środa, 21 sierpnia 2013

Jean Hatzfeld - "Strategia Antylop"


Witajcie moi drodzy. Jak wiecie swój wolny czas w ostatnich dniach przeznaczam głównie na czytanie, czytanie i jeszcze troszkę czytania. Dobrze byłoby więc się odrobinę zmobilizować i skrobnąć zdanko lub dwa o pozycjach, które szczęśliwie zostały już przekartkowane. Niestety powietrze w moim pokoju wręcz wypełnione jest słodkim smrodem lenistwa, więc nie podejmę się opisywania wszystkich pozycji jakie powinny się tu dziś znaleźć. Wybiorę jedną, mam nadzieję najbardziej rozpoznawalną, zacznę stukać w klawiaturę i przekonamy się co z tego wyjdzie.

Mimo mojego dość dobrego humoru, spróbuję podejść do tematu bardzo poważnego i opisać kolejny reportaż, dotyczących rwandyjskiego ludobójstwa z 1994 roku. Hatzfeld w „Strategii Antylop” za cel postawił sobie raczej ukazanie jak radzą sobie mieszkańcy tego ubogiego państwa w kilka lat po tragedii. Autor prowadzi więc rozmowy z ludźmi, którzy zdołali ocalić swe życia podczas masakry, ale co ciekawe, także z mordercami, których ułaskawiono. Założenie jest proste – mamy otrzymać rzetelne informacje z pierwszej ręki.

Warto wspomnieć, że poruszanie podobnego tematu jest zawsze niezwykle trudne i delikatne. Zarówno dla autora, jak i ludzi którzy zgadzają się na przeprowadzenie rozmów. Trudno nie doceniać podobnego wysiłku. Jednakże jeśli chciałbym w miarę obiektywnie ocenić, jak reportaż francuskiego dziennikarza spisuje się w zestawieniu z innymi książkami na ten temat, nieuchronnie będę musiał określić, które z książek podobały mi się bardziej.

Niech więc obiektem porównawczym będzie reportaż, który jest dla mnie numerem jeden jeśli chodzi o konflikt w Rwandzie. A będzie to oczywiście „Dzisiaj narysujemy śmierć” Wojciecha Tochmana. Czym różnią się obie pozycje? Otóż Hatzfeld w „Strategii Antylop” skupia się raczej na okresie po zakończeniu konfliktu, Tochman zaś rzuca nas w sam jego środek. Francuz w swojej książce zawarł jedynie relacje członków wrogich sobie ludów, pisarz z kraju wódką i biedą płynącym zaś, pozwolił nam także zapoznać się z poglądem Europejczyków na konflikt. W dodatku Hatzfeld po pewnym czasie staje się strasznie monotematyczny. Wciąż przez jego książkę przewija się znana wszystkim formułka o cierpieniach Tutsich i próbie niwelowania swych win przez Hutu. Opinie każdego z członków antagonistycznie nastawionej ludności są niemalże identyczne. Trudno tu jednak mówić o winie autora, jednakże część rozmów mogłaby poruszać trochę szersze aspekty społeczne. Nie każdemu bowiem wystarcza gdy dowie się, że oba plemiona starają się siebie unikać.      

Według mnie książka Hatzfelda wciąż pozostaje bardzo wartościową pozycją. Jednakże wszystkim którzy chcieliby poznać od podszewki tenże konflikt, polecam zapoznać się najpierw z dziełem Tochmana. Francuski pisarz będzie natomiast osobą, która świetnie uzupełni naszą wiedzę i poszerzy horyzont. Jest to także książka, którą zdecydowanie lepiej przyjmą ludzie o słabszych nerwach. Mimo dosadnych opisów Hatzfeld szokuje o wiele mniej niż Tochman (czy jest to plus każdy musi ocenić indywidualnie). 

Moja ocena to 6/10

30 komentarzy:

  1. Jako, że jestem maniakiem muzyki, a opisywaną książkę mam kompletnie, jak to się mówi, w chuju, ale skoro w twoim pokoju czuć słodki zapach lenistwa, to koniecznie 'Bez Nerwów, Bez Złudzeń', płyta Kuby Knapa - sprawdź ją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogarnę ją, ale raczej dopiero jutro ;)

      Usuń
  2. Nie czytałam żadnej z tych książek, ale reporterów niejako podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hatzfeld ponoć przed misją w Rwandzie podczas jednej ze swych wypraw został postrzelony. Mimo to kontynuował dziennikarskie przygody. Trudno nie podziwiać takiego faceta.

      Usuń
  3. muszę się przyłączyć do Kasi! nie powiem by była to moja tematyka, aczkolwiek temat książki ważny i potrzebny, gdy kogoś tego typu lektury interesują

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zainteresowanie podobną literaturą równiez nie rozpoczęło się zbyt dawno, ale po kilku pierwszych, szczęśliwie niezłych pozycjach, czuję że zaczyna mnie ona wciągać coraz bardziej :)

      Usuń
    2. ja pewnie też sięgnę po tego typu książki...ale dopiero za jakiś czas gdy mi minie szał na fantastykę i kryminały;)) pozdrawiam ;))

      Usuń
  4. Nie znam tej książki, ale przyznam, że tak średnio mnie zainteresowała. Bardziej ciągnie mnie do dzieła Wojciecha Tochmana i to na nim skupię swoją uwagę w najbliższym, wolnym czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę nie pasuje on do Twojego bloga, ale według mnie nie będziesz zawiedziona po jej lekturze (nawet gdyby recka miała nie powstać).

      Usuń
  5. Ocieniłam tę książkę wyżej niż Ty, ale gdy ją czytałam nie miałam żadnego porównania i niewiele wiedziałam o konflikcie w Rwandzie. Styl Hatzfelda jest miejscami nużący, więc nie dziwię się, że oceniłeś Tochmana lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, już myślałem, że tylko ja to dostrzegam ;) Zresztą podobne dzieła jak już wspomniałem jest strasznie trudno oceniać. Każda negatywna opinia może poskutkować łatką nieczułego idioty, a mało kiedy zastanawiamy się co nam w książce nie grało.

      Usuń
  6. Najpierw muszę poznać Tochmana, ale nie wiem czy później będę w stanie sięgnąć po kolejny reportaż na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to z pewnościąnie jest łatwa lektura. Dodam jednak, że średnia powyżej 8.0 na LC zdecydowanie potwierdza jej wartość ;)

      Usuń
  7. Na dobrą sprawę o wojnie pomiędzy Hutu i Tutsi wiem tylko tyle, co wyniosłam z wykładów na studiach. Czasem przeczytałam jakiś artykuł w prasie, do książek o tej tematyce raczej nie zaglądałam. A że lubię reportaże, to pewnie kiedyś i te książki przeczytam, ale na pewno nieprędko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając Twoje zamiłowanie do zbierania/kupowania różnorodnych pozycji spodziewam się recki za jakieś pięć lat :P

      Usuń
    2. Już za pięć lat?! Czuję się przez Ciebie niedoceniona w moim zakupoholizmie... :(

      Usuń
  8. Bardzo fachowo napisałeś i dzięki za podrzucenie listy od której trzeba zacząć :)Będę miała na uwadze :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli chodzi o Hatzfelda, to nie jest jego jedyny reportaż na temat ludobójstwa, a jego książki od siebie się różnią, więc żeby mieć całościowy obraz tego reportażysty moim zdaniem trzeba sięgnąć po kolejne tytuły :) Moim zdaniem podszedł on do tematu lepiej niż Tochman, który skupił się na tym właśnie co szokuje, a nie na tym jak faktycznie wygląda tam życie. Autorzy posiadają kompletnie odmienne wrażliwości i jest to kwestia gustu czytelnika. Ale myślę też, że Hatzfeld jest też rzetelniejszy w tym co robi i potrafi więcej wyciągnąć z tego co widzi, słyszy, czuje.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, zapomniałem wspomnieć, że to jest trzecia część z serii jego dzieł na ten temat. Poprzednich dwóch niestety nie czytałem, więc skupiłem się raczej na ocenie tego, jako pozycji niezależnej.
      Ja z kolei odniosłem wrażenie, że opis życia Tochmanowi wydał się raczej oczywisty i był wspominany, ale dość pobieżnie. Mi to absolutnie nie przeszkadzało, ponieważ u Hatzfelda miałem wrażenie, że informacje wciąż się powtarzają ;) Przyznam Ci jednak rację, że to już wyłącznie zależy od czytelnika.

      Usuń
    2. Chodzi mi o to, że stosunkowo łatwo jest kogoś zszokować, ale trudniej jest pokazać to "wracanie do normy", do życia które jest po tym co się stało niewyobrażalne. Do ponownego rozmawiania z sąsiadem, który mordował itd., kiedy ma się w głowie, że było to ludobójstwo "sąsiedzkie" opis codziennego życia wcale nie jest już taki oczywisty. Jeszcze tylko dodam, że pewnie lepiej byłoby jakbyś zaczął od poprzednich książek, one bardziej dotyczyły samego ludobójstwa, a ta właśnie skupiała się tylko na tym co jest po, jak sobie z tym radzą.

      Usuń
    3. Tak, po lekturze również z żalem stwierdziłem, że nie mam za sobą poprzednich pozycji. Mój obiektywizm w tym przypadku troszkę poległ, ale mimo wszystko postanowiłem, że podejdę do niej jak do niezależnej pozycji.

      Usuń
  10. Hmm, ten problem znam jedynie z Wikipedii i raczej skąpej wzmianki na jednej z ostatnich lekcji historii w liceum, więc ta książka zapewne wybiega za bardzo naprzód, bym miała po nią sięgnąć jako kompendium wiedzy o wydarzeniach z 1994r. Niemniej jednak, uważam za ciekawy pomysł - podjąć temat "rekonwalescencji" po tragedii, a nie samej tragedii.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście o samej tragedii również mozna się z niej wiele dowiedzieć. Tym bardziej, że na końcu mamy nieźle spisane kalendarium. Jednakże samo meritum zdecydowanie nawiązuje do późniejszego okresu.

      Usuń
  11. Nie czytałam jeszcze żadnej książki na ten temat... Może czas to zmienić. Ale chyba nie zacznę od "Strategii antylop".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy" - to jest pierwsza część z Hatzfeldowskiego cyklu. Polecam zaczynać od niej, gdyż sam żałuję, że tak nie postąpiłem. Poz tym oczywiście Tochman.

      Usuń
  12. Tematyka jak najbardziej warta zainteresowania i mimo upływu lat, nieustannie odbijająca się echem. Sam co prawda nigdy nie czytałem powieści jej poświęconych, albo suche fakty, albo filmy (te bardziej znane jak Hotel Rwanda i te mniej, jak Czasem w kwietniu). Chętnie bym więc sięgnął po twórczość Hatzfelda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę znaleźć "Hotel Rwanda", gdyż jest to niesamowity ubytek w mojej wiedzy na temat tego konfliktu. Polecało mi ten film juz kilka osób, włącznie z wykładowcami. Będę musiał go w końcu dorwać.

      Usuń
  13. Nie przepadam za reportażami, więc raczej się nie skuszę. Chociaż to na pewno wartościowa książka ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Chcę ją sprawdzić. Uwielbiam reportaże, a o tym przeczytałam już jakiś czas temu i myślę, że byłoby to coś wręcz idealnego dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń