wtorek, 23 kwietnia 2013

Jack Ketchum - "Dziewczyna z sąsiedztwa"


Po raz drugi Jack Ketchum doznaje zaszczytu bycia przeze mnie recenzowanym. Do naszego pierwszego spotkania doszło jeszcze przed okresem, gdy wszelkie blogi, fora i serwisy objął Ketchumowy szał. Wtedy byłem więc całkowicie obiektywny. Dziś po kilku spotkaniach z recenzjami twórczości tego autora, już tak łatwo nie będzie. Spróbuję jednak w jak najbardziej niezależny sposób opisać co kryje w sobie „Dziewczyna z sąsiedztwa”.

Otóż niewątpliwie wiele jest prawdziwości w stwierdzeniu, że jest to jedna z najbardziej przerażających książek wszechczasów.  W dodatku według mnie jest ona bardzo oryginalna i ciekawie pomyślana. Nie straszy nas jednak w sposób do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni - nie ma duchów, demonów, ani szczęki Jacka Gmocha. Największymi potworami jesteśmy my – ludzie. Warto podkreślić, że zostało to przedstawione w iście genialny sposób – po lekturze faktycznie czujemy, że nasze sumienie nie zawsze jest do końca czyste.

Historia opowiada o losach dwóch dziewczynek – Meg i Susan, które po śmierci swych rodziców muszą mieszkać z niezrównoważoną ciotką Ruth. Z czasem szanownej cioci odbija coraz bardziej, a całe jej szaleństwo znajduje ujście we wspomnianych siostrach. Świadkiem wszelkich ekscesów jest sąsiad Ruth, czyli dwunastoletni chłopiec David. To właśnie on będzie opowiadał nam całą historię.

Ostrzeżenie: Książka jest szalenie brutalna i co wrażliwsi będą ją czytali przez łzy. Tym bardziej, że powieść zainspirowana została prawdziwymi wydarzeniami. Mimo początkowej sielanki szybko otrzymujemy brutalny i krwawy horror. Szczególnie przerażająca okazuje się bezradność terroryzowanych dziewczyn, a także długa bezczynność głównego bohatera. Kolejnym zabiegiem mającym sprawić, że czytelnik będzie jeszcze bardziej poruszony jest znaczny udział dzieci w torturowaniu i prześladowaniu Meg i Susan. Nie wnikając w aspekty psychologiczne ogromna okazuje się właśnie siła autorytetu i możliwość kształtowania poczynań dzieci przez dorosłych. Nikt nie wie, do czego są one zdolne…

Mimo tego, że książka porusza czytelnika i czyta się błyskawicznie (gwarantuje, że wciąga szalenie), nie jest pozycją doskonałą. Nie jestem w stanie określić czego konkretnie mi brakowało (być może tylko marudzę), ale pozostawiła ona pewien niedosyt. Mimo poruszenia podobnego tematu co „Władcy Much” Goldinga, czegoś mi w niej zabrakło. Może to ze względu na jej skąpą objętość, a może na często dziwne zachowania dzieci, czy dorosłych, a może nawet na niewyjaśnienie kilku wątków. Grunt, że książka którą mogę z czystym sercem polecić nie jest w moich oczach takim ideałem jak wg. wielu innych recenzentów. Pamiętajcie jednak, że Jack Ketchum to zdecydowanie autor na którego książki warto zwracać uwagę. 

Moja ocena to 8/10

41 komentarzy:

  1. Ja choć Ketchum'a docenaniam, to póki co nie chcę wracać do jego prozy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już pisałem na kilku blogach, że gdy usłyszałem, co dokładnie tworzy Ketchum i że to jedne z najbardziej obrzydliwych książek, to strasznie się na niego zjarałem. I tak przez kilka lat nosiłem się z zamiarem przeczytania, i nic z tego nie wychodziło :) Ale właśnie Dziewczynę z sąsiedztwa dorwałem w swoje ręce, czytam więc ostro i jak na razie jestem bardzo z lektury zadowolony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, że będzie recka u was :)

      Usuń
  3. Jako wielka fanka Kinga przyznam, że z rozmysłem omijałam Ketchuma tak długo jak tylko się dało. Potem wzięłam się za "Potomstwo" ale mnie odrzuciło. "Dziewczynie z sąsiedztwa" może dam szansę, boję się jednak, że skoro widziałam film na jej podstawie, to książka już niczym mnie nie zaskoczy :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powstał film na jej podstawie? O widzisz, nie wiedziałem nawet...
      Będę się musiał za nim rozejrzeć :)

      Usuń
  4. Stoją u mnie na półce trzy książki Ketchuma i jakoś się za nie zabrać nie mogę. Może właśnie dlatego,że taki teraz boom na jego książki. Wiem,że raczej mi się spodobają,wrażliwa za bardzo nie jestem i lubię krwiste tematy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też właśnie z tego powodu nie mogłem się do niej zabrać, ale jak wziąlem w łapki to już poleciało błyskawicznie ;)

      Usuń
  5. Jack Ketchum to autor, którego twórczość koniecznie muszę poznać. Słyszałam o nim wiele pozytywnego, dlatego szykuję się na dobrą lekturę. Jednak dobrze, że przestawiłeś też wady. Szkoda, że ich nie rozwinąłeś. Jestem ciekawa co być może mnie rozczaruje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wady nie są strasznie rażące, dlatego wolałem się o nich nie rozpisywać. Jeden akapit opisujący wady sprawia, że wszyscy myślą, że książka mi się nie podobała, a ja zwyczajnie mam taką czepliwą naturę :P

      Usuń
  6. Z jednej strony z chęcią przeczytałabym, zwłaszcza zachęcająco brzmi zdanie "po lekturze faktycznie czujemy, że nasze sumienie nie zawsze jest do końca czyste." Lecz z drugiej strony jestem zdecydowanie zbyt wrażliwa. Dlatego Ketchuma będę omijać z daleka, mam nadzieję, że mnie zrozumie i się nie obrazi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie takie same odczucia. Nie przepadam gdy książka mnie za bardzo przeraża. Choć może kiedyś się skuszę na nią.

      Usuń
    2. Z perspektywy kobiet pewnie wygląda to zupełnie inaczej, ale mnie przeraziła głównie bezczynność bohatera.
      Później się zastanawiałem, czy tak naprawdę sam w wieku 12 lat postąpiłbym inaczej. Do tej pory nie mam takiej pewności.

      Usuń
    3. Kobiety na pewno są z natury wrażliwsze na przemoc, choć znam i takie, które są nad wyraz twarde ;) ale ja do nich nie należę.
      Trudno mi się wypowiedzieć, bo książki nie czytałam, ale chyba niestety bezczynność to dość powszechna cecha i to nie tylko u dzieci. Ludzie płyną z prądem, zabiegani i zajęci... choć oczywiście sprawy wobec, których są "bezczynni" zazwyczaj nie są tak poważne, jak te opisane w książce. Więc może trudno czynić porównania. Na pewno jednak jest jakiś taki mechanizm psychologiczny, który nazwę potocznie "bezczynnością tłumu". Jeśli jestem w grupie i inni nie reagują, to robię tak samo.
      A mówiąc ludzie myślałam też o sobie ;)

      Usuń
  7. Miałam okazję przeczytać "Dziewczynę z sąsiedztwa", ale tego nie zrobiłam. W sumie nawet nie wiem, dlaczego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że szybko byś się z nią uwinęła :)

      Usuń
  8. Ostatnio wszyscy piszą same pozytywne recenzje książek Ketchuma. Chyba będę musiała wreszcie coś przeczytać. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorę pełną odpowiedzialność. Niewiele jest osób, którym "Dziewczyna z sąsiedztwa" nie przypadła do gustu ;)

      Usuń
    2. Byłam dziś w jednej z moich bibliotek i akurat nie mieli tej książki. Ale wzięłam sobie do czytania "Straconych" tego autora. Zobaczymy, czy słusznie Go tak chwalą :P

      Usuń
    3. Akurat "Straconych" nie zaliczyłbym do najlepszych książek, które czytałem w swoim życiu, ale myślę, że może Ci się spodobać. Ostrzegam - troszkę wulgarna jest ta pozycja ;D

      Usuń
    4. Opis na okładce mnie zachęcił, to może nie będzie tak źle. Nie szkodzi, że wulgarna. Razi mnie to tylko w fantastyce :P

      Usuń
  9. Z nieco większym entuzjazmem, niż Ty, spisałam swoje przemyślenia po książce, ale choć 8/10 to i tak jest wysoka ocena, to zastanawiam się, czemu tak wysoko ja oceniłam. I czego może Ci brakować. Doszłam do wniosku, że gdyby powieść nie była oparta na prawdziwych wydarzeniach, to pewnie bym oceniła ją znacznie słabiej. Może to jest ten bodziec, który sprawia, że jeszcze bardziej się powieść wychwala. Bo wiedzieć, że to tak really, to nie to samo, co myśleć, że jakiś popieprzony autor-psychopata o niezdrowej wyobraźni trochę sobie pofolgował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, bezpośrednio nie wpłynęło to na moją ocenę. Być może miałem to gdzieś tam podświadomie zakodowane, ale nie była to sprawa kluczowa.

      A brakuje mi hmm, sam nie wiem czego, wniosków i przemyśleń autora, zakończenia obejmującego szerszy wachlarz postaci, takiej iskierki, którą miał w sobie "Władca Much"

      Usuń
  10. A tu chodzi bardziej o "krwistość tematu" czy psychologiczny aspekt tych czynności? Bo z recenzji wynika i jedno i drugie i nie wiem na co mam się nastawić? A to, że dzieci są zdolne do wszystkiego jeśli są odpowiednio nakierowana/zmotywowane/zmanipulowane (nieodpowiednie skreślić) to jest wiadome od dawna. One nie analizują rzeczywistości i swojego postępowania tak jak ludzie dorośli, jeszcze w sobie tej umiejętności nie wykształcili. I dlatego są tak dobrymi żołnierzami, bo się nie sprzeciwiają żadnym rozkazom i nie mają później wyrzutów sumienia.

    To trudny i interesujący temat. Ciekawe jak został przedstawiony w tej książce? Ale to chyba jednak nie na moje nerwy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę Ci obiecać, że nie zawiedziesz się jeśli chodzi o krwistość, a efekt psychologiczny też ścina z nóg.

      Co do dzieci - żołnierzy, jest to dość dobrze znana tematyka, ale umieszczenie ich w realiach spokojnego, amerykańskiego miasteczka bardzo mocno uderza w czytelnika. W trakcie czytania nawet zastanawiałem się, czy na naszym wiejskim podwórku takie "zabawy" miałyby rację bytu, gdyby nie kontrola dorosłych i muszę przyznać, że są ludzie, którzy za dzieciaka faktycznie mieli bardzo mało hamulców moralnych.

      Usuń
  11. Czytałam tylko "Potomstwo" Ketchuma i jakoś nie bardzo mi się podobało. Ale "Dziewczyna z sąsiedztwa" od dawna jest na mojej liście, bo rzeczywiście zbiera świetne recenzje, jednak te niewyjaśnione wątki trochę mnie martwią.. Tak czy inaczej, przeczytam na pewno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się, to nie jest sprawa zbyt rażaca, a raczej argument wynikający z mojej wrodzonej czepliwości :)

      Usuń
  12. Ketchuma przeczytałam wszystkie książki dostępne w Polsce. Jest to jeden z moich ulubionych pisarzy grozy. Odnośnie ,,Dziewczyny z sąsiedztwa'' wolę jednak ekranizacje. Bardzo działa na nerwy, a o to właśnie chodzi, żeby poruszyć widza. Książka też jest dobra, ale czegoś mi zabrakło, chociaż i tak dałam jej najwyższą notę, głównie za to, że jest to historia oparta na faktach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro polecasz to będę musiał się za nią koniecznie rozejrzec, chociaż moja wyobraźnia stworzyła dość przekonujący obraz także na podstawie książki.

      Usuń
  13. Ekranizacja (jedna z nich, bo są dwie) faktycznie jest bardzo dobra, ale książkę stawiam równie wysoko - ciężka przeprawa. Przyznałbym pewnie oczko wyżej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, a ja zastanawiałem się, czy nie oceniłem jej o oczko za wysoko :D Teraz mamy skuteczny kompromis :P

      Usuń
  14. Z Ketchumem jeszcze nie miałam okazji się spotkać, a jak widać mam czego żałować :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Na mnie książka zrobiła całkiem spore wrażenie, przede wszystkim dlatego, że historia jest oparta na faktach. Gdyby nie to, to pewnie szybko bym zapomniała o tej powieści. Ludzie potrafią bym o wiele bardziej przerażający niż te wszystkie wymyślone szmery-bajery. Prawdę mówiąc, to nawet ekranizacji jakoś szczególnie nie mam ochoty oglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, ja się do niej zabieram, ale jakoś tak bez przekonania. Chyba mój umysł wytworzył wystarczająco klarowny obraz przedstawionej historii i nie mam ochoty zadręczać się jej wersją przedstawioną oczami reżysera.

      Usuń
  16. No pozycja oczywiście dla mnie obowiązkowa. Ciągle jak odwiedzam mój empik to dokładnie 2 egzemplarze tej książki, które spokojnie sobie stoją obok utworów Kinga mówią do mnie "Weź mnie... No ku*wa WEŹ MNIE" :D. A ja z braku funduszy muszę na razie im odmówić. Nawet nie wiesz jaki to ból :P.

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wiem :( Nie przejmuj się, jestem z Tobą :) Możemy nawet założyć jakieś koło wsparcia dla niespełnionych czytelników :P

      Usuń
    2. Z miłą chęcią, na pewno byśmy mieli mnóstwo członków, ale kto by mógł nas sponsorować :D... I tu już sprawa się komplikuje :P.

      Usuń
  17. To coś złego jeśli jestem zachęcony przez twoje ostrzeżenie? Nie żebym lubił brutalność i przemoc, ale z chęcią bym przeczytał tą książkę. Nie dopadł mnie Ketchumowy szał więc nic jeszcze nie czytałem od niego i myślę, że trzeba to nadrobić. Zastanawia mnie nawiązanie do tego samego tematu co "Władca much", może w każdym z nas siedzi potwór, który tylko czeka na dogodną okazję by się objawić :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. powiem szczerze, że nie gustuje w horrorach, ale jeśli jest coś co mega wciąga ryzykuje, bo wiadomo, że może akurat mi książka siądzie ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedynie 293 strony ;) Warto spróbować - nic nie tracisz (no, może oprócz jednego wieczoru).

      Usuń
  19. rzeczywiście książka jest przerażająca, choćby właśnie dlatego, że potworami są tu ludzie! i choć dla mnie ideałem też nie była, to zdecydowanie zalicza się do tych najlepszych... a Ty po prostu marudzisz... :P

    OdpowiedzUsuń