wtorek, 8 kwietnia 2014

Jo Nesbo - Pierwszy Śnieg

Rzetelne recenzowanie książek Jo Nesbo nie jest łatwym zadaniem. Każde słowo, które padnie przeciwko temu pisarzowi, sprawi, że będę musiał bacznie obserwować swoje otoczenie w obawie przed zamaskowanymi psycho-fankami, chcącymi dokonać linczu na mej skromnej osobie. A co dopiero gdy chodzi o najlepszą, według wielu, część przygód komisarza Harrego Hole, czyli "Pierwszy Śnieg".  

Ośmielę się nie zgodzić, ale nie  bijcie mnie jeszcze. Otóż uważam, że jest to jedna ze słabszych części (Auuć!). Moje ogromne oczekiwania względem tej książki zostały zdecydowanie zawiedzione (auuuć!) i uważam, że to nie jest Nesbo, którego poznałem przy okazji naszych poprzednich spotkań (tylko nie tam, auuuuć!).

Krótko o fabule. Komisarz Hole, którego każdy powinien już znać, po raz kolejny zabiera się za śledztwo. Tym razem w przerwach pomiędzy piciem, seksem i siłownią, norweski detektyw bada sprawę tajemniczego (zawsze są tajemniczy) bałwana. Trzeba przyznać, że szanowny pan Bałwan jest mordercą z wyobraźnią. Zawsze przy swoich ofiarach lepi bałwanka i odpowiednio go preparuje. Ma też tendencję do usuwania swoim ludzkim przyjaciołom a to rączki, a to nóżki, zależy od jego humoru. Do tego wszystkiego dochodzą oczywiście problemy osobiste Harrego. Mówiąc o problemach osobistych w przypadku tego gościa oczywiście wiadomo, że chodzi o dylemat dotyczący picia i wyborów miłosnych. Wydawałoby się, że będzie wesoło, ale...

Największą wadą, która przysłoniła mi całość była zagadka. Kryminały czytam po to, by być wyprowadzanym w pole, by autor bawił się ze mną w kotka i myszkę, bym na 10 stron przed końcem wciąż był niepewnym, zagubionym we mgle gówniarzem. Ale nie, Nesbo po raz pierwszy odkąd sięgnąłem po ten cykl zabrał mi tę przyjemność. Rozwiązałem zagadkę gdzieś po 100/150 stronach i zamiast wzbudzać we mnie niepewność, Nesbo tylko utwierdzał mnie w mym przekonaniu. I dlatego jestem na niego zły - bardzo!

Nie chcę żebyście zrozumieli mnie źle. To jest świetna książka. Jak zwykle bardzo dobry warsztat, napisana z polotem i humorem, a do tego świetne opisy i przez to pięknie "narysowana" Norwegia, naprawdę potrafią zachwycić niejednego czytelnika. Już dla samej postaci głównego bohatera, którego zresztą uwielbiam, warto wziąć "Pierwszy Śnieg" w łapy. Ale to nie jest to czego oczekiwałem. Ten straszliwy robal niedosytu nie pozwala mi ocenić tej książki na więcej.


Moja ocena to: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz