czwartek, 6 czerwca 2013

Salman Rushdie - "Ostatnie westchnienie Maura"


„Ostatnie westchnienie Maura”, czyli podręcznik pisania pięknych książek. Zapewne większość zna mój mało wysublimowany i niemalże prostacki gust, więc recenzja tej pozycji może być dla niektórych małym zaskoczeniem. Sama decyzja o jej przeczytaniu była kompletnie spontaniczna (Rushdiego przecież poznać kiedyś trzeba). Chciałbym więc króciutko podzielić się z wami wrażeniami jakie to dzieło przyniosło emocjonalnej amebie, za jaką z dumą się uważam.

Rushdie przedstawił nam sagę rodzinną (bleh, wiem, że to już na starcie nie brzmi dobrze) rodu da Gamów (tak, tych da Gamów od odkrycia morskiej drogi do Indii) i Zogoibych. Główny wątek powieści to życie Moraesa Zogoiby’ego, zwanego też Maurem. Właśnie w momencie pojawienia się tego bohatera na scenie, akcja wreszcie nabiera odpowiedniego tempa.

Co więc może być w takiej książce ciekawego? Kilka rodów, sporo istotnych dla fabuły postaci, powolna akcja, same nudy? Otóż nie. Rushdie zrobił coś niesamowite sprawiając, że książka mimo poetyckiego języka potrafi cholernie wciągnąć. Nie ukrywam, że dużą rolę w tym względzie odegrał zapewne motyw fantastyczny (bohater z ręką-młotem, który starzeje się dwa razy szybciej niż powinien), multum ciekawych wydarzeń (wojna gangów, morderstwa, spiski), a przede wszystkim świetne kreacje bohaterów (Aurora, Abraham, „żelazny” Sammy Hazare)

Szczególnie charakterystyczne okazało się tworzenie bohaterów, których praktycznie nie sposób polubić. Każdy z nich ma swe szczególne wady, których nie da się nie dostrzec. Swoją drogą główny bohater często zachowuje się jak kompletny idiota, co świetnie kontrastuje z poetyckim językiem Rushdiego. W ten sposób karty powieści zapełniają dominująca matka, żydowski handlarz kokainy, który porzucił swą wiarę, malarz-ćpun, wszelkiej maści zboczeńcy, mordercy i terroryści, czyli śmietanka bombajskiej społeczności. 

Do tego warto wspomnieć o świetnym, ironicznym poczuciu humoru Rushdiego. Zdarzały się momenty w których zwyczajnie parskałem śmiechem. Przedstawiony w „Ostatnim westchnieniu Maura” humor spodoba się szczególnie tym, których zachwycił „Paragraf 22” Hellera. Niestety żarty zdarzają się tylko okazyjnie, a cała fabuła ma zdecydowanie smutny rys. Dopiero zakończenie, mimo mnogości interpretacji, stanowiło dla mnie promyk nadziei.  

Znając jednakże gust czytelniczy wielu z was śmiało mogę przypuszczać, co w książce nie spodoba się dużej rzeszy czytelników. Po pierwsze są to poetyckie opisy, które atakują nas z każdej strony i o ile dla mnie były uspakajające i czytałem je z nieskrywaną przyjemnością, to wielu zwyczajnie będzie się przy nich nudzić. Drugą wadą jest mnóstwo nawiązań kulturowych. Sam nie znam kompletnie indyjskiej kultury, a wiec takowych nawiązań wyłapałem zaledwie kilka. Szczególnie istotne jest to wobec  wady trzeciej – niesamowitego zamieszania. Do aspektu kulturowego dochodzą bowiem politycy (Indira Ghandi, Jawaharlal Nehru itd.), mieszanie się religii (muzułmanie, hindusi, chrześcijanie), czy też kwestia kolonializmu. Jeżeli do tego dorzucimy wątki obyczajowe, to mamy prawdziwy kocioł literacki, w którym jednakże Salman Rushdie świetnie się odnajduje.

Nie jest to więc książka łatwa, lekka i przyjemna. Czyta się ją raczej powoli, ale za to z ogromną satysfakcją. W dodatku uspokaja lepiej niż prozac. Jeżeli podobają się wam książki Coelho (w porównaniu z nim Rushdie jest jednakże kilkanaście poziomów wyżej), lubicie sagi rodzinne i powieści obyczajowe, interesujecie się kulturą indyjską - jest to pozycja obowiązkowa. Reszcie mogę tylko polecić, chociaż nie jest to książka z serii – „Wow, zajebiście się bawiłem”, ale raczej „Hmm, to ciekawe, muszę nad tym pomyśleć”.    

Moja ocena to 7/10

22 komentarze:

  1. "wszelkiej maści zboczeńcy, mordercy i terroryści, czyli śmietanka bombajskiej społeczności" ten fragment jest przekonywujący;P

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż zaintrygowałeś mnie, a że człowiek powinien w życiu wszystkiego spróbować, pewnie i ja się kiedyś skuszę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze nie lubię poetyckich opisów, metafor itp. Działa to na mnie, jak płachta na byka, aczkolwiek z drugiej strony czasem nie taki diabeł straszny, jak go malują, więc może się przełamię, gdyż zaciekawiły mnie wspomniane przez ciebie multum ciekawych wydarzeń m.in. wojna gangów, morderstwa, spiski, dlatego chyba dam tej pozycji szansę. W razie czego zgłoszę się do ciebie z reklamacjami :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, jestem gotów je przyjąć ;) Też początkowo bardzo się bałem tych opisów, ale po kilkunastu stronach można do nich przywyknąć ;)

      Usuń
  4. Hmm...jakoś chyba podziękuję. Jeśli już zaczynać czytać Rushdiego, to od "Szatańskich wersetów" i pewnie tak zrobię jak najdzie mnie na niego "ochota" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz się czuć nominowany ;)
      http://playitoncemoresam.blogspot.com/2013/06/liebster-blog.html

      Usuń
  5. Rushdiego czytałam tylko "Szatańskie Wersety" i przyznam, że tak jak zachwycił mnie jego styl, te piękne porównania i poetycka narracja, tak fabuła mnie zamęczyła. Nigdy nie dałam Rushdiemu drugiej szansy, ale skoro tak zachwalasz... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, prawdopodobnie sięgnę po "Szatańskie Wersety", ale najpierw muszę się ponownie "schamić" jakimś Wędrowyczem, fantasy, albo kryminałem :P

      Usuń
  6. "(...)karty powieści zapełniają dominująca matka, żydowski handlarz kokainy, który porzucił swą wiarę, malarz-ćpun, wszelkiej maści zboczeńcy, mordercy i terroryści" - saga rodzinna powiadasz? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ludzie mają różne rodziny :P

      Usuń
    2. Nie no świetne i cała twoja recenzja Łukaszu, Wiedźma zmieściła w jednym zdaniu :)

      Usuń
  7. Książka wygląda przyzwoicie ale tylko ze względu na walory historyczne. Pewnie przeczytam bo jestem ciekawy co tam autor o tej familii napisał.

    OdpowiedzUsuń
  8. Za dużo tego wszystkiego w jednej książce... W ogóle, jak można połączyć bohaterów wymienionych powyżej przez Wiedźmę z poetyckimi opisami? Zadziwia mnie ten autor;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakoś nie po drodze mi z Rashdim, nie lubię tego typu literatury. Ale jak widzę, na tego trochę zapomnianego trochę pisarza, nastała znowu moda. Wszystko za sprawą ukazania się po jakiś 20 latach wznowienia "Szatańskich wersetów". Ja na szczęście pozbyłam się tego "zacnego" tomiszcza z lat 80., którym zostałam uszczęśliwiona na siłę. Podobnie zniknął z mej półki "Paragraf 22" i inne koszmarki typu Kosiński czy Singer. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Paragrafu" na Twoim miejscu raczej bym się nie pozbył :D

      Usuń
    2. To był jednak "Ostatni rozdział, czyli Paragraf 22 bis", ale byłam blisko :P

      Usuń
  10. Saga rodzinna - nie odmówię :) Poetycki styl? To może niekoniecznie, ale książka i tak brzmi interesująco. Chciałam zacząć znajomość z Rushdiem od "Szatańskich wersetów" ale "Ostatnie westchnienie Maura" też może być ciekawe.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam planowałem zaczynać od "Sztańskich wersetów", ale jak zobaczyłem książkę na półce w biliotece, to spontanicznie złapałem i już nie chciałem jej odkładać :P Warto było ;)

      Usuń
  11. O książce słyszałam i nie ukrywam, że bardzo korci mnie jej fabuła, choć, jak wspomniałeś, saga rodzinna raczej na wstępie odrzuca. Co do poetyckich opisów - jak najbardziej! Że nie łatwa? Tym lepiej, nie lubię książek, które pisane są pod ludzi, co to zamiast mózgu mają papkę od Gerbera. Trzeba będzie wydziergać trochę czasu dla Maura w przyszłości :)
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi tam i ta papka czasem bardzo smakuje :) Wszystko zależy od tego na co się ma aktualnie ochotę.

      Usuń
  12. O_o... Co Ty czytasz :D!? Zgiń, przepadnij ;P!

    Ale ja podziękuję za tę pozycję, gdyż... no, nie oszukujmy się... mam ciekawsze książki :D. Jednak recenzję czytało mi się miło, jak zawsze :).

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń