sobota, 28 grudnia 2013

Andriej Kurkow - Kryptonim "pingwin"

Książka Andrieja Kurkowa miała być groteskowa, zabawna i niesamowicie przewrotna. Znając mój gust łatwo się domyślić, że w życiu nie pominąłbym lektury, która zawiera w sobie potężną dawkę absurdu - tako i ta nie uchowała się przed mym czujnym okiem. Niestety wszelkie nadzieje na kawał porządnej lektury skończyły się szybciej, niż role czarnoskórych aktorów w horrorach klasy B.

Miejsce akcji: Ukraina. Główny bohater, Wiktor, przeciętny pisarz cierpiący na problemy związane ze stworzeniem tekstu przekraczającego jedną stronę A4, mieszkający z pingwinem królewskim adoptowanym z upadającego ogrodu zoologicznego, dostaje zlecenie. Zadaniem naszego pisarzyny ma być tworzenie nekrologów. Co dziwniejsze mają one należeć do wciąż żyjących osobistości z wyższych sfer .Problem pojawia się w momencie, gdy okazuje się, że opisani ludzie przestają aktywnie uczestniczyć w procesie egzystencji, czyli kolokwialnie mówiąc odwalają kitę. Pomysł bardzo ciekawy i niezaprzeczalnie posiadający przeogromny potencjał, wykonanie - moim zdaniem kompletnie nieudane.

Przede wszystkim książka mająca około 240 stron i napisana czcionką, która została przystosowana swą wielkością do ludzi o krecim wzroku, nie powinna nawet przez moment nudzić. A ta niestety to robi. Ciągłe powtórzenia zdań, które często wyglądają bliźniaczo, te same dylematy głównego bohatera, wałkowane ciągle w podobny sposób, a do tego intryga, która chociaż jest mocno zakręcona i tajemnicza, nie wciąga kompletnie. Schemat rozwoju wydarzeń również pozostawia wiele do życzenia - bohaterowie gadają, piją wódkę, idą na pogrzeb, spacer, piszą lub oglądają telewizję. I to powtarza się na tyle często, że zaczyna wkurzać - oprócz picia wódki, bo to akurat jaśniejszy punkt ukraińskiej rzeczywistości.

Wspomniałem już o tej całej niby intrydze - niby jest mafia, ale jej nie ma (nie poznajemy żadnego jej członka), niby są morderstwa, ale gdzieś z boku, poza głównym wątkiem, niby jest zagadka, ale nikt nam jej w końcu nie wyjaśnia. Niby to słowo-klucz, które niesamowicie pasuje do tej książki. Przyczepię się także do pingwina Miszy. Fajny pomysł, ale w gruncie rzeczy pod koniec zastanawiałem się po cholerę go tu wrzucono. Misza dla rozwoju akcji ma jakiekolwiek znaczenie dopiero w finale. To właśnie on jest przyczyną twistu fabularnego, który na koniec zaserwował nam autor i który moim zdaniem był jedynym jaśniejszym punktem tej całej książki. I to wcale nie dlatego, że był on tak świetny, ale raczej aż tak mocno kontrastował z całą słabo zbudowaną historią. Jednak należy podkreślić, że przez większą część powieści pingwin zawodzi i staje się niewiele znaczącym tłem, a nie punktem zapalnym absurdalnych sytuacji, co moim zdaniem powinien robić.

Podsumowując nie jestem zadowolony z tej lektury. Spodziewałem się czegoś lepszego, zabawnego, czegoś co rzuci mnie na ziemię, albo przynajmniej wywoła malutki uśmiech. Widocznie jednak poczucie humoru Kurkowa jest zbyt inteligentne i ja, pył marny, nie byłem w stanie dobrze się przy tej pozycji bawić. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, że książka jest słaba, bo teoretycznie ma ona wiele elementów charakteryzujących dobrą historię, ale jednocześnie kompletnie nie trafiła w mój gust i uważam, że w ogromnej części została spartaczona. Może kiedyś sprawdzicie sami i skrytykujecie moją opinię. Jestem na to w pełni przygotowany. Ja póki co stwierdzam, że książka ukraińskiego pisarza, to kompletny średniak niewarty zachodu.


Moja ocena to: 5/10 

PS. Ależ te święta mnie rozleniwiły. Ten tekst powstał w ogromnych męczarniach, a w dodatku jest słaby jak włoska armia. Mam nadzieje, że rok 2014 przyniesie zdecydowany przyrost sił i weny. Trzymajcie za mnie kciuki i szczęśliwego nowego roku ;)

czwartek, 19 grudnia 2013

Jacek Hugo-Bader - "W rajskiej dolinie wśród zielska"

Rozpad Związku Radzieckiego postawił wielu jego obywateli w bardzo trudnej sytuacji. Z ogromnym poświęceniem zdobywane ordery, tytaniczny wysiłek na rzecz państwa, często oddane życia dla ojczyzny - wszystko wydawało się pójść na marne. Niespecjalnie dziwi więc fakt, iż reportaże Jacka Hugo-Badera przedstawiają smutny obraz Rosjan, którzy nierzadko tęsknią za czasami Gagarina, Kałasznikowa i Komsomolca.

Jakkolwiek nie jestem fanem ustroju komunistycznego, muszę przyznać, że reportaże Badera robią duże wrażenie. Autor nie boi się zadawania trudnych pytań, czym często wzbudza konsternację wśród swoich rozmówców. Choć sam stara się nie oceniać, czytelnik widząc słowa generałów, dawnych działaczy, naukowców itd. dopiero po latach może dostrzec jak absurdalny jest ich wydźwięk. Ludzie Ci mając świadomość, że bezsensownie oddali swoje całe życie za kraj Rad, nawet dziś byliby gotowi bronić go własnymi piersiami.

Tematy które porusza polski reportażysta są niezwykle szerokie: dowiadujemy się tu np. wielu ciekawostek o Kałasznikowie - konstruktorze jednego z najlepszych karabinów automatycznych w historii, handlu narkotykami, mafii moskiewskiej, najlepszym okręcie podwodnym w historii i okolicznościach jego powstania, broni atomowej, wojnie w Afganistanie i jej weteranach - a i to tylko kilka wybranych, najciekawszych przykładów.

Choć wszystkie artykuły zostały opublikowane w gazecie za którą nie przepadam muszę przyzna, że w książce Badera nie sposób doszukać się mankamentów. Nie tylko jest on bardzo obiektywny, ale pisze tak ciekawie, że czytelnik wprost wsiąka w tę ciężką atmosferę radzieckiego świata. I choć natury ludzkiej nie sposób ująć w słowa, to po tej lekturze prawdopodobnie wielu byłoby w stanie dostrzec w jakich schematach kształtują się myśli niejednego Rosjanina.  

Cóż mogę dodać - wydawnictwo Czarne wydało naprawdę bardzo dobrą, przystępną książkę (po raz kolejny), którą warto byłoby poznać. Jeżeli interesują Was nasi wschodni bracia z całą pewnością nie będziecie zawiedzeni, jeśli lubicie literaturę non-fiction również traficie w dziesiątkę. Choć W Rajskiej Dolinie Wśród Zielska moim zdaniem nie dorównuje reportażom Kapuścińskiego, to ani przez sekundę nie żałowałem, iż zdecydowałem się z nią zapoznać. W dodatku gościnną rolę w tej przygodzie odegrała wódka, a lepszej rekomendacji chyba nie trzeba ;)


Moja ocena to: 7.5/10

sobota, 14 grudnia 2013

"Mordercza Opona"

Zastanawiam się czy przyczyną obejrzenia przeze mnie tego filmu jest to, że mam oryginalny gust filmowy, czy też fakt, że moje życie jest tak smutne, iż w piątkową noc oglądam film o oponie, zamiast chlać w jakiejś podrzędnej spelunie. Co więcej powiem Wam, że było warto - jestem przekonany, że nie powstał jeszcze równie dobry film o kawałku gumy (porno się nie liczy).
Opona, wow, takie pomysłowe, wow, mega przesłanie, wow...
Warto byłoby przedstawić jakiś zarys fabularny, ale... no właśnie. Cała historia to losy toczącej się opona posiadającej moc telekinetyczną(?) i rozsadzającej głowy swoim ofiarom - ot, tak, bez powodu. Bez powodu jest w końcu mottem przyświecającym tej produkcji, a to do czegoś zobowiązuje. Jednak pozorna opowieść jest pierwszą z absurdalnych pułapek w które stara się nas wtrącić reżyser. Tak naprawdę bowiem cała ironia, każdy dialog, każda scena jest kpiną ze współczesnego widza. Momentami miałem wrażenie jakby twórcy chcieli mi powiedzieć wprost: "Wow, stary, jeszcze to oglądasz? Gratulacje..."
Porządna guma to podstawa bezpiecznego seksu...
Nie znajdziecie tu pędzącej akcji, wybuchów, świetnych efektów specjalnych, a mimo to jest to jeden z zabawniejszych i przenikliwszych filmów jakie ostatnio widziałem. Chcecie dowód? Każdy komentarz rzucony przez widzów (w filmie kilku aktorów gra widzów) jest odzwierciedlony na jakże zacnym portalu filmowym. Przeglądając owe komentarze i jednocześnie oglądając film śmiałem się w głos. Mówcie co chcecie, ale nic mnie tak od dawna nie rozbawiło, jak opona Robert.
Niektórzy dla tego filmu stracili głowy :)
Ostrzeżenie: oglądającemu tę produkcję niezbędna okaże się duża dawka poczucia humoru, ogromne pokłady inteligencji, umiejętność słuchania i wyłapywania ironii i o dziwo skupienie :D Każdy kto reprezentuje te cechy i skusi się na seans z pewnością nie będzie zawiedziony. I nie chodzi wcale o to, że taka osoba zrozumie ten film, ale będzie ona w stanie pojąć to, że jakiegokolwiek sensu próżno się doszukiwać. Bowiem obraz ten powstał w gruncie rzeczy bez powodu.  

Cóż, mimo świadomości, że za tę recenzję zostanę zlinczowany i okrzyknięty jakimś chorym psychicznie, zblazowanym idiotą i tak sądzę, że film był naprawdę bardzo dobry. Czekam na drugą część :D

Moja ocena to: 7/10


Ps. Do listy filmów wojennych, które dzięki wam obejrzałem mogę na dzień dzisiejszy dopisać: "Łowcę Jeleni" (dobry), "Czas Apokalipsy" (świetny), "Cienką Czerwoną Linię" (fatalny), "Paragraf 22" (niezły), oraz "Idź i patrz" (genialny). Wszystkim bardzo serdecznie dziękuję :) 

niedziela, 8 grudnia 2013

Filmy wojenne: odsłona druga.

Dziś post troszkę luźniejszy i już nie będę bawił się w jakieś rankingi. Sporo osób skomentowało poprzedni wpis, dając mi zajęcie na długie godziny. Kilka pozycji, które poleciliście już obejrzałem, do innych wciąż się zabieram. Z tej okazji, że niedawno skończyłem oglądać "Kompanię Braci", pomyślałem, że jak najbardziej na miejscu będzie wstawienie notki uzupełniającej. 

1. "Kompania Braci" - serial.

Jest dobrze, jest cholernie dobrze. Serial początkowo był dla mnie troszkę chaotyczny, ale tak zżyłem się z postaciami, że nazwiska takie jak Winters, Lipton, Toye, czy Guarnere na długo pozostaną w mojej pamięci. Początek to dość intensywna akcja, która później troszkę zwalnia. Rekompensują ją elementy obyczajowe i koszarowe życie kompanii. Są oczywiście także inne, ciekawe elementy, ale nie zdradzę jakie, by nie psuć wam seansu. Muszę jednak stwierdzić, że w konfrontacji z Pacyfikiem, to właśnie serial o walkach w Azji uznałbym za odrobinę lepszy. Opinia wyłącznie na dziś - oba miniseriale wciąż biją się ze sobą w mojej głowie o miejsce pierwsze, dlatego tak słabo mi się ostatnimi czasy myśli.

2. "Kompania Braci" - książka

Skończyłem. Nie jestem godny recenzowania tej pozycji. Książka jest świetna, choć czasem można pogubić się w gąszczu nazwisk. Nie zmienia to faktu, że ostatnie strony czytałem przez łzy. Uważam że każdy powinien spróbować swoich sił z przygodami kompani E. Nie będzie tu zbyt wiele patosu - to historia, która pokazuje raczej jedną z najsilniejszych międzyludzkich więzi na świecie - braterstwo broni. Myślę że żaden serial nie rzuci światła na działanie wojenne lepiej niż ta książka.

3. "Imperium słońca"

Świetna rola Bale'a, niezła muzyka i kompletny zawód. Spodziewałem się zdecydowanie czegoś innego - akcji, emocji, walki. Tak naprawdę z całego filmu zapamiętałem może ze trzy sceny warte uwagi (wybuch bomby w Nagasaki, nalot na obóz jeniecki, moment zastrzelenia młodego Japończyka). Tak naprawdę akcja toczy się raczej na zapleczu wielkiego konfliktu, a w dodatku pokazana jest oczami młodego chłopaka (choć zaradnego - nie zaprzeczę). Do mnie nie trafiło to kompletnie. Z drugiej strony nie odważyłbym się powiedzieć, że "Imperium Słońca", to słaby film. Po prostu pokazuje inne aspekty wojny niż na to liczyłem i moim zdaniem bardziej zahacza o dramat obyczajowy. Myślę że wszystkie panie będą zachwycone, gdyż emocje wręcz wylewają się z ekranu, ale ja tym razem nie jestem na tak.

4. "Wróg u bram"

Genialny początek, później akcja troszkę zwalnia i fabuła zaczyna oscylować wokół indywidualnego konfliktu dwóch świetnych snajperów. Od razu zaznaczam, że to bardzo dobry film i z pewnością znalazłby się na mojej liście najlepszych (choć raczej gdzieś na końcu). Po pierwsze - nie podobała mi się Rachel Weisz i ten wątek jakoś niespecjalnie do mnie trafił. Nie ukrywam, że chyba nie przepadam za tą aktorką. Po drugie wkurzała mnie stuprocentowa, wręcz mityczna celność snajperów. Gdyby Finowie tak potrafili, prawdopodobnie nie oddaliby Rosjanom nawet centymetra swego terytorium (mam nadzieje, że wiecie do czego pije). Oczywiście trudno nie uznać, że ktoś może bardzo dobrze strzelać, ale trudno uwierzyć, że każdy strzał z Mosina trafiał dokładnie w głowę. Ostatni zarzut to taki, że fabuła oparta została na radzieckiej propagandzie, a nie zweryfikowanych wydarzeniach. Oglądając miałem wrażenie, że w porównaniu z "Kompanią Braci", czy nawet "Szeregowcem Ryanem" i konflikt (po świetnym początku) i historia są koloryzowane. Widzicie już, że moja opinia odbiega zdecydowanie od większości, więc nie będę się także rozwodził nad tym, jak dobrze zagrał Jude Law. Moim zdaniem Ed Harris zagrał ciekawszą postać, która nie została rozwinięta tak jakby na to zasługiwała.

Plany na najbliższą przyszłość (według kolejności):
1. Łowca Jeleni
2. Czas Apokalipsy
3. Jarhead
4. Paragraf 22
5. Black Hawk Down
6. Życie jest piękne
7. Good morning Vietnam
8. Hurt Locker (kiedyś oglądałem, ale nic już nie pamiętam)


Także trzymajcie się ciepło i nie marudźcie jeśli w przyszłości pojawi się kolejny wpis o tematyce związanej z wojennym kinem :D Raz jeszcze dziękuję Wam za wszystkie propozycje.

wtorek, 3 grudnia 2013

Ranking filmów wojennych

Zapewne cały świat już wie (chwalę się tym zdecydowanie zbyt często), że obecnie czytam niesamowitą książkę pod tytułem "Kompania Braci". Nie będę tu przedstawiał zarysu fabularnego, bo zapewne jest to już tak mocno ukształtowany motyw popkulturowy, że każdy czytelnik będzie miał świadomość, iż mówimy o książce typowo wojennej. Mało kto nie zna przecież znakomitego serialu powstałego na jej podstawie. Niestety/stety jest to pozycja którą czytelnik specjalnie sobie opóźnia. Naprawdę, ja wkręciłem się tak, że czytam po kilka stron dziennie byleby tylko nie rozstać się z bohaterami zbyt wcześnie. Mam nadzieje, że również doświadczyliście kiedyś podobnego uczucia. 

Znów się rozgadałem, a miało być krótko, zwięźle i nieciekawie. Nie o książkach będzie bowiem mowa, a jak sugeruje nagłówek chciałbym podzielić się z Wami tytułami najlepszych, moim zdaniem, filmów wojennych, seriali i jakichkolwiek produkcji, które poruszają wojenną tematykę. Daję sobie prawo do rozszerzenia tematu na produkcje których nikt by się na tej liście nie spodziewał, ale cóż, jestem tu dyktatorem, więc mam prawo. Koniec bzdur, do rankingu przystąp:

10. "Bękarty Wojny"

Film z którym mam spory kłopot. Niby jest to Tarantino jakiego znam i lubię, ale z drugiej strony wciąż czegoś mi brakowało. Była ironia, była akcja, były świetne postaci, ale wciąż to nie do końca to czego się spodziewałem. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale nie całkiem  trafił on akurat do mnie. Wciąż jest to jednak bardzo ciekawy obraz i być może przy następnym seansie będzie juz lepiej. Znać trzeba.

9. "9 kompania"

Prawdopodobnie jedna z najlepszych produkcji od naszych wschodnich sąsiadów (ruskie) ever. Nakręcony bardzo dobrze, poruszający i wbijający sie w pamięć jak pocisk magnum 500 w mózg. Nie zdobyłem się na to, by płakać po Rosjanach, ale dreszcze są gwarantowane. Jest heroizm, jest bezsensowność wojny,  są emocje i świetny Afganistan - seans na najwyższym poziomie.

8. "Parszywa dwunastka"

Stara szkoła. Kino którym zaraził mnie ojciec. Jak na tamte czasy najwyższe uznanie - świetna obsada, pędząca akcja, prosta fabuła. To co tygryski lubią najbardziej. Zresztą wystarczy rzut okiem na takie nazwiska jak Marvin, Bronson, czy Savalas, by wiedzieć, że dostaniemy kawał dobrej produkcji.

7. "Listy z Iwo Jimy"

Zmieniamy stronę na państwa osi i znów składamy wizytę w czasach II wojny światowej. Tym razem celem wycieczki jest Japonia. I to pierwsza produkcja na której płakałem. Nic mnie w tym momencie nie obchodzi czyjeś zdanie na temat tego filmu. Płakałem =  jest zajebisty.

6. "Drabina Jakubowa"
Na dobrą sprawę nie jest to film wojenny. Opowiada on o losach żołnierza, który wrócił z wojny w Wietnamie. To dość dziwny gatunek, bo zahacza o horror, thriller i kino psychologiczne. Należy uważnie oglądać - w ten sposób da się odkryć i przemyśleć wiele kwestii powiązanych z wojną, choć żadna z nich nie jest postawiona na pierwszym planie (mnogość interpretacji sprawia, że jest to wyłącznie moja opinia). Nie płakałem, ale naprawdę sporo o nim myślałem, a nie jest to coś, co wychodzi mi najlepiej.

5. "Pluton"
Wietnam, Defoe, Sheen - potrzeba Wam lepszej rekomendacji? Jeśli tak to dodam najlepszą scenę śmierci w historii kinematografii, najlepszy i najbardziej charakterystyczny plakat filmowy jaki znam, a także genialną scenę koszarową (palenie trawki na levelu hard). Nie oglądałem ciekawszego filmu o Wietnamie.

4. "Pacyfik" - serial.

Zdecydowanie niedoceniana produkcja. Świetna historia osadzona w czasach II wojny światowej. Genialna realizacja i na tyle wierne oddanie historii, że ja, jakkolwiek laik w tej dziedzinie, nie zdołałem dopatrzyć się błędów. Fabuła wciągnęła mnie od pierwszego odcinka, rajskie plaże zamienione w piekło na Ziemi śniły się po nocy i zdarzało mi się uronić łezkę. Być może czasem trąciło to lekko patosem (nie pamiętam dokładnie), ale ja zachowałem w pamięci tylko trudy z jakimi zmagali się żołnierze. 10 odcinków, które naprawdę warto poznać, nawet jeśli nie interesuje nas historia.

3. "Kompania Braci" - serial

W trakcie oglądania. Za mną dopiero 3 odcinki, a już wiem, że to będzie najlepszy serial z jakim miałem w tym roku styczność. Tu nawet aktorzy są tak dobrani i ucharakteryzowani, że przypominają prawdziwych bohaterów 506 pułku piechoty spadochronowej. Zgodność z wydarzeniami znanymi z książki, oparcie się na relacjach weteranów, świetna reżyseria w której łapy maczał Tom Hanks - to wszystko sprawia, że od monitora nie można się oderwać. Według mnie ten serial to majstersztyk i wstyd mi, że nie znałem go wcześniej. Pełniejszą relację złożę po dokończeniu zarówno książki jak i oglądania.

2. "Szeregowiec Ryan"

Desant na plaży Omaha - wow, robi wrażenie nawet po tylu latach. Spielberg zrobił kawał cudownej roboty. Jest akcja, jest realizm, wojna wygląda tak prawdziwie, że chce się uciec sprzed monitora, bomby latają, thompsony strzelają, nikt nie jest bezpieczny. Łza w oku pojawia się kilkukrotnie dzięki świetnej kreacji bohaterów. Tom Hanks w roli kapitana Millera również spisuje się doskonale. Ten film po prostu trzeba znać i to niezależnie od swoich kinowych preferencji.   


1. *Tu wpisz swój typ. Ja wciąż poszukuję mojego numeru jeden* 

Zachęcam do podawania własnych propozycji, gdyż o dziwo kino wojenne nie jest mi tak dobrze znane jakbym chciał, a więc braki w tej kwestii mam zamiar na bieżąco uzupełniać ;)