czwartek, 20 czerwca 2013

Kurt Vonnegut - "Kocia Kołyska"


Po raz drugi miałem przyjemność zetknąć się z literaturą w mistrzowskim wykonaniu Kurta Vonneguta. Mając w pamięci „Rzeźnię numer pięć” wiedziałem czego mniej więcej można spodziewać się po tym pisarzu. Śmiało mogę powiedzieć, że nie czuję się zawiedziony.

W „Kociej Kołysce” autor serwuje nam niesamowitą wizję końca świata, pełną groteski, ironii i nawiązań do świata nauki, polityki itd. Ten niesamowicie skonstruowany kocioł literacki tworzą 275 strony podzielone na aż 127 rozdziałów. Nie jest więc sztuką domyślenie się, że książkę pochłania się wręcz błyskawicznie. Nie myślcie jednak, że będzie tak łatwo – bez myślenia z Vonnegutem ani rusz. Jeżeli nie lubicie wysilać szarych komórek, podczas czytania nie dostrzeżecie nic, poza prostą historią sci-fi.

„Trzymajcie się z dala od człowieka, który pracował w pocie czoła nad rozwiązaniem jakiejś zagadki, rozwiązał ją i stwierdził, że nie jest mądrzejszy niż przedtem-powiada Bokonon.- Przepełnia go bowiem mordercza pogarda dla ludzi, którzy są równie głupi jak on, ale nie doszli do swojej głupoty równie ciężką pracą.”

Przejdźmy jednak do rysu fabularnego. Bohaterem jest Jonasz, pisarz zajmujący się właśnie tworzeniem swego dzieła pod tytułem „Dzień w którym nastąpił koniec świata”.  Początkowo ma to być powieść dotycząca naukowca Felixa Hoenikkera, jednego z twórców bomby atomowej, a w szczególności ma ona opisywać zachowanie doktora i jego najbliższego środowiska w dniu zrzucenia tej bomby na Hiroszimę. Szybko jednak okazuję się, że historia nie będzie tak prosta jak się wydaje. Na jaw wychodzi istnienie czynnika nazywanego lodem-9, substancji która po zetknięciu z wodą zamienia ją w ciało stałe. Śmiercionośny wynalazek Hoenikker powierza trójce swych dzieci – Angeli, Frankowi i Newtonowi. To właśnie w poszukiwaniu Franka nasz bohater trafia na wyspę San Lorenzo, utopijne miejsce rządzone przez dyktatora „Papę” Monzano.  


Kurt Vonnegut
San Lorenzo okazuje się niezwykle ciekawym miejscem. Wszyscy mieszkańcy tej wyspy wyznają bowiem bokononizm, religię utworzoną przez samozwańczego proroka Bokonona. Interesujący jest również fakt, że religia ta jest oficjalnie zakazana, a za jej wyznawanie grozi powieszenie na haku. Nie sposób w tej krótkiej recenzji opisać wszystkich założeń bokononizmu, ale najistotniejszy wydaje się fakt, że jego wyznawcy jak głosi okładka „przeciwstawiają się powadze i propagują kłamstwo jako środek do osiągania celów”. Warto w tym miejscu postawić pytanie: któż wśród nas tak naprawdę jest bokononistą?

"(...) więc wymyśliłem łgarstwo
I wszystko jest jak trzeba
I zmieniłem tę smutną wyspę
W istny przedsionek nieba"

Mimo mnogości poruszanych problemów szczególnie interesujące wydało mi się przedstawienie stosunków pomiędzy władzą dyktatora, a ludem wyznającym zakazaną religię. Żeby nie zdradzać wszystkiego powiem tylko, że nie były owe stosunki wcale tak oczywiste, jak mogło się początkowo wydawać. Tekst ten okazał się nawet niejako poradnikiem użycia religii w celach „państwowych”. „Swoista odmiana tyranii” jak pisze Vonnegut.

Cóż mogę więcej rzec, aby nie zdradzić zbyt dużo z fabuły? Chyba nic, mogę tylko polecić. Groteskowy, szalenie inteligentny i  nieprzeciętny tekst wart jest przecież polecenia każdemu czytelnikowi. Przy czytaniu zalecam jednak pełne skupienie.

" Ten szarlatan Bokonon powiedział, że "Bóg niewątpliwie stara się ich zgładzić, prawdopodobnie dlatego, że ma ich dość, powinni więc mieć na tyle dobrego wychowania, żeby umrzeć". Co też, jak widać, zrobili."


Moja ocena to: 8/10

16 komentarzy:

  1. Muszę tę książkę przeczytać. Uwielbiam bowiem, gdy pisarze umiejętnie posługują się groteską (patrz S. Mrożek). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to jest właśnie coś dla Ciebie. Mam nadzieje, że nie będziesz zawiedziony :)

      Usuń
  2. Słyszałam o tej książce wiele dobrego, ale nie miałam przyjemności z nią obcować i niestety w najbliższym czasie nie dam rady tego zrobić, bo mam inne priorytety czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka zaciekawiła mnie chyba nawet bardziej niż "Rzeźnia numer pięć", muszę się wziąć za czytanie klasyki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety nie znam twórczości tego pana, ale widzę, że dużo tracę. Zapowiada się ciekawie. Czasami warto zapoznać się z podobnymi tekstami, szczególnie tymi nieprzeciętnymi.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tracisz. Zacznij od opowiadań. Vonnegut jest mistrzem krótkiej formy.

      Usuń
    2. 275- stronicowa książka to niemalże krótka forma wypowiedzi :D

      Usuń
  5. Pełne skupienie? Cóż, rzeczywiście to z pewnością książka godna polecenia, ale na wakacjach wolę czytać coś mniej wymagającego... Wiem, taka mało ambitna jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, ża ja również szybko zacznę wstawiać recki jakichś lekkich pozycji :)

      Usuń
  6. Pan Kurt podobny trochę do znajomego kierowcy tira Pana Stasia. Kurczaki będę musiał coś w końcu przeczytać bo wydaje się dobre.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Jeżeli nie lubicie wysilać szarych komórek"... Hmmm, niech no ja się zastanowię :P... Ale chyba nie lubię, więc pozwolisz, że jak na razie pozostanę przy swojej niewymagającej myślenia literaturze :D.

    Pozdrawiam!
    Melon

    PS: Nie wiem kto wymyślał tę okładkę, ale według największego egokrytyka (czyt. mnie) jest ona beznadziejna ;P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie na to samo zwróciłam uwagę:) gdyby Łukasz tak ciekawie nie opisał, to na pewno ta książka odstraszyłaby mnie okładką:)

      Usuń
  8. Cóż za koszmarna okładka. W każdym razie - przymierzam się do tego autora od tak dawna, że sama już sama nie pamiętam od kiedy. "Rzeźnia..." czeka na półce. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakoś nie mogę się przekonać do tego autora. Może kiedyś... ;)

    OdpowiedzUsuń