poniedziałek, 17 lutego 2014

Wielcy niedoczytani (1):

Doszedłem dziś do przykrego wniosku, jestem cholernie niesumienny. Mało tego - nie mam motywacji do tego, by to zmienić. Nie chodzi wcale o to, że nie obrałem ziemniaków na obiad, czy nie zamykam po sobie drzwi do piwnicy (małe dzieci zawsze wtedy uciekają - strasznie irytujące...), ale o to, że mam tendencję zacząć czytać jakąś serię i porzucić ją po pierwszym, drugim, lub którymstamktórymś tomie. Później zaś robię sobie z tego powodu tak ogromne wyrzuty sumienia, że muszę zjeść czekoladę, albo wypić piwo, by poprawić sobie humor. Przykre.

Oto przykłady, które siedzą najgłębiej w mojej króciutkiej pamięci (żarty o innych króciutkich rzeczach proszę odłożyć na bok):

1. Narrenturm

Fantastyka Sapka, która nawet mi się podobała. Pierwszy tom przeczytałem z dużą przyjemnością - za drugim nawet się kiedyś rozejrzałem, ale szybko skapitulowałem. I dupa - bo nic nie pamiętam. Wiem tylko, że były seksy, była przemoc, więc generalnie było nieźle.

2. Oko Jelenia

I znów fantastyka - dziś będzie monotematycznie. Więcej humoru niż u Sapka, pamiętam że bardzo pomysłowy cykl. Gdy się za niego brałem byłem pewny, że całość liczy trzy książki. Spoko, pomyślałem, tyle nawet ja dam radę przeczytać. A później się okazało, że są jeszcze kolejne. Jako że poziom zdecydowanie spadał, dałem sobie spokój. Teraz zastanawiam się, czy bardziej żałuję, czy bardziej ma to w dupie.

3. Malowany Człowiek

Cykl Petera V. Bretta z całą pewnością jest bardzo dobrym kawałkiem fantasy. Przeczytałem obie księgi "Malowanego Człowieka" sądząc, że każdy kolejny tytuł będzie opowiadał inną historię, umiejscowioną jednak w tym samym stworzonym przez autora świecie (ten podział na księgi troszkę mnie zmylił, ale nie dziwcie się - ja jestem głupi, a to było dawno, gdy byłem jeszcze głupszy). Okazało się jednak, że to kontynuacja losów znanych mi już bohaterów. I ten cykl chyba dokończę, przede wszystkim dlatego, że historia była dość prosta i dużo nie zapomniałem. Kiedyś.

4. Boże Igrzysko

Za książkę Normana Daviesa zabrałem się jeszcze w czasach, gdy myślałem, że jestem bystry i lubię historię. Niestety nie przedarłem się przez dwa ogromne tomy. Przeczytałem tylko pierwszy i mój zapał w tajemniczych okolicznościach zgasł. Ale doczytam. Chyba.

5. Dyplomacja


Dzieło Henry'ego Kissingera, które zdecydowanie powinienem znać. Czytało się całkiem nieźle, ale termin w bibliotece powoli mijał, więc musieliśmy się rozstać. Zatargałem więc tę ponad 1000-stronną książkę z powrotem. I teraz z jednej strony chcę ją dokończyć, a z drugiej jestem zbyt leniwy, by ją dźwigać. Podsumowując - doczytam, ale jak już będę duży, silny, mniej leniwy, a do tego znajdę partnerkę życiową, która przyniesie ją do domu za mnie.

No to tyle na dziś. Będzie więcej. Albo nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz