czwartek, 4 lipca 2013

Jean-Christophe Grange - "Przysięga Otchłani"


Z góry przepraszam za to, że blog staje się dość monotematyczny, ale czytanie wciągnęło mnie na tyle, że niemal straciłem ostatnie okruszki wolnego czasu przeznaczone na oglądanie filmów. Na szczęście trafiłem bardzo dobrze wybierając wakacyjne lektury. Wszystkie przeczytane jak dotąd książki okazywały się cholernie dobre. Muszę powiedzieć, że nie inaczej jest z „Przysięgą otchłani” Jean-Christophe’a Grange’a (dobra, przyznaję, nie mam pojęcia czy dobrze faceta odmieniłem :< ) . Tak jest, to znów thriller/kryminał. Znajcie moje dobre serce – wspomniałem o tym fakcie na samym początku, żeby niezainteresowani kryminałami  mogli wrócić do swych ciekawszych zajęć (chociaż trudno mi sobie wyobrazić zajęcie ciekawsze niż czytanie mojej recenzji :))

Przejdźmy jednak do sedna. Historia w dużym skrócie (książka ma 600 stron, więc jest co skracać) prezentuje się tak: policjant z Paryża (takie malutkie miasteczko we Francji) próbuje popełnić samobójstwo. Jak wiadomo Francuzi oprócz wina nie zrobili nigdy nic dobrze, więc facet daje ciała. Zamiast porządnie się utopić zapada w śpiączkę. Jego kolega, a nasz bohater – Mathieu Durey – postanawia przeprowadzić śledztwo. Z jakiego powodu zapytacie? Ano topielec był ponoć strasznie religijny, więc Durey nie za bardzo wierzy w wersję z samobójstwem. Podążając tropem ostatniej sprawy swego kolegi, Mathieu wpada na trop sekty – czcicieli diabła, morderców, fanów Justina B i pozostałego niebezpiecznego dla reszty świata elementu.

„Diabła?” – wychwycili zapewne co bardziej spostrzegawczy z was. Ano tak, w całą akcję zamieszany jest również władca piekieł, kłamca, niszczyciel, ojciec chrzestny posłów do polskiego parlamentu. Choć Durey nie wierzy w udział szatana w morderstwach, wszelkie tropy wskazują na jego inspirację. Cholera, przez długi czas sam wierzyłem w udział siły wyższej w tych morderstwach – ten element fabuły Grange przedstawił znakomicie (okraszając go zresztą małym opętaniem). Mam świadomość tego, że w tym momencie wszyscy, którzy choćby zahaczyli nosem o książki Kinga są już zainteresowani (słusznie), ale na tym nie skończę. Jeszcze chwilkę was pomęczę.

Przejdźmy do mniej istotnych rzeczy, czyli wad. Literówki – wyjątkowo sporo. Zdarzały się czasem momenty w których zastanawiałem się o co ma chodzić w przeczytanym wcześniej zdaniu (na szczęście niezbyt często). Numer dwa – okładka mogłaby być ciut lepsza. Łapa w wodzie nie wydaje mi się szczytem kunsztu ze strony grafików. Numer trzy – troszkę nudny początek. Przez pierwsze 50 stron zdarzało mi się troszkę poziewać. Jednakże…

…wady te są niczym w zestawieniu z zaletami. Akcja jest dość porywająca, czyta się bardzo dobrze, zagadka intryguje, ale co najważniejsze – mało jest kryminałów z Lucyferem, Belzebubem i Asmodeuszem w rolach głównych. I nawet mimo tego, że trudno książkę Grange’a uznać za doskonałą, to z nieskrywaną radością stwierdzam, że okładkowe porównanie Francuza do Harlena Cobena wcale nie jest na wyrost. Polecam, naprawdę warto poznać tego autora, a „Przysięga otchłani” jest całkiem niezłym pomysłem na początek.     

Moja ocena to 7/10

44 komentarze:

  1. Książki nie znam, o autorze też chyba nigdy nie słyszałam, ale każda wzmianka o thrillerach czy kryminałach zwraca moją uwagę, więc "Przysięgę otchłani" muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością przeczytałbym Twoją opinię :) Myślę że byłaby diabelnie dobra ;)

      Usuń
    2. No, po takim komplemencie, to będę musiała tę książkę zrecenzować :)

      Usuń
  2. Szkoda, że początek jest nudny. Wiele osób przez to się może zniechęcić. No i te literówki. Ech.., ale myślę, że mimo tych wad warto dać tej pozycji szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że jak najbardziej tak. Zresztą niewielu jest, mam nadzieje, czytelników którzy zniechęcają się już po 50 stronach ;)

      Usuń
  3. Nie czytałam "Początku otchłani". Zawiodłam się na jednej z książek Grange'a (nie wiem czy dobrze odmieniłam :P) i jakoś przeszła mi ochota na tego autora. Taki skwar za oknami, że może dobrze byłoby poczytać o Lucyferze i jego kolegach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na jakiej konkretnie? Przede mną jeszcze "Lot bocianów" tego autora, więc będę mógł zweryfikować umiejętności francuskiego pisarza ;)

      Usuń
  4. Ja od dawna wiedziałem, że szatan maczał palce w karierze Justina B.! Książkę jednak mimo ciekawej fabuły sobie odpuszczę, nie cierpię bowiem literówek, które zawsze niemiłosiernie mnie irytują. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę ukrywał - niestety parę tych literówek się trafiło w moim wydaniu, choć nie sądzę, żeby to była aż tak znacząca wada ;) Irytujące? - Owszem, momentami tak, ale książka i tak daje mnóstwo radości ;)

      Usuń
    2. Skreślać autora z powodu literówek?:| To tak jak dać dziewczynie kosza widząc tylko jej brzydsza siostrę. Nie ładnie Panie Macieju :P

      Usuń
    3. O to to, dobrze pan mówi panie Arku ;D

      Usuń
    4. Lepiej skreślać autora z powodu literówek, niż omijać jego twórczość bez powodu. :3

      Usuń
    5. Hmm, niby też prawda :d Ależ ja dzisiaj jestem zgodny :P

      Usuń
    6. Ale literówki, to nie wina autora tylko nieudolnej korekty na poziomie naszego wydawnictwa, więc to jeszcze większa niegodziwość :P

      Usuń
  5. Grange jest genialny, a porównanie go do Cobena jest trochę krzywdzące, bo uważam, że jest o niebo lepszy. Purpurowymi Rzekami całkowicie mnie oczarował. W tym przypadku uważam, że też będzie podobnie. Pozycja obowiązkowa.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Teraz jakoś nie mam ochoty na kryminały, chociaż ciekawi mnie "Ptaszysko", które ostatnio zaroiło się na paru blogach :). A poza tym powiem szczerze, że nienawidzę tych okładek!. W ogóle wszystkie okładki miniaturek od Albatrosa są do (za przeproszeniem) sam-wiesz-czego (i nie chodzi mi tu o Sam-Wiesz-Kogo - Voldemorta). Mam całe 3 takie miniaturki i po prostu chce mi się rzygać jak na nie patrzę :). A poza tym niektóre duże książki też są gówniane... mimo, że Albatros to jedno z najlepszych polskich wydawnictw :).

    Ale dlaczego do razu "synominowywowujesz" fanów Justyna Bimbera z czcicielami diabła? Oni po prostu czczą... dobra i kogo ja chcę oszukać. To zła wcielone :D!!!

    Pozdrawiam!
    Melon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, żeby aż rzygać to nie :D Po prostu przeciętna strasznie taka okładeczka. Ani to wzroku nie przyciąga, ani nie odpycha strasznie. Aż dziwne, że całkiem niezła lektura się pod nią kryje ;)

      Usuń
  7. No widzisz, zachęciłeś mnie;) A to osiągnięcie, bo ogólnie nie przepadam za francuskimi filmami i książkami (jakieś dziwne są...) i pewnie tę powieść bym ominęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo ;) Cieszę się jednak, że przynajmniej Ciebie udało mi się przekonać ;)

      Usuń
  8. Porównanie do Cobena jest jak najbardziej na miejscu. Uważam nawet, że jest ciut lepszy. Fakt przeczytałem dopiero jedną jego książkę, ale pochłonęła mnie całkowicie. Przysięga Otchłani jest już w pozycjach obowiązkowych.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom, trafna uwaga, sam przez jakiś czas uważałem, że jest ciut lepszy niż Coben ;) Jednak przeczytałem dopiero jedną książkę, więc wolałem nie wyciągać pochopnych wniosków.

      Usuń
  9. Na razie te 600 stron mnie przeraża. Ale będę miała na uwadze tę powieść :)
    Jeśli mogę coś zasugerować, to raczej nie odmieniałabym pierwszego imienia. Zastosowałabym formę Jean-Christophe'a Grange'a. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, to sugestia, która mam nadzieje przyda mi się w przyszłości. Niestety nigdy nie miałem zbyt dobrze rozwiniętej umiejętności jeśli chodzi o odmiany zagranicznych nazwisk (co zresztą potwierdziło się już przy okazji kilku recenzji). Wiem, że to wyłącznie moje lenistwo, ale nie mogłem się zmusić do podszkolenia w tej kwestii ;) Mam nadzieje, że z czasem poprawne formy same wejdą mi w krew ;)

      Usuń
    2. Ooo a ja również zastosowałbym formę Jeana-Christophe’a Grange’a :( cholera

      Usuń
    3. Ja niestety musiałam się tego uczyć przez 1 rok studiów. Co nie zmienia faktu, że niektóre nazwiska to dla mnie koszmar niemalże z ulicy Wiązów ;)

      Usuń
    4. Ale za to teraz możesz uczyć innych :) więc może jednak stety, że musiałaś się uczyć :P

      Usuń
  10. Grange'a twórczość już poznałam, a "Przysięga otchłani" zapowiada się interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moim zdaniem Grange jest lepszy od Cobena w kreowaniu postaci, głębiej wnika w ich psychikę."Przysięga otchłani" bardzo mi się podobała, "Lot bocianów" mniej. Teraz czytam akurat jego "Czarną linię"-dość makabryczne opisy;p Czytałam jeszcze "Imperium wilków"-takie sobie i "Zmiłuj się"- bardzo dobre. A, i jeszcze "Kamienny krąg" i "Purpurowe rzeki"-też dobre, ta ostatnia sfilmowana, grał zdaje się Jean Reno. Jeszcze sporo fajnych książek Grange'a przed tobą:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zacznę złośliwe, gdy czytałam początek zdania: "chociaż trudno mi sobie wyobrazić zajęcie ciekawsze niż czytanie mojej recenzji", myślałam początkowo, że będzie brzmiało ono tak: "chociaż trudno mi sobie wyobrazić zajęcie ciekawsze niż czytanie kryminałów/thrillerów", ale potem, czytając o Francuzach i Justinie B, doszłam do wniosku, że jednak miałeś rację :D

    Ale dosyć kadzenia, byłam zainteresowana książką dopóki nie napisałeś, że "porównanie do Harlana Cobena nie jest na wyrost". Jakoś tego faceta nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahh, ta moja skromność jest wrodzona ;)
      Stylami obaj panowie jednak się troszkę różnią, także wydaje mi się, że najlepiej samemu zbadać w wolnej chwili jak się sprawa z Grange'm ma :)
      I jak to dosyć kadzenia? :D Ja jestem w stanie przyjąć naprawdę dużą ilość kadzenia bez uszczerbku na zdrowiu ;)

      Usuń
    2. Nie lekceważ wpływów środowiska ;)
      Jestem skłonna przychylić się do tej sugestii :)
      A może ja nie jestem w stanie tak dużo kadzić bez uszczerbku na zdrowiu? :D poza tym pewna doza niedosytu sprzyja późniejszym przyjemnościom ;)

      Usuń
    3. Jeśli obiecujesz późniejsze przyjemności to ja już będę siedział cichutko :P

      Usuń
    4. Nic nie obiecuję - niepewność również sprzyja późniejszym przyjemnościom :P

      Usuń
  13. U mnie też coraz mniej filmów. =/
    A książkę czytałam. Niewiele z niej pamiętam, ale pozostawiła dobre wrażenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No oczywiście że dobre, jak by mogło być inaczej? :D

      Usuń
    2. Mogło, mogło, nasze gusta bywają rozbieżne. ;)

      Usuń
  14. hmm..nie wiem jak to się dzieje, ale ostatnio za każdym razem jak zaglądam na Twojego bloga to widzę recenzję książki, którą przygotowałam sobie na wakacje;P ale dobrze, że zaplanowałam je w innej kolejności niż Ty, więc dzięki temu zawsze wiem wcześniej czy warto:) i teraz też stwierdzam, że dokonałam dobrego wyboru:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, niektórzy po prostu mają dobry gust ;D

      Usuń
  15. A mnie jak najbardziej odpowiada, że więcej ostatnio u Ciebie książek niż filmów :)
    Książka wygląda na taką w moim stylu, więc chętnie ją przeczytam, ale już dostaję gęsiej skórki na myśl o literówkach. W nadmiarze doprowadzają mnie do pasji!

    OdpowiedzUsuń
  16. jak podobny do Cobena, to trzeba będzie sprawdzić z czym to się je.

    OdpowiedzUsuń
  17. Coben i Grange to dwaj świetni pisarze ale nie powinno sie ich porównywać z powodu tego że piszą o zupełnie innych rzeczach. Co prawda łączy ich chyba ten sam gatunek w jakim się poruszają ale to wszystko.
    Grange mnie wręcz zafascynował podczas czytania ksiązki "Las Cieni" która była moją pierwszą a powyższą prezentowaną pozycję również zakupiłam i zamierzam przeczytać.
    Świetny ma facet styl i dobrze się czyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A "Purpurowe rzeki" czytałaś? Ponoć też bardzo dobra powieść. Chyba nawet została zekranizowana ;)

      Usuń