sobota, 9 listopada 2013

Ray Bradbury - "451 stopni Fahrenheita"

Piszę dziś do was odczuwając niezmierny smutek. I to wcale nie dlatego, że musiałem oglądać jakiś beznadziejny film, czy czytać słabą książkę, ale właśnie dlatego, że odkryłem perełkę fantastyki. "451 stopni Fahrenheita" Raya Bradbury'ego zniszczyło mnie totalnie. Muszę przyznać, że choć nie jest to moją domeną kilka razy byłem naprawdę wzruszony.

Zacznijmy jednak od historii. Guy Montag jest strażakiem. Myliłby się jednak każdy, kto chciałby podporządkować go klasycznemu wzorcowi bohatera walczącego z płomieniami w obronie mienia i dobytku zwykłych obywateli. Strażacy mają tu zupełnie inne zadanie - ich głównym celem jest palenie książek. Walka z wolnością wyrażania poglądów, prawdą historyczną, czy oryginalnością, manifestuje się właśnie w paleniu dzieł: od Sokratesa, przez Biblię, po Einsteina. Wszystko wygląda pięknie aż do momentu w którym Guy spotyka lekko zakręconą dziewczynę - Klarysę, która prowokuje go do odpowiedzi na pozornie proste pytanie: "Czy jesteś szczęśliwy?"

Grzechem byłoby zdradzić coś więcej. Fabuła rozwija się bardzo dynamicznie, zachodzi stopniowa przemiana bohatera, finał jest dość przewidywalny. Jednak to nie historia gra tu pierwszoplanową rolę. Ta książka jest wręcz podręcznikowym przykładem na to, jak powinno się ubierać w słowa prawdy życiowe, by nie stały się one pustymi frazesami. Patrząc na jej treść i porównując ją z dzisiejszym światem, czasem można odczuć prawdziwy ból, gdy uświadomimy sobie jak wiele tych pozornie banalnych wyrażeń i schematów moglibyśmy odnieść do własnego życia. Aktualność opowieści, która została napisana przecież w 1953 roku, jest doprawdy zadziwiająca.

Nie chciałbym o zaledwie 100 stronicowej książeczce opowiadać zbyt dużo. Tym razem niech zrobią to za mnie cytaty, które zdołałem wybrać (choć  tych ciekawych jest tak dużo, że nie mogłem zamieścić wszystkich). Według mnie jest to jedna z lepszych książek jakie czytałem w tym roku, a z całą pewnością jedna z najbardziej poruszających dla ludzi, którzy zwyczajnie kochają czytać.

Moja ocena to: 8/10


"— Co?
— Ludzie o niczym nie mówią.
— Och, muszą przecież!
— Nie, nie mówią. Wyliczają mnóstwo samochodów czy sukien, czy basenów pływackich i powiadają, jakie to eleganckie! Ale wszyscy powtarzają to samo i każdy mówi identycznie to co inni."

"Dać ci spokój! To bardzo ładnie, ale jak mogę dać spokój samemu sobie? Nam nie potrzeba spokoju. Potrzeba nam, by nas naprawdę dręczyło coś od czasu do czasu. Jak dawno naprawdę się martwiłaś? O coś ważnego, o coś realnego?"

"Wszyscy nie rodzą się wolni i równi, jak Konstytucja powiada, lecz każdego trzeba uczynić równym. Każdy człowiek — wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachem i porównywać się z nimi. Tak i Książka to naładowana broń w sąsiednim domu. Spal ją. Rozładuj broń. Rozbij mózg człowieka."

"Książki są po to, by nam przypominały, jakimi jesteśmy osłami i głupcami. Są gwardią pretorianów Cezara, szepczących, gdy tłumy szaleją na ulicy: „Pamiętaj, Cezarze, że jesteś śmiertelny”."

"Niegdyś, dawno przed Chrystusem, był taki diabelnie głupi ptak zwany feniksem. Co paręset lat budował sobie stos pogrzebowy i spalał się na nim. Musiał być bliskim krewnym człowieka. Lecz za każdym razem po tym spaleniu powstawał z popiołów, odrodzony całkowicie na nowo. I wydaje się, że my robimy to samo, stale od nowa, lecz mamy jedną cechę, której feniks nigdy nie posiadał. My wiemy, co za cholerne głupstwo właśnie popełniliśmy. Znamy wszystkie cholerne głupstwa, które popełniliśmy przez tysiące lat i ponieważ to wiemy i zawsze mamy to przed oczyma, któregoś dnia przestaniemy wznosić te przeklęte stosy pogrzebowe i wskakiwać na nie. W każdym pokoleniu zbieramy coraz więcej ludzi, którzy pamiętają"

"Chodźcie więc. Najpierw zbudujemy fabrykę luster, a przez następny rok nie będziemy produkowali nic poza lustrami, i będziemy długo się w nich przeglądać."


"Człowiek zawsze boi się czegoś nieznanego. Z pewnością pamiętasz chłopca w twojej klasie, który był wyjątkowo „inteligentny”, recytował na wyrywki i umiał zawsze odpowiedzieć na pytania, podczas gdy inni siedzieli jak ołowiane bożki i nienawidzili go. I czy właśnie tego chłopca nie wybieraliście sobie do bicia i torturowania po lekcjach? Oczywiście, że tak było. Wszyscy musimy być podobni jeden do drugiego."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz