czwartek, 13 marca 2014

Richard Matheson - "Jestem Legendą"

Za jakie grzechy...
Książka "Jestem Legendą" Richarda Mathesona bez wątpienia zapisała się złotymi zgłoskami w historii horroru. Napisana w 1954 roku pozycja w klimacie post-apokaliptycznym do dziś stanowi lekturę, która porywa serca miłośników grozy. Legendarna powieść w końcu trafiła także w moje ręce, dlatego będę miał dziś niewątpliwą przyjemność podzielenia się z Wami własnymi wrażeniami.

Fabuła kręci się oczywiście wokół Roberta Neville'a - jednego z ostatnich ocalałych z epidemii. Ta dość krótka pozycja skupia się głównie na jego życiu po katastrofie, na toczonych przez niego próbach przetrwania, na jego samotności i wspomnieniach - reminiscencji ostatniego ze "starych ludzi". Nie zabraknie oczywiście walki z hordą piekielnych stworów, istotami zarażonymi tajemniczym wirusem, chcącymi zrobić kuku naszemu protagoniście.

Zasadniczym pytaniem jest z całą pewnością to, czy książka zdołała przetrwać próbę czasu? I tu szczerze mówiąc wersje są dwie. Otóż próby budowania napięcia bazujące na zimnowojennej rzeczywistości z atmosferą konfliktu w tle, niestety straciły nieco na aktualności. Ludziom urodzonym po latach osiemdziesiątych trudno będzie wyczuć efekt jaki książka mogła wywoływać w momencie swego powstania. Wizja apokaliptycznej zagłady świata w latach sześćdziesiątych wydawała się bowiem czymś całkiem realnym i bliskim. Z drugiej strony Matheson nie ograniczył się wyłącznie do tego elementu. Autor próbuje nas straszyć również poprzez odświeżenie i umiejętne wykorzystanie wampirzej konwencji, granie na prymitywnych, seksualnych zmysłach mężczyzny, czy ukazanie okrucieństwa ludzkiej natury. Fenomenem jest to, że wszystkie te motywy doskonale się przenikają i współgrają ze sobą po mistrzowsku, tworząc bardzo interesujący koktajl horrorowy.
...musimy oglądać okładki kinowe?

Chciałbym wspomnieć także o wadach. Niestety poza skąpymi rozmiarami tej książeczki nic więcej nie dostrzegłem. I nawet o tym jednym minusie trudno tu coś więcej powiedzieć, bowiem wydaje mi się, że część siły tej historii tkwi właśnie w tym, że jest krótka, konkretna, dosadna, a do tego naładowana ciekawą treścią po same brzegi. Mimo to czułem się nieswojo odkładając książkę i żegnając się z bohaterem już tego samego dnia w którym go poznałem.

Wspomnę także  o filmie. Niestety to właśnie wersję kinową poznałem jako pierwszą. Po seansie byłem całkiem zadowolony - "Jestem Legendą" z Willem Smithem okazało się bowiem bardzo fajnym filmem akcji. Po lekturze książki obraz ten jednak stracił sporo w moich oczach. Dziś numerem jeden pozostaje dla mnie oczywiście wersja pisana. Zdecydowanie jest w niej coś wartego skupienia.

Podsumowując: "Jestem Legendą" jest książką ponadczasową. Wciąga niezmiennie od niemal 60 lat i prawdopodobnie będzie wciągała kolejne rzesze czytelników. Uważam że każdy szanujący się wielbiciel Kinga, Mastertona, czy horroru ogólnie powinien znaleźć czas na klasyczną historię stworzoną przez Mathesona. Do dziś pozostaje ona bowiem wzorem tworzenia dobrych opowieści grozy, a od dziś mogę ją z czystym sercem polecać każdemu, kto jest już zdolny do złożenia literek w wyraz. To była bardzo ciekawa przygoda, której zdecydowanie nie żałuję.


Moja ocena to: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz