piątek, 26 kwietnia 2013

Sława słowa


Hmm, zastanawialiście się czasem, czy nie odnaleźlibyście się lepiej w innej epoce? Trudno mi teraz gdybać, które czasy były lepsze, a które gorsze, ale czasem żałuję, że nie urodziłem się kilkadziesiąt, a może nawet set lat temu. I wcale nie z powodu zanieczyszczeń środowiska, galopującej urbanizacji, czy chociażby systemu kapitalistycznego wykorzystującego ludzi w każdy możliwy sposób. Brakuje mi szacunku do słowa – zarówno tego wypowiadanego jak i pisanego.

Nie chciałem nigdy zmienić tego bloga w stos bezsensownych, domorosłych tekstów o rzeczach ważnych i ważniejszych, ponieważ do tego nie nadaję się kompletnie. Mimo to chciałbym dziś napisać kilka zdań na temat narzędzia którym się posługujemy. Przeczytajcie więc tych kilka zdanek, które prześladują mnie przez cały dzień.   

Zauważyliście, że słowo przestaje mieć znaczenie? Gdzie podziały się czasy zawierania umów bez dokumentów, czasy w których książki były cenione często na równi z kilkoma wsiami, czasy kiedy słowo miłość w ustach mężczyzny nie było rzucane na wiatr? Trochę to smutne, że właśnie w epoce, gdy dostęp do wszelkiej formy słów jest banalnie łatwy, nie potrafimy go docenić. Zamieniliśmy przekaz w papkę, którą codziennie karmią nas politycy, nauczyciele, a nawet pisarze. Ba, niektórzy nawet stawiają się w pozycji mentora, mającego prawo decydować, które słowo jest słuszne, a które powinno być wykluczone z użycia. Bez naszej świadomości tworzy się więzienie, w którym próbuje się nas zamknąć – schematyczność. Wszelkie regułki, które bezmyślnie wbijali nam do głowy w szkołach, dogmaty religijne o których mało kto myśli głębiej, czy chociażby show biznes, gdzie każdy stara się być oryginalnym, ale gra swą rolę podobnie jak każdy inny celebryta – to samo stado strusi prezentujących ogony na wybiegu. Populizm, epoka informatyzacji (komunikatory, sms-y itd.), wszelkie czynniki o mniejszym bądź większym znaczeniu, zamieniają słowa w przykry obowiązek – trudno więc nie zatęsknić za czasami, gdy było ono czymś godnym zachwytu. 

Sam również często łapię się na tym, że mówię tylko po to żeby mówić – co dzień przecież toczymy rozmowy bez żadnego większego znaczenia. W tym miejscu jednak warto byłoby się również usprawiedliwić. Jakie słowo bowiem jest cenniejsze, niż to, które sprawi, że ktoś nam bliski uśmiechnie się na chwilę, które da nam poczucie przynależności, albo choć na moment pozbawi trosk i zmartwień, które w końcu pomoże przezwyciężyć samotność? Te pozornie błahe rozmowy to dla wielu jedyna rzecz, która nie pozwala zwariować. Szkoda, że odcinamy się od tego - rozmawiamy zwykle przez Internet, sąsiadów witamy niedbałym skinieniem głowy, a z ludźmi wykształconymi boimy się podejmować jakąkolwiek dyskusję.

Nie ukrywam, że uwielbiam rozmawiać. Ogromna część mojego otoczenia zatraciła już tę umiejętność. Chwila ciszy i skupienia robi z Ciebie nudziarza – myślenie o tym co chciałbyś przekazać jest niemodne. Nie ważne co chcesz powiedzieć, ważne żeby krzyczeć głośniej niż inni. Trudno pogodzić się z takimi realiami. W dodatku nikt już nie słucha drugiego człowieka – to też nie jest teraz w cenie. A przecież po to mamy dwoje uszu, a tylko jedne usta, żeby dwa razy więcej słuchać niż mówimy. Paradoksalnie jednak ludzi pragnących być wysłuchanymi wciąż przybywa – dlatego krzyczą.

Swoją drogą łatwo także zauważyć, że najbardziej szczere i najciekawsze rozmowy przeprowadza się z ludźmi osobiście – stado  osłabia naszą zdolność do dyskusji, przy okazji potęgując strach przed ośmieszeniem. Być może to jest odpowiednie wytłumaczenie tego problemu – może zwyczajnie jesteśmy tchórzami?

Pewnie część z was stwierdzi, ze tekst ten jest pełen oczywistości i kompletnie niepotrzebny, inni nie zaakceptują tego, że wyłamuje się on ze schematu, który sam notabene stworzyłem. Trudno - postanowiłem pisać o kwestiach, które mnie nurtują, a w tym względzie pozostaję konsekwentny. Jeżeli dotrwaliście do końca, to serdecznie wam dziękuję.

A jeżeli z czymś się nie zgadzacie, piszcie - z przyjemnością wytłumaczę dlaczego nie macie racji :P

44 komentarze:

  1. Ciekawy temat poruszyłeś. Ja sam często powtarzam, że słowo jest droższe od pieniędzy, ale rozumiem też, dlaczego ludzie przestają zwracać na nie uwagę. Mamy telewizję, radio, gazety, książki, tłumy ludzi dookoła. Natłok słów, różnych, niekoniecznie sensownych, przytłacza, sprawia, że traktujemy je jak coś pospolitego, czym można szastać - bo i tak jest. Czasy są ciężkie, a słowo nie kosztuje... Szkoda w sumie. Szanujmy słowa. Może trzeba jakąś blogowo-społeczną akcję zacząć w tym kierunku? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie ludzie giną w tym natłoku słów, z czego większość niestety jest miałka i mało znacząca. A na rozmowy z ważnymi tematami czasu brak...

      Usuń
  2. Zgadzam się, że słowa tracą na wartości. Bardzo żałuję, że teraz nie można już polegać na czyimś "słowie honoru", że dla tak wielu łamanie obietnic nie jest żadnym problemem. Chciałoby się żyć w świecie, w którym wypowiadane słowa są prawdą i niosą ważne znaczenie. Żeby, gdy ktoś mówi"kocham" niosło to ze sobą konsekwencje. Żeby słowa takie jak honor, uczciwość, miłość, nie były po tysiąckroć powtarzanymi sloganami, ale ideami, według których ktoś buduje swoje życie. Nie wiem czy do spłycenia tych słów nie doprowadziło to, że za często się ich używa, ciągle się o tym mówi, a przecież o ważnych rzeczach nie można rozmawiać z każdym - takie rozmowy są przecież osobiste, gdy mówimy o ważnych dla nas rzeczach ryzykujemy, że ktoś to wykorzysta, dlatego czasem lepiej milczeć niż powtarzać slogany. Nie wiem czy w dawnych czasach było w tym względzie lepiej i na pewno nie chciałabym, żeby książki były aż tak drogie, choć kto wie, może ułatwiony do nich dostęp doprowadził do tego, że mniej je cenimy.

    Jak sam stwierdzasz, "mówienie tylko po to, żeby mówić" nie zawsze jest złe. Czasem człowiek nie wie co powiedzieć, nie umie nawiązać z kimś kontaktu - wtedy takie gadanie jest wyrazem jakiegoś zainteresowania, obecności, poza tym może to być wyświadczenie komuś przysługi, np. jak porozmawiam z osobą samotną na jakiś błahy nawet temat.

    "Paradoksalnie jednak ludzi pragnących być wysłuchanymi wciąż przybywa – dlatego krzyczą." - ciekawa uwaga i ładnie ujęta.
    To prawda, że czasem brakuje ludzi do rozmowy - rozmowy na "poważniejsze" tematy. Oczywiście trudno ludzi za to winić, sama też czasem jestem zmęczona i mogę się zdobyć tylko na powierzchowne gadanie. Nie wiem też czy wszechobecny żart nie przeszkadza w rozmowie ( nie jestem żywym trupem, mimo tego, że pewnie sztywnie to zabrzmiało :D). Jeśli ktoś ciągle się śmieje to jak można z nim rozmawiać? Jeśli wszystko obraca w żart? Ciągle śmichy-chichy to jakby powiedzenie komuś, że nie chce się z nim nawiązać głębszej relacji. Teraz dowcip jest chyba dominującą formą wypowiedzi. To dobrze się pośmiać, ale jeśli wszystko jest śmieszne to wszystko staje się również bezwartościowe.

    Trochę na pewno jesteśmy tchórzami, ale z drugiej strony jak już pisałam, nie z każdym można o wszystkim rozmawiać. Że tak rzucę biblijnie "nie rzuca się pereł przed wieprze". Wydaje mi się również, że teraz popularne są specyficzne tematy do rozmów - albo życie zawodowe, naukowe albo gadanie o innych - czy to celebrytach, czy to gdzie się z kim było i kto co śmiesznego powiedział i kto czego nie zrobił. A inne tematy do rozmów? Książki? Większość ludzi nie czyta (w ogóle jak można nie czytać? :D ale jestem nietolerancyjna ;)).

    Większość tematów zostało już pewnie kiedyś poruszonych i dokładnie omówionych, ale czasem dobrze pogadać nawet o oczywistosciach, żeby jakoś odnieść je do swojego życia i przeżyć. Twój dowcipny styl pisania jest bardzo fajny, ale bardziej refleksyjne i poważne tematy również są w cenie :)

    Teraz proszę o wytłumaczenie w czym nie mam racji, żywiąc równocześnie nadzieję, że mimo umiarkowanie późnej pory, moje słowa miały jakąś sensowną treść i znaczyły więcej niż"bla bla bla" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W gruncie rzeczy potwierdziłaś to co pisałem przytaczając świetne przykłady i poruszając kilka kwestii o których zapomniałem, więc jak mógłbym teraz napisać, że nie masz racji? :D O nie, nie moja droga, straciłbym twarz ;)

      Usuń
    2. "Jeśli ktoś ciągle się śmieje to jak można z nim rozmawiać? Jeśli wszystko obraca w żart?" To jest coś, czego nigdy nie zrozumiem. I mam takie szczęście, że ciągle spotykam osoby, które parskają śmiechem po każdym zdaniu, jakie padnie z ich ust. Nie cierpię takiego zachowania i nigdy nie mam ochoty "rozmawiać" z taką osobą, bo mam właśnie wrażenie, że nie można z nią porozmawiać normalnie na jakiś poważny temat. Albo nawet nie na poważny - na dowolny. Tylko bez głupawych śmichów-chichów, które dają mi podstawę do wątpienia w inteligencję takiej osoby. Cóż, wtedy wychodzę na jakiegoś gbura, bo po prostu przestaję się odzywać.
      Na pewno każdy z nas codziennie prowadzi jakieś jałowe rozmowy, ale też nie sądzę, że da się ich całkowicie uniknąć. Zawsze taka rozmowa o niczym może być jakimś punktem wyjścia do już konkretniejszych.
      "Chwila ciszy i skupienia robi z Ciebie nudziarza – myślenie o tym co chciałbyś przekazać jest niemodne. Nie ważne co chcesz powiedzieć, ważne żeby krzyczeć głośniej niż inni." Pozdrawiam nierozumianych w towarzystwie introwertyków. Sama czasami wolę po prostu posłuchać, co mają do powiedzenia inne osoby, zwłaszcza, kiedy ich dobrze nie znam - przez to mogę się w jakimś stopniu zorientować kto to jest. Może mam coś do dodania, ale stwierdzam, że ktoś mówi akurat tak interesująco, że nie będę mu przerywać? Ale tak - owa chwila milczenia robi z człowieka nudziarza, ewentualnie momentalnie osobę wstydliwą, "no bo czemu się nie odzywasz" - znam to z doświadczenia:]
      Wiadomo - internet, smsy spowodowały zubożenie języka, jego maksymalne skracanie. Skoro szukamy skrótów w smsach, to czemu nie robić tego w rzeczywistości? Smutne, później słyszę LOOOOOL w rozmowie. Zresztą już teraz widzę, że przez filmiki na YT, memy, banalne słowa w naszym języku zyskują niezwykłe znaczenie i w głowach otwierają się porządkujące szufladki. Jedna się zużyje, wskoczy następna.
      Poza tym wiele osób marnuje czas w sieci zupełnie niekonstruktywnie, spędzając owe godziny na FB (czego też nie rozumiem, a przecież sama go posiadam). Ale tak totalnie bezsensownie, wypełniając czas pustką.
      Wulgaryzmy - używam, jasne. Ale nie traktuję ich jako przecinka w każdym zdaniu, o zgrozo. Albo jedynego wyjścia na podkreślenie moich emocji.

      Usuń
    3. Pierwszy raz dostaję tak obszerne odpowiedzi :D Muszę faktycznie częściej pisać takie teksty. Dzięki dziewczyny, wiara w ludzkość powoli we mnie rośnie ;) Coś pięknego poczytać sobie takie komentarze :)

      Usuń
    4. Tak podejrzewałam, że nie będziesz twierdził, że nie mam racji, gdyż zgadzałam się z Twoimi opiniami, ale miałam ochotę nawiązać do końcówki Twojego posta ;P

      Co do wypowiedzi Skrzata, to jeszcze tylko dodam, że również nie lubię tekstów w stylu "czemu się nie odzywasz" - jak chce się kogoś wciągnąć do rozmowy, to można go po prostu o coś zapytać, a jak nie chce mówić, to po co go zmuszać...

      I na Twoim miejscu nie zachęcałabym nas do pisania długich komentarzy - żebyś kiedyś nie musiał nas błagać o przestanie ;P choć ja również dziękuję za możliwość rozmowy ;)

      Usuń
    5. Gwarantuje, że nigdy nie będę błagał o pisanie krótszych komentarzy ;) Toż to sama przyjemność poczytać, tym bardziej, że duża grupa czytelników wykazuje się ponadprzeciętnym poziomem inteligencji :) Być może kiedyś nawet ja dojrzeję do takiego poziomu dyskusji :P

      Usuń
  3. Z tym zatraceniem umiejętności słuchania masz całkowitą rację. W moim otoczeniu jest tylko kilka osób, które szczerze słuchają. Reszta przerywa wypowiedź albo nie nawiązuje zupełnie do usłyszanych zdań i skwituje poważną wypowiedź stwierdzeniem ,,O jeszcze muszę pranie nastawić" :), co mnie doprowadza do białej gorączki, bo u mnie w rodzinie taki brak kultury byłby od razu utemperowany. Niestety takie zachowanie jest już powszechne.

    Każdy pozamykał się w swoim świecie, zapominając, że nie żyje się dla siebie tylko dla innych.







    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to są właśnie ludzie dzięki którym skutecznie odechciewa się dyskutować. Z jednej strony my - mówiący całkiem rozsądnie przez godzinę, a z drugiej strony ignorant, który nie widzi dalej niż czubek swojego nosa. Niestety niemal zawsze zostaniemy przez niego pokonani. Zaskakująco często łączy się ze "śmieszkiem", który wszystko próbuje obrócić w żart.

      Usuń
  4. Czasami także chciałabym się przenieś do innych czasów, gdzi etak jak pisałeś słowo miało sens. Bluzgamy nasz ojczysty jezyk róznymi przeklenstwami, a przeciez on jest taki piekny. Nie mowie tu, ze ja nie przeklinam, bo klne jak szewc, albo jeszcze gorzej. Masz racje, rozmowa sie nie klei. Zauwazylam to juz dosc dawno, kazdy zamyka sie w swoich czterech scianach i pisze przez fejsa czy sms. To smutne, ale prawdizwe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet w windzie jadąc z kimś głupio tak nie zagadać.
    Ładnie napisane, ze wszystkim się zgadzam. Dodam tylko, że przez takie paplanie bez sensu człowiek się uwstecznia, na co dzień nie bywa elokwentny, nie używa barwnego języka. Rolę słów ukwiecających wypowiedź przejęły wulgaryzmy co świetnie obrazuje ten rysunek: http://img204.imageshack.us/img204/981/japierdole5yb.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bez przyczyny Polacy w sieci są identyfikowani z kurwą.

      Usuń
    2. Uściślijmy, że chodzi o słowo "kurwa", chociaż w takiej Argentynie ponoć prostytutka i polka, to pojęcia tożsame. Ale to tylko taka dygresja. :)

      Usuń
    3. Teraz dopiero zauważyłam mój genialny skrót myślowy...Wiesz, że chodziło mi o nadużywanie tego słowa w sieci przez Polaków;)

      Usuń
    4. Heh, domyśliłem się, ale wolałem wyeliminować dwuznaczność :P

      Usuń
  6. Też mnie to boli. Że ludzie myślą, że mogą coś powiedzieć, a potem udać, że przecież nic takiego się nie stało. Że można złożyć obietnicę, a potem się z niej wycofać, bo "tak tylko się powiedziało". Że nikt nie potrafi mnie wysłuchać, chociaż wszyscy na około nasłuchują. Że ludzie mówią dużo, ale nie mówią nigdy o niczym naprawdę ważnym.

    Czy to wina telewizji, radia, kina? Prawdopodobnie tak, bo zamiast obracać się wokół innych ludzi zaczynamy żyć pożyczonym życiem postaci z ekranów. Strasznie to smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje nam się, że nasze życie jest jałowe i bez znaczenia. Trudno się temu dziwić gdy telewizja serwuje nam miliony poważniejszych problemów niż sami doświadczamy. Zresztą łatwiej jest żyć cudzym życiem niż odpowiednio przeżyć swoje. Później wydaje nam się, że nie mamy o czym mówić - nadając znaczenie obrazom obcym sami stajemy się bezwartościowi. Nie wierzymy w siebie i nie chcemy rozmawiać. Najsmutniejsze jest to, że wcale nie zapowiada się, że będzie lepiej.

      Usuń
    2. Bardzo ciekawa opinia luckyluke. Ostatnio właśnie myślałam o tym, że w książkach i filmach porusza się głównie problemy, które nie dotyczą zwykłych ludzi i co z tego wynika...

      Usuń
  7. Z jednej strony zgadzam się z tym co piszesz. Że słowa straciły troszkę na swojej "mocy", i że nie mamy za grosz honoru. Ale nie zgadzam się z tym co piszesz o rozmowie (nie chodzi mi tu oczywiście i te śmichy-chichy i bluzganie co drugie słowo, ale o zwykłej rozmowie nie poruszającej żadnych poważnych i górnolotnych tematów), bo moim zdaniem nie zawsze trzeba rozmawiać o rzeczach ważnych. Zacytuje fragment książki, którą ostatnio czytam dla wyjaśnienia tego co mam na myśli: "Konwersacją ludzie zajmują się od wieków. Konwersacji uczono i o niej pisano. Dzięki umiejętności konwersacji robiono kariery i pieniądze. Dość niedawno zrozumiano, że konwersacja i rozmowa to różne sprawy. Konwersacja powinna być żywa, błyskotliwa, jest uważana za jedną z gier literackich i towarzyskich. Rozmowa nie jest pragmatyczna. Rozmowę prowadzi się dla przyjemności obcowania z innymi. Podobno rozmowa spełnia dla ludzi podobna funkcję jak iskanie u małp. W konwersacji chcemy zapanować nad rozmówcą, olśnić go, przytłoczyć, przekonać (tak podobno rozmawiają mężczyźni, chociaż reguły konwersacji ustalały głównie kobiety). Rozmowa to raczej wyrażanie własnych uczuć, niepokojów, potrzeb czy pragnień i zarazem odczytywanie tego samego u innych (tak podobno rozmawiają kobiety).
    (...) Tradycyjnie przeciwstawia się słowa i czyny (res, non verba) i dalej słowa i fakty (facta, non verba). Milczenie jest złotem i ryba umiera przez pyszczek (pez muere por la boca), mówią Latynosi. Nauczono nas gardzić paplaniną. Rozgadanie i roztrząsanie uczuć świadczy o naiwności, stracie czasu i w końcu o głupocie. Tak uczy szkoła, uniwersytet, krytyka, mądra książka oraz aktorzy i artyści. >>Mam wrażenie, że Polacy nie potrafią ze sobą rozmawiać. Dla mnie rozmowa jest najlepszą formą spędzania wolnego czasu<< (Marcin Meller, "Ciekawe jak w życiu...").
    Dziś psychoterapeuci biją na alarm. Nie potrafimy rozmawiać, to co nazywamy rozmową, wcale nią nie jest. Jest przesłuchaniem lub konwersacją. (...) Milczenie i konwersacja to dwie strony tego samego medalu. Są efektem zamknięcia się w sobie, brakiem otwarcia na drugiego człowieka."
    To by było mniej więcej tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, nie wiem czemu nie zgadzasz się ze mną, skoro potwierdzasz wszystko o czym myślałem? :) Podkreśliłem, że nie zawsze rozmawia się o rzeczach ważnych, ale każda rozmowa nawet o błahych sprawach dla kogoś może okazać się ważna :) Mam na myśli fakt, że może samo wysłuchanie i wsłuchanie się w słowa drugiego człowieka daje niekiedy więcej niż to co mamy do powiedzenia :)

      I własnie - konwersacja. Niesamowicie często staje się ona naszą główną formą komunikacji. Każdy chce nas olśnić, zadziwić, a nikt nie jest naprawdę szczery. Zresztą szczerość jest niebezpieczna - nie każdemu przecież możemy powiedzieć to, o czym faktycznie myślimy. Trzeba uważać.

      Usuń
    2. A to przepraszam Ciebie bardzo, wychodzi na to, że zlały mi się w jedno post razem ze wszystkimi komentarzami. A gdzieś w którymś z nich przeczytałem, że powinno się rozmawiać tylko poważnie i na poważne tematy. Albo może tak sobie sam domówiłem ?:| No nie ważne. W takim razie obiema rękami podpisuję się pod Twoim postem ;)

      Usuń
    3. Dziękuję ;D Wystarczy jedną ;)

      Usuń
  8. Dobry tekst. I potrzebny. Nawet jeśli opisuje rzeczy oczywiste. Bo to, że coś jest oczywiste, nie znaczy że każdy o tym na co dzień myśli.
    Rozmowa to dla mnie coś naprawdę ważnego. Ale nie taka bez sensu (choć czasami i coś takiego jest potrzebne), tylko na bardziej poważne tematy. Nic tak nie boli jak brak kogoś, z kim można porozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh, to ostatnie zdanie świetnie podsumowuje to, co zaprzątało moje myśli niemalże przez cały dzień ;)

      Usuń
  9. Mnie codzienna paplanina zwyczajnie nudzi. Jakoś nie czuję potrzeby, żeby gadać tylko dlatego, że zapada niezręczna cisza. Skoro cisza jest niezręczna, to znaczy, że nie nadajemy na tych samych falach, a skoro nie nadajemy, to po co się wysilać? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też złapałem tego wirusa. :D W dodatku spotyka mnie to coraz częściej. Chyba faktycznie jestem nudny :D

      Usuń
  10. "Mowa jest źródłem nieporozumień"

    Szkoda, że tak jak piszesz, milczenie traktowane jest jako nudziarstwo, a tymczasem sama rozmowa często nie jest zwyczajną rozmową, a "gadaniem" pozbawionym większego sensu.

    Osobiście często wolę milczeć niż mówić, choć najgorsze, że kiedy nie trzeba to gęba mi się nie zamyka, a kiedy potrzebuję rozmowy, to język się plącze i niewiele z tego wynika :)

    A co do samego słowa, to faktycznie w jakiś sposób zatraca ono swoją wartość. Najbardziej zatraca ją, moim zdaniem, w Internecie. Oto bowiem - jak zwykło się mówić - dzieci i ryby głosu nie mają. I nie mówi się tak bez powodu, sam uważam, że (nie tylko dzieci, ale ludzie, którzy zwyczajnie nie dojrzeli do danego tematu, albo ludzie, którzy na dany temat nie mają zielonego pojęcia) w wielu sprawach nie powinni zabierać głosu. I w rzeczywistości nikt nie potraktowałby takiego głosu na poważnie, bo ludzie wiedzą z kim mają do czynienia. Tymczasem w Internecie głos/słowo dwunastolatka ma taką samą wartość, co głos/słowo dojrzałego, znającego się na rzeczy człowieka. I tak wszelkiej maści fora zalane są dzieciarnią, która najgłośniej krzyczy, a najmniej ma do powiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście z czasem zaczyna się zauważać ludzi, którzy są w danej dziedzinie kompetentni, albo chociaż zachowują resztki zdrowego rozsądku.

      Oczywiście czasem trzeba też trochę "pogadać" o głupotach, ale do cholery raz na jakiś czas możnaby porozmawiać poważniej. No bo serio - ile można znieść mamy Madzi, mięsnego jeża, czy innych głupot dewastujących resztki inteligencji?

      Usuń
  11. Uaaa... LuckyLuke spokojnie :D. Czym Ty się tak przejmujesz ;)!?
    Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale jeśli mogę to gadam jak najęty (zarówno o duperelach, jak i o tych ważnych sprawach). Nieważne czy sam czy z kimś :P. Ale jak już ktoś zadaje mi pytanie to odpowiadam na nie... odpowiadam... odpowiadam... i wprowadzam nowy wątek, o którym dalej gadam :D. Miło jest tak czasem wyładować emocje gadając ;D.

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, skoro gadasz sam, to ludzie muszą dziwnie na Ciebie spoglądać :P

      Chociaż z drugiej strony skoro tak jak piszesz odpowiadasz, odpowiadasz, a później wprowadzasz wątek zupełnie oderwany od tematu, to nie masz wrażenia, że w jakiś sposób ignorujesz swojego rozmówcę? Rozumiem Twoją potrzebę, ale może czasem warto też posłuchać kogoś innego? Przypomina mi to strasznie to, o czym pisała Iwona w swoim komentarzu. Taką rozmowę o czymś ważnym, a później zamienienie jej w rozmowę o tym, że "muszę zrobić pranie".

      Żebyśmy się dobrze zrozumieli - każdy lubi ludzi, którzy potrafią dużo i ciekawie opowiadać. Dobrze by jednak było, żeby to był fakt, a nie tylko wyobrażenie o sobie :) Podsumowując: dobrze byłoby znaleźć jakiś balans pomiędzy tym co mówimy, a tym ile słuchamy. Monolog nie jest rozmową.

      Aha i jeszcze odpowiadając na pytanie: dlaczego się przejmuję? Bo trochę mi smutno jak patrzę na to jak rozmawiają politycy, co piszą dziennikarze, czy chociażby irytuje mnie fakt, że słowa, nawet te bardzo istotne zostaną zapomniane, albo nigdy niewypowiedziane. Myśle, że za jakiś czas zacznie to wkurzać także Ciebie. ;)

      Usuń
    2. Tzn. gwoli ścisłości... Nie, że ja tak gadam ze wszystkimi, których spotkam na ulicy. Po prostu najczęściej ofiarami moich monologów są moi najbliżsi (a właściwie niektórzy z nich :D).
      Czy ja wiem, czy przez to ignoruję swojego rozmówcę!? Nie sądzę, gdyż nie da się ignorować kogoś, rozwijając swoją odpowiedź na pytanie "Co chcesz na kolację" ;D.

      Usuń
    3. Haha, no faktycznie, zastanawiam się tylko jak rozwijasz taką wypowiedź :D Aż się boję pytać :D

      Usuń
  12. Faktycznie, ludzie używają co raz mnie słów. Zdawkowe cześć, hej, czy siemka i tyle. A potem się dziwić, że kończąc szkołę znamy może jedną, dwie osoby. Ale nie martw się - nie brak osób gadatliwych. Kiedy ja z siostrą mamy sobie coś do opowiedzenia (czytaj: po szkole) to wręcz bijemy się na głosy, która pierwsza (i głośniej) wypowie słowa, zagłuszając drugą i przechodząc do meritum ;) I tak potrafi sobie mówić o wszystkich, zaczynając przy okazji tysiąc różnych historii (oczywiście moja siostra), zwłaszcza kiedy ja zastygam z książką w ręku, bo jak tu jej nie słuchać, choć mam przed sobą wciągającą "Lalkę" Prusa ;) A jak nawet ja jej nie słucham - rozmawia (ona i ja też czasem) z samą sobą, bo przecież (podobno) człowiek staje się mądrzejszy, a n a dodatek można w końcu porozmawiać z kimś inteligentnym.

    A co do zatracania słowa - nic nie chcę mówić tu o internecie, a w szczególności - forach. Chciałabym za to wspomnieć, że waga słowa z pewnością maleje. Dawniej by wydać trzeba było nie lada wysiłku - stylu, języka itp. A teraz? Wiele wspaniałych powieści pozostaje w szufladzie, a rynek zapychają publikacje medialnych osób. Strasznie szkoda, zwłaszcza, że teraz jeszcze drzwiami i oknami pchają się pozycje nastawione na rozrywkę..

    Ależ ten Twój post wywołał we mnie emocje. Pewnie wiele jeszcze chciałabym powiedzieć, ale póki co robi się późno i co raz bardziej zamykają mi się oczy.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, faktycznie, sam jestem zaskoczony, że aż tyle emocji taki krótki tekścik wywołuje :) Podkreślam, że mile zaskoczony ;)

      Usuń
  13. A ja wolę milczeć, gdyż uważam, że milczenie jest złotem:-) A tak na poważnie, to jeśli nie mam nic ciekawego do powiedzenia na dany temat, to po co klepać dla samej gadaniny? Od tego są moje dwie koleżanki, które nie potrafią nawet przez 3 minuty zachować spokój, tylko muszę po prostu gadać jak najęte:-) Ja jednak już przyzwyczaiłam się do ich nadpobudliwego sposobu życia i lubię przebywać w ich towarzystwie, gdyż wzajemnie się uzupełniamy.
    Wczoraj natomiast usłyszałam fajny kawał. Wprawdzie nie wiem, czy to fikcja, czy prawdziwe zdarzenie, ale kolega mi opowiadał, że jego siostra chodziła po pokoju i gadała sama do siebie. On się jej pyta: dlaczego gadasz sama do siebie? A ona na to: lubię od czasu do czasu porozmawiać z kimś inteligentnym :-))))))

    OdpowiedzUsuń
  14. No tak, ale przecież ludzie sami są temu winni. To my wyznaczamy granicę, my decydujemy o szacunku dla słowa.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja zawsze twierdziłam, że pochodzę z innej epoki. Ale nie zdradzę, do której najbardziej bym pasowała poglądowo. ;) Ale masz rację, że w dzisiejszych czasach słowa tracą znaczenie. Człowiek mówi jedno, a robi drugie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, teraz mnie zaciekawiłaś :D Będę się przez Ciebie teraz ciągle zastanawiał jaką epokę masz na myśli :)

      Usuń
    2. Blisko, blisko... Choć całkowite przeciwieństwo ;)

      Usuń
  16. Ciekawe spostrzeżenia! :) Ale trzeba do takich czasów się przyzwyczaić, innych nie będzie ;)
    xoxo
    www.ohyeahwk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Smutne ale prawdziwe. W dzisiejszych czasach słowa utraciły jakiekolwiek znaczenie. Co innego myślimy, co innego mówimy.. Jak tu mówić o jakiejkolwiek wartości tych słów gdy większość rozmów toczy się w Internecie!? Co innego konwersować z kimś twarzą w twarz.
    Wydaje mi się, że ludziom jest za dobrze, bo tak na prawdę mogą mówić co chcą. Kiedyś przywiązywano większą wagę do tego co nam ślina na język przyniosła. Słowa miały wartość. A teraz? Fałsz i ferment dookoła.
    Świetny temat.
    Dawno mnie nie było ale już jestem,
    http://big-bam-boom.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń