środa, 12 czerwca 2013

"Jack Reacher: Jednym strzałem"


Film o Jacku Reacherze swego czasu zagościł na wielu blogach. Kilkanaście różnych recenzji wykreowało ogólny obraz całkiem przyzwoitego filmu akcji. Nie byłbym oczywiście sobą gdybym odpuścił jego obejrzenie. Myślę że nikt nie będzie obrażony, jeśli kilka słów o odczuciach związanych z tym seansem „wyprodukuję” także ja.

Rola główna przypadła hobbitowi, zwanemu też Tomem Cruise’m. Jego występ jest co najmniej śmieszny, jeśli odniesiemy się do prawie dwumetrowego książkowego bohatera i porównamy go ze 170-centymetrowym aktorem. Ok, to jeszcze mógłbym odpuścić – wzrost to przecież nie wszystko. Można być przecież nawet 150-centymetrową maszyną do zabijania, ale wszelkie podejmowane przez niego próby wyglądania na twardziela wydają się straszliwie naciągane. Cały kunszt aktorski Cruise’a opiera się na jednej minie – w dodatku nawet nie tak dobrej jak u innych pionierów kina akcji jak Seagal, czy Stallone. A walki? Cholernie śmieszne. Tom klepie zewnętrzną stroną dłoni w kolano o dwie głowy wyższego oponenta wyłączając go tym samym z akcji? Serio? Z przyjemnością wziąłbym od niego lekcję walki, ale osobiście uważam, że taki styl nie okazałby się zbyt efektywny w prawdziwym starciu.
Rozcięcie na policzku to jedyna rana jaką odnosi bohater. Więcej obrażeń odnoszę przy porannym goleniu...
No dobra, ale przecież to film akcji powiecie. Nie musi być realistycznie, powiecie? To po cholere producentom potrzebne były jakieś chore aspiracje? Teksty o wolności w Ameryce próbowano przeplatać teoretycznie realistycznymi walkami z kilkoma przeciwnikami i scenami snajperskimi, które z realizmem miały bardzo mało wspólnego.Część z tych dziwnych sytuacji mógłbym jeszcze zaakceptować, ale scena w której główny bohater otrzymuje cios kijem bejsbolowym w tył głowy, by po chwili z ochotą kontynuować walkę, kompletnie zniszczyła moje logiczne podejście do tego filmu. Skoro jednak nie silono się na realizm, to dlaczego nie pokuszono się o bardziej dynamiczną i efektywniejszą historię? Cały spisek przeciwko któremu walczył Reacher, składał się może z 7/8 ludzi, z których 5 było postaciami drugoplanowymi. Na dwie godziny filmu to troszkę za mało. 

Słówko o fabule. Zapowiadało się dobrze. Nie przeczę, że powoli wciągałem się w film, by na końcu okazało się, że to kolejny hollywoodzki schemat o ratowaniu biednej, cycatej białogłowy z opresji. Standard kina akcji. Nic nadzwyczajnego.
Związana kobieta, przemoc i broń, czyli idealna randka wg. Charliego Sheena.
I co tu jeszcze dodać? Wydaje się, że cały film zrobiono na siłę. Wygląda na to, że producenci mieli mnóstwo pomysłów, ale niestety żadnego nie trzymali się konsekwentnie. W dodatku do żadnego z nich nie pasowała wybrana obsada. Jeżeli miałbym zdecydować się na kino akcji, które ma w sobie cokolwiek ambitnego, obejrzałbym jeszcze raz „The Warrior”, a jeżeli chciałbym dynamicznej akcji, to już lepiej postawić na sprawdzonego Stallone’a  w „Bullet To The Head”, albo „The Expadnables”. „Jack Reacher” próbował być czymś po środku, ale wyszło  bardzo słabo.

Moja ocena to 4/10            

22 komentarze:

  1. Ja mam 152 cm wzrostu. I mogłabym być maszyną do zabijania, spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda kobieta mogłaby być maszyną do zabijanie. Was obowiązują zupełnie inne normy :)

      Usuń
  2. A mnie się wydaje, że bredzisz ;) A co do sztuk walki, to taki zasuszony dziadek z Szaolina potrafiłby Cię jednym palcem znokautować a wierzchem dłoni by Ci głowę odciął, więc to mnie nie raziło zupełnie. A film Dobry. 7/10 :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, ale poprównując sceny walki z innymi filmami akcji, to naprawdę bardzo przeciętnie to wygląda. Np. biorąc pod uwagę chociażby "Expendables" to sceny walki są równie realistyczne (może w Reacherze odrobinkę bardziej), ale za to o wiele mniej efektowne. Generalnie film mnie zawiódł i wynudził - być może przez to, że oglądałem go dość zmęczony- nie mam pojęcia.

      Usuń
  3. Miałem mieszane uczucia co do tej produkcji. Wahałem się, ale teraz się nie waham. Rezygnuje. Ten kij bejsbolowy przechylił szalę na jego niekorzyść.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, mógłbyś przetestować film sam - wtedy wiedziałbym, czy to tylko ja jestem taki wybredny. Wydaje mi się jednak, że są zdecydowanie lepsze filmy akcji :)

      Usuń
  4. Książki z Reacherem bardzo lubię i nie mogę przeboleć, że wybrali Cruise'a do tej roli. Takiego kurdupla? Filmu jeszcze nie widziałam, a z tego co tu piszesz, to nie mam, czego szczególnie żałować. Zostanę przy książkach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie książek nie czytałem, ale z tego co słyszałem, to ponoć są całkiem niezłe. Będę musiał sprawdzić.

      Usuń
  5. Ja, podobnie jak Jagna czytałam i bardzo lubię książkowego Reachera. I też byłam zdumiona i przybita, że wybrali Cruise'a. Zupełnie mi on nie pasuje na Jacke'a. Film obejrzałam i zdania nie zmieniam. Tom nigdy nie będzie dobrym Reacherem. Film moim zdaniem średniawka, ziewać nie ziewałam, ale szału nie było.
    Poważnie więcej ran odnosisz przy goleniu? Biedactwo:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwi faceci golą się siekierą. Stąd te rany :P

      Usuń
  6. Śmieszy mnie ten Cruise w roli słynnego Reachera :) Film zamierzam obejrzeć po przeczytaniu książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam ochotę przeczytać ksiązkę. Utwierdzę się w przekonaniu, że literatura przeważnie jest lepszym wyborem niż film :)

      Usuń
  7. Z tym realizmem bywa różnie. Czasem jego brak bardzo mi przeszkadza, a czasem jestem w stanie to zaakceptować i nawet dobrze się bawić (jak w przypadku filmów z serii "Szybcy i wściekli", które ostatnio poznaję;)
    Ale tego filmu i tak bym nie obejrzała. Jest tam Tom Cruise, którego nie darzę sympatią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Szybcy i wsciekli" to zupełnie inna klasa filmów akcji. Ze względu na Twój wpis aż sam nabrałem ochoty na obejrzenie najnowszej części :)

      Usuń
  8. Nie lubię Toma, a Twoja recenzja krzyczy głośno: nie spiesz się z seansem, Ann!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, zastanawia mnie kto lubi Toma? :) Tylu jest świetnych, młodych aktorów, że Cruise mógłby spokojnie usiąść już na ławce rezerwowych.

      Usuń
  9. Oj nie, jak na razie dziękuję za propozycje filmowe. Już nazbierało mi się sporo różnych produkcji, a nie chcę sobie ciągle psuć oczu :P.

    Pozdrawiam!
    Melon

    PS: Ty chyba nie potrafisz się golić... Czy Ty za każdym razem, gdy się golisz to skalpelujesz sobie połowę twarzy :P?

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam ostatnio "I dusza moja" Michała Cetnarowskiego i chyba wystarczy mi strzelanin na jakiś czas. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio mam dosyć Cruise'a na ekranie, więc raczej nie sięgnę po ten film. Już wolałbym sobie chyba odświeżyć pierwszą część MI:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeśli komuś podobał się film Uprowadzona, to i spodoba się Jack Reacher, obaj bohaterowie spuszczają przeciwnikowi ostre wpierdol przez cały film. Co do wzrostu Toma Cruise, to przywołam tylko J.C. van Damme (170 cm), S. Stallone (175 cm), C. Norris (176 cm) im wzrost nie przeszkadzał w spuszczaniu wpierdolu, wię argument uznaje za nie trafiony, tym bardziej, że kamera czyni cuda. Sam zanim dowiedziałem się ile wzrostu ma van Damme myślałem, że co najmniej 185 cm. Pamiętam jaka była krytyka jak do obsady Hitamana wybrano Timothy Olyphanta,a w mojej ocenie całkiem dobrze wypadł. Konstatując powiem tylko, że w dobrym tonie jest najpierw obejrzeć film, a później brać się za ocenę. Ja nie wiem kim jest niejaki Łukasz K., jemu się film nie podobał, a może jego ulubione produkcje to moda na sukces, stacyjkowo, lub m jak mdłości. Koleś o sobie napisał, ze lubi piłkę nożną, czytać książki jeść, o filmach nic nie napisał. To klasyczny socjopata, a Wy po jego recenzji na wiarę przyjmujecie, że film jest słaby. Nie bądzcie lemingami. siju

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakkolwiek wiem, że chciałeś mnie obrazić, to nie odpowiem w tym samym tonie, albowiem ostatnie zdanie szalenie mi się spodobało :) Dokładnie, nie bądźcie lemingami - każdemu podoba się co innego. Jednemu stacyjkowo, innemu Tom Cruise ;)
      Faktycznie, na filmach się nie znam - oglądam je dla przyjemności, a ten mi jej nie sprawił ;)

      Usuń
    2. Widzę, że komentarz na poziomie. I jeszcze się ten ktoś nie przedstawił ;)
      A ja za leminga się nie uważam, choć filmu nie obejrzę. A to dlatego, że nie lubię kina akcji, typu im więcej mordobicia i strzelanin tym lepiej :)

      Usuń