niedziela, 22 czerwca 2014

Aleksander Kowarz - "Samemu Bogu Chwała"

Jakiś czas temu skontaktował się ze mną pan Aleksander Kowarz. Zaproponował mi, abym zrecenzował jego najnowszą książkę pod tytułem Samemu Bogu Chwała. Nie ukrywam, że podszedłem do tej propozycji dość sceptycznie, nawet pomimo dobrej recenzji wskazanego utworu, którą miałem okazję przeczytać tutaj KLIK. Gdy jednak książka została błyskawicznie wysłana, z ochotą zabrałem się za lekturę.

Akcja powieści  toczy się w przyszłości. Świat jest obecnie podzielony na stronnictwo prochrześcijańskie, na którego czele stoi papież-człowiek, wespół z papieżem-maszyną, oraz na dżihadystów, o których przeczytamy już dużo mniej. Panuje więc swoista równowaga sił, przypominająca odrobinę czasy zimnej wojny. Jednakże wewnątrz państw katolickich pojawia się nowy wróg - heretycki Zakon Syjonu, który dąży do unicestwienia potęgi kościoła. W ten cały bałagan i skomplikowany świat pełen różnorakich powiązań wrzucony zostaje zwykły gwardzista - Ateron Kern.

Dobrze wiecie, że nie mam w zwyczaju rozpisywać się o fabule, dlatego też od razu postaram się przejść do meritum. Przede wszystkim książka jest lepsza niż przypuszczałem. Spodziewałem się nudnej, rozwlekłej i prostackiej pozycji, a dostałem kawał naprawdę solidnej lektury. Przede wszystkim imponuje mi to, jak zgrabnie autor połączył symbolikę religijną z tokiem zdarzeń. Trudno ukryć, że właśnie religia będzie tematem wiodącym dla tej powieści. Podobało mi się jednak to, że w książce Kowarza nie ma tych dobrych. Czy to kościół katolicki, czy to templariusze - każdy ma swoje za uszami. Dla mnie jest to zdecydowanie zaleta, gdyż znudziły mnie już pozycje, które piętnują tylko to, co piętnować jest najbezpieczniej. Mogę śmiało rzec, że autor znalazł ten złoty środek.

Fajną sprawą jest też przedstawienie alternatywnej historii świata. Nie dostajemy tylko post-apokaliptycznej rzeczywistości, ale także bardzo fajne i nawet dość realistyczne wytłumaczenie, jak do tego doszło. W dodatku w pewnym momencie mamy też lekko zarysowany akcent polski, co jest zdecydowanie interesującym smaczkiem, gdy niemal cała akcja toczy się we Francji i Włoszech.

Oczywiście warto podkreślić też to, że książka jak na dobrą fantastykę przystało jest pełna akcji. Znajdziemy w niej też odrobinę (ale nie za dużo) nowoczesnych technologii, ale także odradzających się po wiekach instytucji (inkwizycja). W dodatku muszę pochwalić niesztampowe zakończenie, które może nie zostawiło mnie siedzącego z otwartą gębą i śliną kapiącą na czytnik, ale przynajmniej poczułem się porządnie zaskoczony.

Teraz czas na mniej przyjemną część recenzji czyli wady. Przede wszystkim sam główny bohater, czyli Ateron, został nakreślony zbyt słabo. Fakt, dowiadujemy się z czasem o jego przeszłości, ale moim zdaniem był jednak za mało wyrazisty. Zabrakło mi jakiegoś szczegółowego opisu, który pozwoliłby mi się z nim utożsamić. W dodatku jego działaniom czasem brakowało konsekwencji, co szczególnie raziło, gdy zmieniał organizację dla których walczył niemal jak rękawiczki. Paradoksalnie większa uwagę przyciągały postaci poboczne, takie jak patriarcha Paryża, czy członkini Zakonu Syjonu - Francesca.

Kolejną wadą jest dla mnie to, że autor opisując pierwszy Dżihad i jego skutki posługuje się tymi samymi opisami. Odnosi się kilkukrotnie do jednolitej zabudowy miasta jaka powstała po wojnie, czy też do tego, że z wieży Eiffla pozostał tylko jeden filar. Stanowi to niejako symbol zniszczenia, ale oczekiwałem czegoś więcej. Jakiś ogromnych cmentarzy, masowych mogił, niewybuchów, nieuprzątniętych gruzów, które po tak ogromnym konflikcie powinny być czymś normalnym. Według mnie mimo tego, że świat był mroczny, to spokojnie mógłby być jeszcze bardziej przerażający.

W pewnych momentach zabrakło mi także wulgaryzmów. Niektóre dialogi aż prosiły się, żeby skwitować je soczystą "kurwą", ale w sumie lepiej z nich zrezygnować niż przesadzić.

Podsumowując: mimo wymienionych wyżej wad jestem zaskoczony z jak dobrą książką miałem do czynienia. Nie jest to może proza na miarę Cormaca McCarthy'ego, ale za to dostałem naprawdę dobrą, pełną akcji pozycję z naszego podwórka. Zadziwia mnie fakt, że książka musiała być wydana poprzez self-publishing, ponieważ zdarzyło mi się czytać książki wydawane przez największe wydawnictwa, które okazywały się kompletnym nieporozumieniem. Tu natomiast zrezygnowano z ciekawej, bardzo dobrze rokującej pozycji, którą w ogólnym rozrachunku naprawdę warto wziąć w łapy.  Całe szczęście, że Kowarz jednak zdecydował się na jej wydanie, gdyż uważam, że facet wykonał kawał dobrej roboty i strasznie szkoda by było, gdyby zobaczyła to tylko szuflada.


Moja ocena to: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz