niedziela, 21 lipca 2013

"Evil Dead"


Oh jej, oh jej, jak ja długo nie pisałem :( Wiem, że z tego powodu wielu z was wypłakiwało sobie oczy w ostatnich dniach, więc postanowiłem, że najwyższy czas sporządzić choćby króciutką notatkę. Równocześnie pragnę podkreślić, że moja tymczasowa, obniżona aktywność wynikała tylko i wyłącznie ze słodkiego, kochanego lenistwa. Skoro nudną część mamy już za sobą pragnę państwu przedstawić film. Tak, wiem, że dawno nie było nic o filmach, ale mam nadzieje, że w najbliższych dniach będę mógł część z tych zaległości naprawić (chyba że nastąpi apokalipsa, wybuchnie wojna, lub wystąpi jakakolwiek pomniejsza klęska żywiołowa). Oto „Evil Dead” znane wśród sandałowo-skarpetowej części ziemskiej populacji jako „Martwe Zło”.

Okładka z poradnika: "Jak witać męża wracającego do domu o 4 rano"
Nie powstrzymam się oczywiście od zaspojlerowania wam fabuły tego, jak głosi okładka, najbardziej przerażającego filmu. Ta jest szalenie ambitna. Grupka nastolatków znajduje tajemniczą księgę. Któryś z nich okazuje się nieprzeciętnym idiotą i mimo wyraźnego zakazu, rozpoczyna z ochotą jej lekturę. Wszystko byłoby pięknie gdyby w środku nie mieszkał demon, duch,  potwór, czy inna cholera. Ta oczywiście dzięki tajemniczej mocy nieświeżego oddechu czytającego, uwalnia się i zaczyna hasać po okolicy. Dostajemy więc klasyczną historię, bez większej głębi, dobrze znaną i przerobioną w wielu horrorowych produkcjach.

Uwaga! Ekstremalny piercing może spowodować zeza i problemy z cerą
Wiedząc już, że fabułę możecie potłuc o kant dupy (albo jakiś inny kant), przejdźmy do meritum. W celu dokładniejszego określenia potencjału tego filmu, należałoby dokładnie wyliczyć częstotliwość fajdania w portki. Oceniając stan bielizny po seansie z przykrością stwierdzam, że mogło być lepiej. Pierwszy bączek przerażania, który reżyser zaserwował nam na początku, niestety nie przeradza się w nic więcej w trakcie trwania filmu. Po raz pierwszy od dawna, faktycznie dane mi było przestraszyć się dość porządnie, ale napięcie z czasem spadało, by na końcu przerodzić się w przewidywalne do bólu oczekiwanie na pojawienie się tytułowego „Zła”. 

"To nie tak jak myślicie, ja tu tylko robię kanapki" 
Przyznaję jednak, że miłośnicy krwawego kina nie będą zawiedzeni. I choć stwierdzenie, że poziom brutalności zakrawa na absurd, byłoby dużym niedopowiedzeniem, to wszelkie „krwiste” sceny oglądałem z ogromną przyjemnością. Rzucając troszkę światła na to o czym przed chwilą pisałem, wspomnę tylko, że dostajemy tu amputacje kończyn, rozcinanie sobie twarzy, zabawy siekierami, nożami, pistoletem do gwoździ itd. Jest z czego wybierać ;) Realizacja jako tako daje wiec radę.

Joseph Fritzel ma już przygotowaną piwnicę. A czy Ty zrobiłeś/aś już swoje przetwory na zimę? 
Podsumowując – „Evil Dead” to film w którym krew leje się strumieniami, będący kalką oryginalnej koncepcji towarzyszącej twórcom horrorów od niepamiętnych czasów. Bez piwa raczej nie ma sensu do niego zasiadać, ale w przeciwnym wypadku jest jak najbardziej strawny, szczególnie na długi, letni wieczór. Mit o jego straszności niestety można wsadzić między bajki (chyba że to nasz pierwszy horror w życiu, lub boimy się widoku krwi), ale obejrzeć z pewnością można. Dla mnie było to całkiem przyjemnie spędzone 1,5h. (Tak, recenzja powstała tylko po to bym mógł wstawić te ohydne screeny) 


Moja ocena to 6/10

Ps. Uprzedzając rzesze specjalistów: Tak, wiem, ze to miał być pastisz.

54 komentarze:

  1. Jesteś mistrzem podpisów pod obrazkami. Ostatni mnie dobił :D (ciekawe, co by na to powiedzieli pomysłodawcy bodajże warszawskiej piwnicy u Fritzla:)
    PS bączek przerażenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, dzięki :D
      Jeśli kiedyś będę musiał otwierać lokal nazwę już mam ;)

      Usuń
  2. Lipiec jest u mnie zdecydowanie miesiącem filmów lekkich, łatwych i przyjemnych, więc Martwe zło zdecydowanie odpada :P Obrzydliwe te zdjęcia, ale te ostatnie śmieszne trochę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś jak im się przyglądam, to bawią mnie wszystkie :P

      Usuń
  3. Nie lubię horrorów, w których wylewa się hektolitry krwi. Wolę jakieś nadprzyrodzone zjawiska, element zaskoczenia itd. Screeny z filmu bardziej mnie rozśmieszyły niż przeraziły (szczególnie nr 4). Ale może takie miało być zamierzenie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tyle że z tymi nadprzyrodzonymi zjawiskami ostatnio jest straszna posucha, więc biorę co jest ;)

      Usuń
    2. Dlatego ostatnio oglądam mało horrorów :P

      Usuń
  4. Nie lubię tych krwawych horrorów. Lejąca się farba, ketchup czy lakier do karoserii nie robi na mnie wrażenie, choć przyznam, że oglądając thriller trochę poruszyła mnie ta istotka śpiewająca pod klapą do piwnicy. Osobiście wolę horrory, w których nagle muzyka cichnie i wiesz, wiesz doskonale, że zaraz coś Cię zaatakuje z ekranu, a gdy to COŚ już się dzieje i tak się wzdrygasz. Osobiście najbardziej nienawidzę horrorów z lalkami i małymi dziećmi w rolach głównych; zdecydowanie potrafią zasponsorować mi niespokojną noc. A co do fabuły - w kinie tego gatunku raczej o nią trudno. Ja chwilowo mam ochotę obejrzeć The Cojuring (Obecność), myślę, że może być niezły. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Horrory z lalkami? Masz na myśli "Chucky", czy może powstała jakaś inna produkcja o której nic nie wiem?

      Usuń
    2. Mnie też lalki przerażają. No i było ich całkiem sporo :) Tak na pierwszy rzut to przychodzi mi do głowy azjatycki "Doll master", wprawdzie oglądałam go kilka lat temu, ale pamiętam go dobrze do tej pory, więc chyba musiał być niezły :) I jeszcze "Martwa cisza", choć ten już nie miał tego klimatu, jaki dają azjatyckie horrory :)

      Usuń
    3. Z chęcią obajrzałbym "Doll Master", ale nie mogę go nigdzie znaleźć. To film-widmo :P

      Usuń
    4. Wujek Google mówi, że polski tytuł to "Lalkarz", może spróbuj znaleźć w tej wersji :P Warto :)

      Usuń
  5. Czy Ty jesteś normalny??? Jest trzydzieści minut po północy, wszyscy u mnie śpią, zaraz muszę przejść przez cały dom, żeby pójść się umyć, potem muszę jakoś zasnąć, a Ty mi tu wrzucasz takie cudowne screeny :D? Nienawidzę Cię. Powinienem to dorzucić jako kolejny punkt do tego co pisałem u siebie ;p.

    Pozdrawiam i życzę Ci miłych snów... bo ja ich mieć nie będę :P!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeej, najpiękniejszy post jaki ostatnio czytałem :D Jak ja kocham być nienawidzonym :P
      Czyli w przyszłości mam wrzucać więcej screenów? Ok, pomyślę nad tym ;)

      Usuń
    2. Post czy komentarz :D?
      No cóż, każdy ma swój fetysz, prawda ;)?
      Hahaha, czyli mam rozumieć, że mój przekaz do Ciebie nie dotarł, spoczko, zapamiętam na przyszłość i będę treściwiej na Ciebie wrzeszczał :P.

      Usuń
  6. Nie straszą mnie takie filmy ani odrobinę, a poza tym za serią "Martwe zło" nie przepadam, więc raczej odpuszczę sobie seans. Lepiej pobać się przy jakimś ghost story, najlepiej azjatyckim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, a ja kompletnie tej serii nie znałem, ale chyba zbyt dużo mi nie umknęło ;)
      Co do ghost story: czy oprócz "Ringa" i "Shuttera" mogłabyś mi coś jeszcze polecić?

      Usuń
    2. Zdecydowanie Japończycy moim zdaniem przodują w najlepszym ghost story. Polecam moje ulubione "Nieodebrane połączenie", ale tylko pierwsza część, reszta to porażka. "Klątwę" również warto obejrzeć i "Dark Water", ale ten ostatni ma nieco mniej grozy w sobie, bo bardziej skupia się na wątkach społecznych. Miłego seansu :)

      Usuń
    3. O widzisz, być może nawet uda mi się któryś z tych tytułów zrecenzować ;) Dzięki :)

      Usuń
    4. Ooo, "Klątwa" mnie wystraszyła prawie na śmierć :) Za to "Nieodebrane połączenie" oglądałam z braćmi, którzy mają zwyczaj śmiać się w najmniej odpowiednich momentach, więc seans był raczej komediowy niż straszny... :)

      Usuń
    5. To czekam na recenzje :)

      Kasiu, może spróbujesz kiedyś jeszcze raz obejrzeć, tym razem w odpowiednich warunkach :) Mnie ten film wystraszył, jako jeden z nielicznych horrorów w ogóle.

      Usuń
    6. Raczej już to nie wypali, bo pewnie będę sobie przypominać ich komentarze ;) Za to jako najstraszniejszy zapisał mi się w pamięci "Shutter", tylko w wersji oryginalnej, azjatyckiej, bo ta amerykańska to woła o pomstę do nieba...

      Usuń
  7. Aj tam się nie znacie, dobry klasyk tylko na dobranoc, a i tak śpię jak zabity :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom, też nie narzekam na problemy z zasypianiem :D Trudniej jest z wstawaniem :P

      Usuń
  8. Twoje komentarze mnie rozwalają xd.
    A co do filmu.. już sama okładka nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie zwróciłem uwagi, ale fatycznie, plakat nie należy do najlepszych :/

      Usuń
  9. Martwe Zło stanowiło zawsze połączenie horroru z komedią, w remake'u podobno wszystko jest bardziej na poważnie, zgodzisz się z tym stwierdzeniem? Filmu jeszcze nie oglądałem, ale na pewno w najbliższej przyszłości to zrobię - od czasu do czasu (choć z przykrością stwierdzam, że coraz rzadziej) mam ochotę na odrobinę bezpardonowej masakry :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi porównać, czy poprzednie części były bardziej humorystyczne, gdyż niestety nie miałem okazji ich obejrzeć :( Tutaj jednakzbyt wielu żartów nie doświadczyłem (albo nie mam poczucia humoru ;)).

      Usuń
  10. Widziałam i najbardziej przestraszyła mnie scena z ostatniej fotografii, kiedy ów białogłowa wątpliwej urody poczęła wyzierać spod piwnicznej klapy, skrzecząc coś trzy po trzy. Ten film to chyba takie ostatnie podrygi w mojej horrorowej fascynacji, odchodzę od nich coraz dalej, chyba dojrzewam w końcu, bo ostatnio często wybieram melodramaty, gdzie mogę uronić kilka, ewentualnie kilkaset łez wielkości grochu i smarknąć sobie solidnie co pół godziny (czyt. Trzecia Gwiazda, Inseparable (krótkometrażówka z 2007, acz bardzo dobra) czy Pokuta (tak, wspólnym mianownikiem jest niejaki Benedict Cumberbatch, i wcale nieprzypadkowo, bo śmiem twierdzić, że jest to jeden z lepszych, jeśli nie najlepszy, aktor ostatnich lat). No, to będzie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że kompletnie o mnie nie zapomniałaś ;D Melodramaty też się przydadzą, bo moja kochana rodzicielka ostatnio często marudzi, że obejrzała by coś takiego ;)

      Usuń
    2. Ja o nikim nie zapominam xD No to Trzecią Gwiazdę polecam, bo film wyjątkowo łzawy jest, ale dobry. Bardzo dobry.

      Usuń
  11. Przyznaję, tego filmu nie widziałam. W sam raz na romantyczny wieczór z chłopakiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohh, tak, wątek romantyczny z całą pewnością jest tutaj kluczowym elementem :P

      Usuń
  12. Obawiam się, że jedyna klęska żywiołowa jaka nam grozi to kolejny napad lenistwa :P

    Bardzo przyjemny film i niezwykle urokliwe zdjęcia, jednakże największą wartość tego postu stanowią walory edukacyjne - już wiem jak witać męża i by uważać na piercing :P

    Ogólnie to nie rozumiem, co przyjemnego jest w takich filmach, ale niestety jestem chyba w mniejszości ;) dla mnie takie seanse to prawdziwy horror :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym witaniem męża, to nie bierz tego za bardzo do siebie :P

      Usuń
    2. Robisz mi mętlik w głowie, to to nie są rady ogólnoludzkie? :P

      Usuń
    3. Ogólnoludzkie - oczywiście. Jednakże dla pewnych osób i "mężów" należy robić wyjątek ;P

      Usuń
    4. To rozumiem, że zamierzasz regularnie wracać do domu o 4 rano?? ;P

      Usuń
    5. No właśnie, zamierzam regularnie wracać :P Powinnaś częściej dostrzegać pozytywy ;)

      Usuń
    6. Masz rację :) w takim razie nie będę się o Ciebie niepotrzebnie martwic i sama będę wracać do domu o 5 ;P

      Usuń
  13. Nieee...Ziombiaki, horrory...na jakim Ty się podwórku bawiłeś?;> A gdzie piękne filmy o miłości, czy tez inne wiekopomne dzieła mówiące o ludzkim trudzie i znoju? ;]

    Ok, to był żarcik :)

    Ale i tak podziękuję za to całe "...zło"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholerka, rzeczywiście patrząc na tego bloga wygląda jakbym miał strasznie trudne dziciństwo :P

      Usuń
  14. Generalnie film mało ambitny, nie mniej jednak na tle tego co twórcy horrorów serwują nam od dłuższego czasu wypada całkiem przyzwoici. Osobiście do tego typu filmów zawsze podchodzę z małym dystansem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Oglądałam. I powiem szczerze, że dawno się tak nie uśmiałam :D Ten film był po prostu zabawny :D Obcinanie ręki za pomocą maszynki do krojenia mięsa... Klasyk!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ach, miałam nadzieję, że to coś lepszego. No ale dla rozrywki może kiedyś obejrzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadzam się z Kasią: jesteś mistrzem podpisów pod obrazkami. :D

    Lektura notki upewniła mnie, że tego filmu nigdy nie obejrzę. Mimo iż walory edukacyjne są niezaprzeczalne. W moim małżeństwie to ja jestem z tych wracających o czwartej rano. Nie będę szkolić męża. :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Widziałam oryginał, na remake też mam ochotę, więc z pewnością obejrzę. Screeny mi się podobają, choć sama staram się takich nie zamieszczać, bo ludzie oskarżają mnie potem o to, że chcę ich przyprawić o atak serca ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie oskarżenia poczytywałbym sobie za sukces :P

      Usuń
  19. Ej, no... ja tu się ze śmiechu popłakałam :)
    Bączek przerażenia xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze śmiechu? A to miał być taki wzruszający post ;)
      Tylko wiesz, z tym śmiechem to ostrożnie, bo jak powszechnie wiadomo są różne rodzaje bączków ;D

      Usuń
    2. Ah, wybacz. Blądynką jestem, żaluzji nie załapałam! ;)
      Bączek bączkowi nierówny... ale cicho... bo ja w pracy jestem... jeszcze jaki usłyszy i się wymknie niepostrzeżenie... :P

      Usuń
    3. Dopóki nie zrywa czapki z głowy przebywającej najbliżej Ciebie osobie, jest ponoć dozwolona jego hmm, defragmentacja :P

      Usuń
    4. Pozwolę sobie jednak nie testować tegoż sposobu... ;)

      Usuń