piątek, 19 kwietnia 2013

Simon Beckett - "Chemia śmierci"


Moje pierwsze spotkanie z Davidem Hunterem uważam za zakończone. W błyskawicznym tempie zdołałem rozprawić się z „Chemią Śmierci”. Wystarczyły na to niecałe dwa wieczory. Być może jest to zasługa jej straszliwie skąpej (330 stron) długości, a być może świetnego i wciągającego stylu autora. Z której strony by na to nie spojrzeć przygody detektywa Huntera wciągają jak Tony Montana. 

Pomimo tego, że „Chemia śmierci” to pierwsza książka w cyklu, bohatera poznajemy już w momencie gdy jest w pełni wykształconym, mocno cenionym antropologiem, który niestety zarzucił badanie zmarłych, po ogromnej tragedii osobistej. Po śmierci swej żony i dziecka udaje się on do Manham, małej, angielskiej i nieatrakcyjnej miejscowości położonej w pobliżu nieprzeniknionych lasów. Jak na małe miasto przystało wkrótce pojawia się w nim także seryjny morderca. Oczywiście pierwszym podejrzanym staje się David Hunter. Nasz antropolog zostaje więc po raz kolejny zaprzęgnięty w kierat śledztwa.

" - Och, nigdy nie wątp w człeka prawego i szlachetnego. Taki zawsze coś spieprzy. Oczywiście wszystko w imię większego dobra."

Mimo skąpej długości książka jest niezwykle ciekawa. Bardzo interesujące, choć nieco makabryczne okazywały się szczególnie momenty badania zwłok. Nasz doktor dość dokładnie wyjaśnia czym kieruje się w swym śledztwie, a w dodatku prowadząc pierwszo osobową narrację nie dopuszcza nawet na chwilę do zanudzenia czytelnika. Jest całkiem dynamicznie, opisy są ciekawe, akcja rozwija się wystarczająco szybko, książkę czyta się z wielką przyjemnością.

Pomijając fakt, że jest to bardzo przyzwoity kryminał nie znalazłem w nim nic nowatorskiego. Wszystko znamy już z książek innych autorów i nawet pomimo świetnego warsztatu Becketta ktoś, kto miał już do czynienia z kryminałami może zakręcić nosem.  Rzekłbym również, że gdzieś tak od połowy książki można domyślać się kto jest mordercą. O dziwo zakończenie i tak jest szalenie zaskakujące. Niecodzienny finał to zdecydowanie najlepsza część tej powieści.

Po raz pierwszy zdarza mi się pisać reckę książki, którą przeczytałem już ponad tydzień temu. Na jej korzyść niech świadczy fakt, że nadal w mojej głowie kołaczą się postaci, miejsca i niemal cała fabuła przedstawiona przez autora. Nie wiem, czy tak samo będzie po roku od jej przeczytania, ale i tak jestem z tego faktu niezmiernie zadowolony.

„Coś takiego wydobywa ze wszystkich to, co najgorsze. Manham to małe miasteczko. A małe miasteczka rodzą małe umysły.”

Niestety – obiecywany na okładce dreszczyk nie przeszedł mnie nawet przez moment, nie dziękowałem też Bogu za to, że jest to tylko powieść. Było fajnie, ale z pewnością nie było strasznie. Głównym motywem okazało się raczej śledztwo i stosunki pomiędzy mieszkańcami Manham, niż budowanie klimatu grozy i epatowanie makabrą. Mimo kolejnego oszustwa okładkowego jestem to w stanie wybaczyć, ponieważ otrzymałem kolejną bardzo dobrą książkę.

„Chemia śmierci” nie wykorzystuje także potencjału paniki drzemiącego w małych miasteczkach. W pewnym momencie byłem pewien, że jej się to uda, ale właśnie wtedy autor przestał skupiać uwagę na działaniach zwykłych obywateli. Myślę, że pociągnięcie tego wątku dałoby świetny efekt w stylu „Pod Kopułą” Kinga. Niestety nie można mieć wszystkiego, więc już przestaję marudzić. Uważam, że jest to książka, która sprawi, że z przyjemnością sięgniecie po kolejne przygody doktora Huntera. 

Moja ocena to 7/10

43 komentarze:

  1. Szczerze mówiąc to już od pewnego czasu szukałam lekkiego i miłego czytadła do autobusu więc ten wpis spadł mi jak z nieba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc to podziwiam osoby, które są w stanie czytać w autobusie, pociągu, albo jakimkolwiek innym miejscu publicznym poza bibliotekę. Próbowałem już z milion razy i nigdy nie jestem w stanie skupić się na lekturze. Rozpraszam się jak małe dziecko :D
      Swoją drogą mam nadzieje, że Ci się spodoba ;)

      Usuń
    2. Ja czytam ostatnio prawie wyłącznie w komunikacji miejskiej. Potrafię się tak skoncentrować na książce, że przeoczę swój przystanek :P "Chemia śmierci" podobała mi się najbardziej ze wszystkich książek Becketta.

      Usuń
    3. W tramwaju mną nie miota, więc spoko! Ale dzisiaj jechałam najbrudniejszym pociągiem ever i światło miało trudności z przedostaniem się przez szyby, które już daaaawno szmaty nie widziały.

      Usuń
    4. Oj, o ileż mniej bym czytała, gdyby nie komunikacja miejska. Nawet dziki tłok i miejsce stojące wymagające stania z wciągniętym brzuchem, nie powstrzymuje mnie od czytania. =)

      Usuń
    5. To wszystko przez to, że wszędzie nastawiali tych lasów, domów, płotów itd. a ja oczywiście wszystko muszę obejrzeć :D Zawsze zauważę coś, co odrywa mnie od lektury :P Choć w gruncie rzeczy mało ostatnio podróżuję komunikacją miejską, jeśli już to piechotka, albo auto :)

      Usuń
  2. "Z której strony by na to nie spojrzeć przygody detektywa Huntera wciągają jak Tony Montana" i tu brakuje mi słowa "kokę" :P
    Ależ marudzisz! :) No dobrze, może i jakbym teraz przeczytała "Chemię śmierci" też bym kręciła nosem. Ale ja ją czytałam dawno, dawno, kiedy jeszcze rozczytywałam się w romansach i literaturze wyższych lotów, więc może dlatego tak zachwyciłam się tą książką.
    A czy "Chemia.." spodobała Ci się na tyle, by sięgnąć po kolejne części "przygód" Huntera? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, myślę, że tak. Tym bardziej, że to chyba był debiut Becketta (choć pewności nie mam), więc liczę na to, że z każdą kolejną książką facet się będzie rozkręcał :)

      Usuń
    2. Chyba tak, to był debiut :)

      Usuń
  3. Osobiście mam już za sobą całą serię o Davidzie Hunterze i mnie się ona nieco lepiej podobała niż tobie, lecz to może kwestia gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci czy mniej mi się podobała jak doczytam resztę :) Planuje jeszcze jakieś spotkanie z Hunterem i Beckettem :)

      Usuń
  4. Czytałam wszystkie cztery części i bardzo mi się podobały. Chociaż raczej wszystkie są na tym samym poziomie.Wszystkie wciągają i zostają połykane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze. Jeżeli będą równie dobre, to nie będę miał trudności z ich przeczytaniem ::)

      Usuń
  5. "Chemię śmierci" czytałam jakiś czas temu. Spodobał mi się ten kryminał na tyle, że prawie natychmiast kupiłam drugą część serii, która... leży na półce od miesięcy i nie mogę się do niej zabrać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj, to z przyjemnością sprawdzę Twoją recenzję ;)

      Usuń
  6. Przeczytaj koniecznie ,,Zapisane w kościach". Gwarantuję, że uraczysz dreszczyków. To moim zdaniem najlepsza część. ,,Chemia śmierci" trochę rozczarowuje w porównaniu do wspomnianej przeze mnie i ,,Szeptów zmarłych", które są rewelacyjne. Na moim blogu wszystkie recenzje serii Becketta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, z przyjemnością sprawdzę :)

      Usuń
  7. Uwielbiam opisy badania zwłok. Chyba dlatego thriller medyczny z wątkiem patologów sądowych to mój ulubiony gatunek. :P
    Już jakiś czas temu kupiłam 3 pierwsze części o doktorze Hunterze, ale nie mam, kiedy ich przeczytać. A zapowiada się tak ciekawie... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, że będą recki, bo uwielbiam czytać o książkach z którymi już miałem styczność :)

      Usuń
    2. Jak tylko się uporam z książkami do recenzji, to kto wie ;)

      Usuń
  8. Już czytałem wiele recenzji tej książki... i wszystkie z nich wychwalały tę książkę pod niebiosa. A Ty musiałeś lekko zachwiać tę tradycję tą 7 :P. No wiesz co :D?!
    Ale nic mnie do niej nie zniechęci, bo już Paulina mi mówiła, że na pewno mi się spodoba ;p. Tak więc nic tylko czytać :).

    Spokojnej nocy!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież 7 to bardzo dobra ocena :)
      Też uważam, że raczej Ci się spodoba, choć swoją głową nie będę za to ręczył :P

      Usuń
  9. Jestem ciekawa tej części, bo sama zaczęłam serię od "Zapisane w kościach". Trochę zaskoczyła mnie ta recenzja,bo spodziewałam się, że pierwsza część jest najlepsza(jak to często bywa):)

    recenzja "Zapisane.." już na moim blogu.Zapraszam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością wpadnę ;) Tzn. na bloga :)

      Usuń
  10. Eeee, marudzisz! To bardzo dobry kryminał jest! O!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie. Jesteś tu od tego, żeby doceniać dobre książki. Np. "Chemię śmierci". :P

      Usuń
  11. To jednak King jest ekspertem od grozy w małych miasteczkach i to się chyba nie zmieni;)
    Nie czytałam "Chemii śmierci". Jeszcze, bo jeśli kiedyś nadarzy się okazja, to sięgnę po tę powieść. Mam nadzieję, że mnie bardzo nie rozczaruje.
    A tekstami na okładce naprawdę nie można się sugerować;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już kilkakrotnie stałem się ofiarą okładkowych tekstów, więc powoli zaczynam przyjmować to do wiadomości :P

      Usuń
    2. No widzisz?
      Co do Twojego komentarza u mnie - jesteś aż tak denerwującą osobą? Czy chodziło Ci o coś innego?;)

      Usuń
    3. Tak, przyznam, że czasem potrafię skutecznie zepsuć humor :P

      Usuń
  12. Już kilkanaście razy widziałem tę okładkę w księgarni i w bibliotece, ale nic nie przekonywało mnie do sięgnięcia po nią. Jednak teraz wiem, że w przypływie wolnego czasu może przygarnę ją pod moją strzechę. Zapowiada się ciekawie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby Ci się nie spodobała to daj znać. Wskażę Ci jakiegoś kozła ofiarnego, którego będziesz mógł obwiniać :P

      Usuń
    2. ;> :D Się da zrobić :) Póki co, wciąż męczę się z "Czarodziejską górą". A może nie męczę tylko nie mogę się zabrać żeby do niej wrócić i skończyć ;)

      Usuń
  13. Mam wielką przyjemność ogłosić, iż zapraszam Cię serdecznie do zabawy blogowej o intrygującym tytule "55", w którą niedawno miałem zaszczyt się bawić.
    Więcej informacji pod...
    http://mejus250.blogspot.com/2013/04/55.html

    Pozdrawiam!
    Melon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, to już drugie zaproszenie do tej zabawy :) Być może w wolnej chwili popracuję nad tym ;)

      Usuń
  14. TYLE KSIĄZEK, TAK MAŁO CZASU NA WSZYSTKO :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz zacząć czytać już teraz. Jeżeli nie będą wydawane żadne nowe pozycje to gdzieś tak za 100 lat przeczytasz wszystkie, które są warte uwagi ;)

      Usuń
  15. Myślę, że kiedy uporam się z maturą to z pewnością sięgnę po książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam tę książkę na półce już z dobry rok. Właśnie zachęciły mnie opisy na okładce i sporo przychylnych opinii. Ale do tej pory nie mogłem się za nią zabrać. Będę musiał kiedyś wreszcie zacząć, szczególnie, że jak piszesz - czyta się to szybko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że recka w końcu się pojawiła :D

      Usuń