piątek, 30 sierpnia 2013

Ryszard Kapuściński - "Szachinszach"


Mam nadzieje, że zdołaliście zaobserwować, iż nie jest to pierwsza pozycja Ryszarda Kapuścińskiego jaką mam okazję recenzować. Zapewne wobec tego macie już świadomość, czego można się spodziewać, nie tylko po tym autorze, ale także po samej recenzji. Mimo to wydaje mi się, że warto byłoby o tej książce powiedzieć kilka słów.

Otóż „Szachinszach” przenosi nas do egzotycznej, dzikiej i niespokojnej krainy dawnej Persji. Kraju broni jądrowej, ropy naftowej i koziego mleka. Proszę państwa – oto Iran w całej swej okazałości. Jednakże omyli się każdy kto pomyśli, że jest to Iran niedostępny, kraj ludzi podporządkowanych rządom ajatollaha. O nie moi drodzy, to wciąż Iran w którym rządzi dyktator – szach z dynastii Pahlawich. Sama zaś książka opowiada o rewolucji roku 1979 podczas której został on odsunięty od władzy.

Schemat historii jest dość prosty. Iranem rządzi bardzo podły szach, za którym ludzie raczej nie przepadają. Jako że boi się on nie tylko o zachowanie intratnej posady, ale także głowy na przypisanym jej miejscu, szach dość mocno inwestuje w armię. Mało tego, tworzy także tajną policję – savak – organ zajmujący się donoszeniem, przesłuchaniami, torturami i ponoć zjadaniem małych dzieci. W skrócie – savak też jest zły. Bardzo pomocne w finansowaniu tych przedsięwzięć jest odkrycie w Iranie ropy naftowej. Mimo hucznych zapowiedzi większość pieniędzy z jej wydobycia, zamiast na rozwój wsi, trafia do dość przepastnej kieszeni szacha i ludzi którymi się otacza. Setki tysięcy dolarów płaconych amerykańskim specjalistom wojskowym, dość szybko zaczynają kontrastować z wszechobecną biedą, zacofaniem i stagnacją. Ludzie wychodzą więc na ulicę.

Szach jednak nie należy do ludzi zbyt cierpliwych. Gorliwych demonstrantów każe rozstrzeliwać. W związku z tym na ulice wychodzą kolejni ludzie. Wydawałoby się, że ta gra będzie się toczyła dopóty, dopóki żołnierzom nie skończą się kulę, lub w Iranie nie zostanie ani jedna żywa osoba, prócz szacha i jego armii. By dowiedzieć się jak kończy się ta opowieść wystarczy uczyć się historii lub – sięgnąć po książkę.

To drugie rozwiązanie będzie o wiele przyjemniejsze. Mimo tego, że jest to pozycja napisana w dość artystyczny sposób, jednocześnie zadziwia swoją prostotą i wyrazistością przekazu. Nie dostajemy tylko suchej historii, ale także naturę wszelkiego rodzaju rebelii i buntów, co wydaje się szczególnie istotne z perspektywy tzw. „arabskiej wiosny”, czy chociażby konfliktu w Syrii. Mało tego – na zaledwie 180 stronach dostajemy także analizę kulturową i społeczną świata arabskiego. Książkę Kapuścińskiego czyta się bardzo szybko i z ogromną przyjemnością, co wcale nie jest regułą w przypadku reportaży. W dodatku nie sposób pominąć faktu, że jej treść nie uległa dezaktualizacji aż do dziś.

Teraz mniej istotne słówko o wadach. Troszkę raziła mnie powtarzalność Kapuścińskiego. Niemal każda jego teza zostaje poparta kilkoma przykładami, co niekiedy zaczyna nużyć. Zabrakło mi także rozmów z obywatelami Iranu, których relacje z całą pewnością mogłyby jeszcze wzbogacić książkę.

Jednakże wobec licznych zalet i plusów jakie stoją za Kapuścińskim, nie sposób tego krótkiego reportażu ocenić negatywnie. Jest to po prostu książka dobra, którą wartą wziąć w swe łapska i szczególnie jeśli lubicie tego typu literaturę przewertować od góry do dołu.

Moja ocena to 7/10

Ps. Wpis miał zostać okraszony potężną kolekcją kozich zdjęć, ale stwierdziłem, że nawet jak na mnie będzie to zbyt rasistowskie ;D

29 komentarzy:

  1. Ludzie zjadają dzieci i piszesz, że są tylko źli :D? W ogóle, weź ;p...

    Jednak pewnie nie zdziwi Cię, jak odmówię, ale niestety to nie są moje klimaty... i do tego jeszcze książka opowiada o jakimś Iraku, czy innym Dżihadzie, więc przykro mi... obiecuję, że bardziej niż Tobie :).

    P.S.: Ja bym Cię rasistą nie nazwał, jeśli wrzuciłbyś do recenzji parę zdjęć ładnych kóz i kozłów... po prostu zrozumiałbym, że ludzie z żółtymi papierami lubią zwierzęta parzystokopytne :).
    P.S.2: Nie miałem zamiaru Cię obrazić, pisząc, że masz żółte papiery ;).
    P.S.3: Nie miałem zamiaru obrazić żółtych papierów, że są w Twoim posiadaniu ;P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zadziwiające, ale absolutnie nie czuję się dotknięty :D

      Usuń
  2. Przymierzam się do książek Kapuścińskiego, więc na pewno niedługo ta pozycja trafi w moje ręce. Na razie muszę zdobyć własny egzemplarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całą pewnością nie przyniesie ona ujmy Twojej biblioteczce ;)

      Usuń
  3. Od dłuższego czasu walczę ze sobą, żeby wreszcie zabrać się za prozę Kapuścińskiego. Niestety do tej pory z marnym skutkiem. Jedna połowa chce, druga wręcz odwrotnie. Druga połowa na razie wygrywa. Jednak po Twojej recenzji mam kilka atutów za. Może niedługo spróbuję.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli wygra ta "dobra" połowa, to polecam "Imperium". Być może wciągnie Cię z równą mocą co mnie ;)

      Usuń
    2. Mam tak samo jak Tom. Kapuścińskiego jeszcze nigdy nie czytałem, a od tak dawna mam na to ochotę, o czym już pisalem przy okazji Twojej recki "Imperium". No, ale na razie jakoś nie mogę się zabrać. Przydałoby się to wreszcie zmienić, ale już wiem, że w najbliższym czasie i tak na planach się skończy, bo już w dłoniach mam kilka innych tytułów.

      Usuń
    3. Spokojnie: myślę, ze jego książki w najbliższym czasie nigdzie nie uciekną. Oczywiście zachęcam Cię do jak najszybszego zapoznania sie z tym autorem, ale uważam, że żadna z jego pozycji w najbliższych latach nie straci na swej aktualności ;)

      Usuń
  4. Lubię reportaże Kapuścińskiego, a ta książka jakoś mi umknęła! Dzięki za przypomnienie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż stoję na straży "umykających książek" :P

      Usuń
  5. Mam ochotę wrócić do Kapuścińskiego i sięgnąć po te książki, których jeszcze nie czytałam (m.in. 'Szachinszach"). Wobec autora jestem niemal bezkrytyczna - po przeczytaniu książek: "Heban", "Jeszcze dzień życia" czy "Lapidariów" nie może być inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to przypadek, ale wszystkie nie czytałem żadnej z wymienionych pozycji :P Ale obecnie na stosiku leży "Wojna futbolowa" i właśnie "Jeszcze dzień życia" ;) Liczę na to, że zdążę je przeczytać ;)

      Usuń
  6. Bardzo oryginalny tytuł, a co do książki, to będę ją miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda że wpada w ucho? :)

      Usuń
    2. Łatwo zapamiętać, bo taki melodyjny :P

      Usuń
  7. Czytałam dwie biografie, swoją drogą sprzeczne ze sobą:), ale proza Kapuścińskiego jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, niestety nie miałem przyjemności czytać nawet jednej biografi tego autora, ale nawet jeśli facet nie jest kryształowo czysty, to z całą pewnością potrafi dobrze pisać :)

      Usuń
  8. Jak kiedyś natknę się na "Szachinszacha" to przeczytam go poza kolejnością. Tego jednego jestem pewna, bo jeśli chodzi o chociażby przybliżony czas realizacji zadania to... hmmm... no cóż :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, być może wśród tego stosu książek masz też "Szachinszacha", tylko zapomniałaś gdzie leży? :D

      Usuń
    2. Mogę nie wiedzieć jakie ubrania mam w szafie, ale o moich książkach nie zapominam nigdy :P I dzięki temu wiem, że "Szachinszacha" na pewno nie ma w moich zbiorach książkowych - nie oznacza to jednak, że pewnego dnia się w nich nie pojawi :D

      Usuń
  9. Persja... zdecydowanie muszę nadrobić zaległości i zapoznać się z książkami Kapuścińskiego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kapuścińskiego bardzo cenię, jednak tego tytułu jeszcze nie czytałam, ale z miłą chęcią nadrobię :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. bez bicia przyznam się, iż nie sięgnęłam jeszcze po tego autora...mam dość spory problem z wyrwaniem jego książki w bibliotece, a nie chcę wsiąść pierwszej lepsze...dlatego czekam...
    ..zjadaniem dzieci?? czyżby to zastraszanie ludzi poprzez przesadzoną mocno opinię czy wręcz legendę o tej grupie??
    sam temat wydaje się dość interesujący, więc zobaczymy
    Ja z kolei jestem ciekawa jaką książkę tego autora poleciłbyś mi na początek? ;)
    pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, akurat to był przykład mojego mocno wypaczonego poczucia humoru ;D

      Zdecydowanie poleciłbym "Imperium". Była to moja pierwsza książka Kapuścińskiego i uważam, że póki co najlepsza.

      Usuń
    2. zapisałam, poszukam, przeczytam i dam znać;) pozdr

      Usuń
  12. Jeśli chodzi o Kapuścińskiego, to niezły gościu jest :) Ja do tej pory czytałem "Wojnę futbolową", "Autoportret reportera" i właśnie "Szchinszacha", choć muszę przyznać, że było to tak dawno, iż niewiele już pamiętam :( Próbowałem się też za "Imperium" zabrać ale jakoś nie dotrwałem dalej niż kilkadziesiąt stron w jej głąb. Nie zmienia to jednak faktu, że Kapuściński pisać umiał. Tylko czy zawsze pisał do co widział? Hmm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zacząłem czytać "Wojnę futbolową". Myślę, że po tej lekturze na jakiś czas zostawię Kapuścińskieo w spokoju :)

      Czy zawsze pisał to co widział? Hmm, to jest dobre pytanie i jak mniemam dylemat każdego reportera. Niestety nie czuję się na siłach odpowiadać na to pytanie.

      Usuń
    2. Domosławski kilka lat temu próbował coś na ten temat napisać. Przeczytałem, ale zdania o tym, że Kapuściński wielkim pisarzem był, nie zmieniłem ;) Choć co do jego reporterstwa to już taki pewny nie jestem. Za dużo literackości i za mało tego co sam zauważyłeś - rozmów z ludźmi ;)

      Usuń
  13. Nie czytałam tej książki. Chyba się skuszę. Po tym opisie wnioskuję, że może mi się spodobać ;)
    Zapraszam:

    jak-moja-dusza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń