niedziela, 5 stycznia 2014

El cuerpo (2012)

Hiszpańskie thrillery są marką samą w sobie. Właściwie tak naprawdę są marką w Waszych oczach, a ja idąc ślepo za zdaniem większości po prostu powtarzam opinie innych. Wypadałoby więc napisać, że recenzowany film nie jest doskonały, że jest nudny, przewidywalny i bez polotu. Chcąc zaprezentować swą nonkonformistyczną postawę należałoby wytknąć słabą grę aktorską, błędy fabularne i psującą klimat muzykę. Dodatkowo dorzucić spartaczone zakończenie, brak emocji i wiele nieścisłości. Gwarantuję, że każdy przedstawiający te zarzuty zostanie uznany za człowieka brnącego pod prąd, obawiam się jednak, że jednocześnie może zostać uznany za kompletnego idiotę.
Mój Nowy Rok opisany jednym zdjęciem
Ale, ale nie zapędzajmy się jeszcze do oceniania. Najpierw zarys fabularny, której zdradzenie w większym stopniu niż postaram się to zrobić, powinno być grzechem ciężkim. Spojlerujący takie filmy zasługują bowiem na łamanie kołem, smażenie się w smole i czytanie Coelho do końca życia. A więc: punkt 1. uciekający strażnik kostnicy potrącony przez samochód, punkt 2. zwłoki, które w tajemniczy sposób postanowiły opuścić swą wygodną lodówkę, oraz punkt 3. dziwne zachowanie męża zaginionej truposzki. Dodajcie to wszystko do siebie, zmieszajcie, wrzućcie lód i wlejcie Martini, a gwarantuję, że to będzie najlepszy koktajl jaki smakowaliście od dawna.

Fabularnie jest to, ni mniej ni więcej, majstersztyk. Świetnie obmyślona konstrukcja zdarzeń, bardzo dobry scenariusz, zamieszanie, chaos i emocje. Nie znalazłem w nim nawet jednej sceny, którą warto byłoby usunąć. Do tego wyśmienite zakończenie, którego gdzieś w połowie filmu zacząłem się niestety powoli domyślać. Nie umniejsza to jednak klasy z jaką zostało zaprezentowane i przyznam, że od czasów świetnego "Se7en" nie przypominam sobie nic lepszego (choć tu akurat może to być spowodowane tym, że ambitne produkcje jakoś mnie omijają).   
Zenek, bierz latarkę, tego jeden ginekolog nie ogarnie...
Przyznam że fabuła jest jednocześnie największą zaletą tego filmu. Podkreślić jednak należy, że gra aktorska również stoi na bardzo wysokim poziomie. Postaci są naturalne, nieprzerysowane, mają swoją tożsamość, którą wyraźnie widać - ogólnie bardzo ciekawe kreacje. Moim skromnym zdaniem nagroda dla "zawodnika meczu" należy się panu Jose Coronado, który stworzył wyjątkowo ciekawy obraz inspektora policji, oraz pani Belen Ruedzie za genialne przedstawienie osobowości naszego nieszczęsnego trupa(?). Nie będę pisał oddzielnego akapitu o muzyce - wspomnę tylko, że świetnie dopełnia ona dzieła i zdecydowanie pomaga w tworzeniu mrocznego, tajemniczego klimatu.

Podsumowując: nie myliły się osoby polecające ten film wszystkim wokół. To naprawdę godna uwagi produkcja, która wciąga, zaskakuje i co najważniejsze przynosi mnóstwo frajdy miłośnikom dobrych kryminałów. Ta recenzja mogłaby zostać streszczona w jednym, dosadnym zdaniu: Ten film był zajebisty.


Moja ocena to: mocne 8/10

piątek, 3 stycznia 2014

Artur Domosławski - "Ameryka zbuntowana. Siedemnaście dialogów o ciemnych stronach imperium wolności"

USA - co pierwsze przychodzi wam na myśl słysząc nazwę tego pięknego państwa? Oczywiście najpierw kierujemy się w stronę miłych rzeczy: hamburgery, koszykówka, miód, mleko, azbest i Johny Cash :) Po chwili jednak przychodzi refleksja. Za oceanem na swej ogromnej, spasionej dupie rozciąga się przecież kolos, który swą siłę zbudował na pożeraniu mniejszych. Dlatego też szybko uderzają nas również tak oczywiste hasła jak: kolonizacja, segregacja rasowa, Wietnam, Irak itd. Szczerze mówiąc nawet przed przeczytaniem tej lektury do głowy przychodziło mi więcej zarzutów wobec wspomnianego mocarstwa, aniżeli opinii pochlebnych.

Możecie być pewni, że jeżeli podzielacie moją opinię, chociażby po części, to książka Domosławskiego tylko ją ugruntuje. 17 dialogów to rozmowy przeprowadzone z wybitnymi naukowcami i publicystami z kręgów amerykańskiej inteligencji. Znajdziecie wśród nich nazwiska o których można było usłyszeć nawet w naszym kraju. Są to np. Noel Chomsky, Philip Zimbardo, czy Joseph E. Stiglitz. Poddają oni surowej krytyce ogromną część mechanizmów rządzących życiem publicznym, politycznym, czy też ekonomicznym w kraju.

Jeżeli same nazwiska brzmią dla Was dość obco, to może warto byłoby wspomnieć o tym, jakie to problemy najczęściej przewijają się w rozmowach. Otóż zainteresowani historią XX wieku zapewne z ciekawością przeczytają o sponsorowaniu dyktatur Ameryki Łacińskiej przez rząd Stanów Zjednoczonych. Dla tych czytelników łakomym kąskiem będą także informacje dotyczące motywów prowadzenia wojny w Iraku. Zainteresowani polityką wewnętrzną USA będą mieli okazję poczytać, między innymi, o różnicach pomiędzy polityką partii republikańskiej i demokratycznej, dowiedzą się oni także co takiego stoi na przeszkodzie wprowadzenia powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Dla tych, których polem zainteresowania są procesy społeczne, szczególnie istotnymi wypowiedziami będą te, dotyczące traktowania więźniów w Iraku, segregacji rasowej w USA, emigracji, czy też fenomen sprawiający, że biedni głosują na partię, której program oparty jest na wspieraniu najbogatszych.

Czas teraz rzucić okiem na techniczną warstwę. Książkę czyta się błyskawicznie i wciąga ona niezmiernie. Problemem który rzuca się w oczy jest jednostronność opinii (tylko liberalne). Nie przeszkadza to jednak aż tak bardzo, ponieważ wydają się one wyważone i rozsądne, a każda jest odpowiednio uargumentowana. Najlepszą rozmową według mnie była ta, dotycząca traktowania więźniów w Iraku. Została ona przeprowadzona z największym autorytetem jakiego w tym zakresie mógłbym wskazać - mowa oczywiście o Philipie Zimbardo.

Zdarzały się także opinie co do których byłem mniej przychylny (tu mógłbym wskazać np. rozmowę o ochronie życia od momentu poczęcia, czy negowanie faktu iż ludność czarnoskóra jest największym beneficjentem pomocy socjalnej w USA), ale generalnie były one tak oczywiste i uzasadnione, że trudno było się do czegoś przyczepić.

Szczerze polecam wszystkim zainteresowanym nie tylko Ameryką, ale całym światem na który fast-foodowy kolos wywiera ogromny wpływ. Nie sądzę, żeby ktoś był zawiedziony tą krótką lekturą. Jej największą bolączką okazało się to, że obejmuje ona wyłącznie wydarzenia do 2007 roku, a ze śledzonych od tamtego czasu wydarzeń mógłbym śmiało pokusić się o tezę, że Amerykanie również nazbierali trochę za uszami. Mimo to polecam - świetne kompendium wiedzy o regułach rządzących w USA.


Moja ocena to 7/10, plus pół punktu za świetną rozmowę z Zimbardo.