piątek, 10 maja 2013

Graham Masterton - "Dom Kości"

Witajcie moi drodzy, oto przed wami jedna z najgorszych książek jakie miały zaszczyt oglądać tego bloga, a prawdopodobnie także jedna z najgorszych, jakie kiedykolwiek pojawiły się na sklepowych półkach. "Dom kości" Mastertona to świetny przykład tego, jak można spartolić całkiem niezły pomysł na powieść. To także jedna z tych pozycji przez które czytelnictwo w naszym kraju stoi na tak niskim poziomie, oraz na cześć której w piekle zorganizowano specjalną imprezę okolicznościową.



Muszę jednakże przyznać, że książka straszy bardzo skutecznie: zaczynając od dialogów, poprzez styl autora, aż do bezsensownego zakończenia - szkoda, że zabrakło dreszczyku związanego z fabuła, bo mielibyśmy już komplet. Nie będę się dziś bawił w unikanie spoilerów, ponieważ mam nadzieje, że po tej recenzji nikt nie waży się sięgnąć po to "dzieło".



O czym więc jest "Dom Kości"? W ścianie pewnego budynku FBI, czy tam inna, równie ważna organizacja odkrywa kilkadziesiąt szkieletów - jedne mają kilkanaście lat, inne nawet ponad sto. Oczywiście detektywi bardzo się dziwią. Cyk - pierwszy rozdział na tym się  kończy. W następnym poznajemy Johna, niećpającą przyszłą gwiazdę rocka (co już samo w sobie jest nierealne), który to podejmuje pracę w agencji nieruchomości. W sumie gówno o nim wiemy, tyle samo nas obchodzi, a więź z bohaterem mamy oprzeć na tym, że autor gdzieś tam wspomniał, że John ma chorą matkę. Tyle aspektów obyczajowych. Od biedy mógłbym to wybaczyć, ze względu na mizerne rozmiary książki (jakieś 240 stron plus opowiadanie nawet niewarte wspominania), ale tego co dzieje się dalej mój malutki rozum już nie pojmuje.



Oczywiście John odkrywa tajemnicę swojego szefa, który stworzył prywatną listę domów, którymi nikomu nie pozwala się zajmować. Sam pośredniczy w ich sprzedaży i kategorycznie zabrania negocjowania w tej sprawie z klientami. Kim jednak byłby John gdyby nie wsadził w to swojego wścibskiego nosa? Od jednego absurdalnego zachowania do drugiego nasza niedoszła gwiazda popada w ogromne tarapaty w których główną rolę odegrają, uwaga: pradawne siły, druidzi, drewniana rzeźba z morderczymi zapędami, czy nawet pożerająca i "znikająca" ludzi ściana. Muszę powiedzieć, że jak na lekko ponad 200 stron atrakcji jest mnóstwo.



Do tego dialogi drętwe jak martwy chomik, bohaterowie bez wyrazu i najdziwaczniejsze zakończenie jakie ktokolwiek może sobie wyobrazić. Czytanie tej książki według mnie ma tyle samo sensu, co bieganie nago po mieście, okładanie się biczem i wykrzykiwanie przy tym II zasady dynamiki Newtona (Pierwsza i trzecia są spoko :)). Nie wiem jak mogę was jeszcze zniechęcić, ale mam nadzieje, że dość jasno wyraziłem swój pogląd - nie spodobała mi się :) 



Moja ocena to 3/10 

47 komentarzy:

  1. Zabij, ale czytając Twoją recenzję naprawdę zaciekawiła mnie ta książka, hahahahaha :D! I spróbuję jak już opróżnię swoją półkę z książkami do przeczytania to to spróbuję wynaleźć w bibliotece :P. Chcę sprawdzić, czy na serio jest taka zła :).

    Pozdrawiam!
    Melon

    PS: W sumie chyba najbardziej mnie zachęca okładka w tej książce, jest świetna :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAK!!! Jest w bibliotece :D. Ale jak na razie wypożyczona :).

      Usuń
    2. Haha, powiem Ci, że nawet przypuszczałem, że tak zareagujesz :P

      Usuń
    3. cholera... Ja się podpisuję pod Melonem! :D bo zaintrygowałeś mnie tą recenzją i NA PEWNO przeczytam tę książkę! :D

      Usuń
    4. Widzę, że najbardziej zachęcające są próby zniechęcenia :P

      Usuń
    5. Smutne, ale prawdziwe :D.

      Usuń
  2. Łukasz, Ty jasnowidzu! Wczoraj przeczytałam tę książkę! :) I mam dokładnie te same uwagi, co Ty. Choć jak dla mnie martwy chomik to za mało, by określić drętwotę.. Pośmiałam, co prawda, ale recenzji chyba pisać nie będę - strata cennego miejsca w internecie :) Wystarczy, że "chwaliłam się" na fb. Ale bądź co bądź niezły zbieg okoliczności - spośród 100 powieści Mastertona akurat tę samą czytaliśmy w tym samym czasie. Uch, złowieszcze! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokrewne dusze? :D

      W sumie czytamy ostatnio na tyle dużo, że w końcu musieliśmy trafić na tę samą książkę w podobnym czasie ;D Albo to spisek druidów :)

      Usuń
  3. I kolejna książka... ale tym razem mnie zaciekawiłeś. Sowicie obiecuję nie czytać, a jak zobaczę w bibliotece to wyrzucę i jeszcze napluję na miejsce, w którym leżała. A potem spalę regał. Bywa, to te słynne ofiary konieczne.

    Do mnie za to wleciała recenzja nowego Szada, o którą ostatnio pytałeś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź ze sobą wodę święconą. Albo spirytus. Jakoś trzeba odkazić miejsce na którym stała :P

      Usuń
  4. Twoja recenzja mi wystarczy na przygodę z tą ksiażka

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam podobne wrażenia po większości książek Mastertona ;-) Ale jestem twardy, czytam go dalej, kupuje dalej. Czemu? Bo od czasu do czasu coś mu się naprawdę uda, jak chociażby "Bezsenni", których pochłonąłem z wywieszonym jęzorem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że kiedyś czytałem coś od Mastertona i jakoś bardziej mi się podobało. "Bezsennych" nie czytałem, ale być może spróbuje, tym bardziej, że facet napisał chyba już ponad 100 książek, więc gdzieś tam musiała mu się trafić jakaś dobra :)

      Usuń
  6. To prawda, że ,,Dom kości'' nie powala na kolana, ale mnie osobiście się on podobał. Na plus uważam to, że autor nie starał się na siłę czynić z głównych bohaterów pewnych siebie supermenów, wręcz przeciwnie, nadał im cechy typowo ludzkie. Lubię też wątki ezoteryczne, więc też to trochę zaważyło, że moja ocena była znacznie wyższa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, niby Ci bohaterowie kierowali się jakąś tam logiką w swych działaniach, ale czasem podejmowali tak idiotyczne decyzje, że to aż nieprawdopodobne :)

      Usuń
  7. Jestem wredna, ale cieszę się z tej złej recenzji. Nie lubię Mastertona.
    I na pewno nie będę czytać jego książek;)
    Cała historia skojarzyła mi się z horrorem "Dom z kości", tam był chyba podobny motyw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, nie miałem przyjemności z filmem, ale jeśli trzyma poziom książki to serdecznie podziękuję :P

      Usuń
    2. Widziałam tylko fragmenty...szału nie ma;)

      Usuń
  8. A myślałam, że on pisze dobre książki. W sumie nic takiego sie niestało, bo Stephen King tez miał swoje wzloty i upadki. Ja do tego autora sie nie zniechecam, ale te dzielo omine.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. King i Masterton to nazwiska których nie powinno się stawiać obok siebie :) King jest mistrzem w swoim fachu, Masterton to rzemieślnik.

      Usuń
  9. Drewniana rzeźba z krwiożerczymi zapędami? Po takiej dawce grozy z pewnością bym nie zasnęła, jeśli trzymałabym w pokoju takie zakurzacze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, groza to nie jest najlepsze słowo :D
      Chociaż z drugiej strony mogę Cię zapewnić, że książka jest przerażająco słaba - to jedyny powód mogący pozbawić kogoś snu :)

      Usuń
  10. Przeczytałbym ją chętnie... gdyby była napisana tak lekkim i komicznym językiem jak Twa recenzja. Jednak ponieważ zbyt odbiega od mego gustu, a poza tym styl autora przypomina truchło chomika - odpuszczę. Po prostu papier toaletowy wolę kupować bezbarwny. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, mój humor jest dość specyficzny, więc ciężko mi wyczuć co ludzie lubią :) Cieszę się, że tym razem trafiłem ;)

      Usuń
  11. Książka może i beznadziejna, ale Twoja recenzja świetna, uśmiałam się :) Czytałam chyba ze trzy książki Mastertona i żadna nie była arcydziełem, teraz jestem nieco zniechęcona do twórczości tego pana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że Ci się podobała ;) Zaznaczałem, ze mój humor często nie jet najwyższych lotów, ale cóż - robię co mogę :)

      Usuń
  12. Jak na tak negatywną opinię, to ocena chyba trochę zawyżona :D Masterton na razie znany mi jest tylko z nazwiska, ale nie ukrywam, że zawsze kojarzyło mi się ono z jakimś wysokim poziomem lektury. A tu proszę, takie kwiatki. Długo jeszcze chyba tego pana nie poczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, jedynka jest tylko dla "Małego Księcia", a dwójki dla najsłabszych lektur. Ta jest leciutko ponad dwójką, bo da się ją czytać bez zwijania się z bólu i rozpaczy ;)

      Usuń
    2. Ty poważnie z tym Małym Księciem? No proszę Cię, Lucky, przecież to jedna z najwspanialszych książek jakie w życiu czytałem:)

      Usuń
    3. Śmiertelnie poważnie :) Pamiętam, że to jedyna książka po której bardzo długo nie potrafiłem się przełamać żeby sięgnąć po kolejną lekturę. Zniechęciła mnie do czytania, a to nie jest wcale proste. Pomijam już beznadziejne próby interpretacji i zachwytów nad nią na lekcjach polskiego, bo to dla mnie już był cyrk :)

      Usuń
  13. Nieźle się ubawiłam, za co serdeczne dzięki:) Wyżej opisany "utwór" czytałam już jakiś czas temu i przez cały czas zastanawiałam się po jaką cholerę ja dalej ją czytam? Siłą rozpędu zakończyłam i odetchnęłam z ulgą. Nędza totalna, jak większość dzieł Mastertona.
    Pozdrawiam Pana z poczuciem humoru niższych lotów:D:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc domyślam się, że nie uważasz jakobym sztucznie zawyzył ocenę? :D
      Cieszę się, że się uśmiechnęłaś. Traktuje to jak swój sukces ;)

      Usuń
  14. Planowałam kiedyś powrót do Mastertona, ale chyba się boję. Nie lubię martwych chomików.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden martwy chomik stada martwych chomików nie czyni jak głosi stare, polskie porzekadło ;) Być może pan Masterton napisał też coś przyzwoitego :)

      Usuń
  15. Chyba tym razem nie będziesz zawiedziony jeśli powiem, że nie przekonałeś mnie do książki. :d Na pewno nie przeczytam. Zastanawiam się jak to jest z tym Mastertonem, czytałem jedną książkę, o wampirach, i wypadła bardzo słabo. Co widzę jakieś recenzje w internecie, też słabo. Kurcze, aż się boje sięgać po jedną co mam na półce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj, z pewnością będziesz miał po tej lekturze wiele ciekawych przemyśleń :P Albo chory układ nerwowy. Jakby nie patrzeć - warto :P

      Usuń
  16. Uwielbiam Twój styl pisania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Mam nadzieje, że jak go w końcu doszlifuję, to osiągnę ten poziom do którego dążę :P

      Usuń
  17. Dość jasno wyraziłeś swój pogląd i to nie tylko na temat książki, ale również zasad dynamiki Newtona oraz przyczyn niskiego czytelnictwa w Polsce :D ale proszę Cię, nie pisz już takich recenzji, bo zacznę Ci życzyć samych miernych lektur :D
    o drętwych chomikach mam nadzieję więcej już u Ciebie nie czytać, gdyż chomik mojej siostry żyje już dość długo i... ech, smutny temat ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, myslę, że z tym chomikiem otarłem się już o granicę przyzwoitości :D

      Super, że Ci się podoba. Jeżeli recki słabych książek będą spotykały się z tak entuzjastycznym odbiorem, to pozostaje mi życzyć sobie tylko takich :P

      Usuń
    2. Mimo otarcia się o granicę przyzwoitości, aż tak źle jednak nie będę Ci życzyć - choć jak od czasu do czasu przeczytasz coś słabego, nie zapłaczę nad Twym losem :P

      Usuń
    3. Co do chomików - u mnie na wydziale jest jeden koleś od prawa karnego, który na każdych ćwiczeniach swoje wywody opiera na martwych chomikach, gwałconych chomikach, chomikach w lateksie...Śmiem twierdzić, że Ty nawet nie ujrzałeś granic przyzwoitości na horyzoncie :)

      Usuń
  18. Szkoda tylko czasu na takie ,,dzieła". Skutecznie mnie zniechęciłeś do książki:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Proponuję zrobić trochę researchu, zanim się będzie wypisywać takie głupoty. "Dom kości" to pierwsza z jak na razie dwóch książek dla dzieci i młodzieży, bawiące się konwencją i pomysłami z dojrzalszych powieści, np. "Zaklęci".

    Książkę bardzo polecam, tu inna recenzja z oficjalnej strony, autorstwa kogoś kto ewidentnie ma jakieś pojęcie o czym pisze:
    http://grahammasterton.blox.pl/2009/06/Recenzja-ksiazki-DOM-SZKIELETOW.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muahahaha, w końcu ktoś oburzony. Mój drogi anonimie, czekałem tu na Ciebie z niecierpliwością :)

      Otóż, chociaż to prawdopodobnie nie ma najmniejszego sensu postaram się odpowiedzieć na te straszliwe, raniące me serce i duszę zarzuty :D Otóż nie jestem fanem twórczości Mastertona, nie mam więc obowiązku znać jego całego dorobku. Popraw mnie jeśli się mylę. Kiedy idę do biblioteki nie siedzę też trzy godziny robiąc research, ale do tego widocznie niektórzy mają inne podejście :)
      Aha, blog i recka to rzecz subiektywna, więc moim skromnym zdaniem mam doskonałe pojęcie o czym piszę, a wolność słowa pozwala mi to robic tak długo jak będę miał na to ochotę. Dziękuję za uwagę ;D

      Usuń