich opisów, które czytam z przyjemnością jest King. Facet swoim gadulstem niezmiernie rzadko wyprowadza mnie z równowagi :P

      Usuń
    2. Hehe :) Ja nic Kinga jeszcze nie czytałem. Ale może niedługo, jak znajdę trochę czasu, to wezmę na tapetę coś z jego ogromnego, przepastnego wora z książkami :D

      Usuń
  12. Nie zachęcasz...i pewnie masz rację;) Żadna książka tej autorki nie trafiła jeszcze w moje ręce. A jeżeli trafi - zastanowię się dwa razy, co z nią zrobić;)

    OdpowiedzUsuń
  13. kriminał stworzony typowo damskim okiem. a powinno sie pisac uniwersalnie

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety twórczości pani Larsson nie znam i niestety nie pomogłeś mi się do niej przekonać. Mimo, że ostatnio kryminały skandynawskie są na topie, to jednak za wszelką ceną nie będę się napalał. A w przypadku opisu firanek lub dywanu to w pełni się z tobą zgadzam. Nie wpływa to pozytywnie na odbiór książki, szczególnie przez facetów.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń