piątek, 6 czerwca 2014

Sarah Lotz - "Troje"

Katastrofa samolotu, to szczególnie medialne wydarzenie. Jednak cztery maszyny spadające z nieba jednego dnia stanowią już prawdziwą sensację. Tak właśnie przedstawia się historia opisana w książce pani Lotz, którą miałem przyjemność przeczytać. Feralnego, styczniowego popołudnia upadek zaliczają loty statków powietrznych przemieszczających się  zarówno nad Europą, Japonią, Południową Afryką oraz Stanami Zjednoczonymi. Ze wszystkich czterech katastrof z życiem udaje się ujść tylko trójce dzieci. Czytelnik natomiast otrzymuje czarną skrzynkę, która będzie stanowiła przewodnik, odkrywający drogi do rozwiązania zagadki tej tragedii.

I to nie jest w żadnym wypadku metafora. Otwierając paczkę z przesyłką byłbym gotów dać sobie odciąć głowę za to, że w środku znajduje się jakieś pudełko. Na szczęście w okolicy nie było żadnego kata, ani gilotyny, więc z radością mogę pisać do Was te słowa. Zamiast pudełka była bowiem książka. To co mnie niesamowicie zaskoczyło, to świetna oprawa graficzna. I nie mam na myśli wcale ładnej, minimalistycznej okładki, ale świetny pomysł na pokolorowanie brzegów kartek na czarno, co wyglądem niesamowicie przypomina powszechne wyobrażenie czarnej skrzynki (choć ta tak naprawdę wcale czarna nie jest). Prezentuje się to zaskakująco ładnie i przyznam, że niesamowicie przyciąga wzrok. Pierwszy raz bowiem spoczywająca na półce książka zaciekawiła nawet moich nieczytających kolegów, a uwierzcie mi, że to o czymś świadczy.

Jak sama autorka wspomina jednak w tekście, to nie tylko okładka decyduje o książce. Warto więc byłoby porozmawiać o tym, co znajdziemy w środku. Przede wszystkim uderzyło mnie to, że jest to produkt niezwykle innowacyjny. Dawno nie widziałem, żeby ktoś tak zręcznie żonglował różnymi formami wypowiedzi pisemnych. Mamy tu wszystko; stenogramy rozmów, raporty komisji, mnóstwo dialogów, wywiadów, reportaży, czy nawet wypowiedzi zaczerpniętych z blogów i forów internetowych. Komponują się one naprawdę dobrze, więc żadna część nie wydawała mi się przesadzona, czy też wepchana na siłę.

Od spraw technicznych przejdźmy jednak do kluczowych dla tej recenzji, czyli kwestii merytorycznych. Jako że książka przedstawiona jest jako thriller, główną jej zaletą powinna być nieprzewidywalna i ciekawa zagadka. Taka właśnie jest sprawa cudownie ocalonych. Jak bowiem mogło dojść do tak ogromnego wypadku jednocześnie w czterech miejscach na Ziemi i jak ktokolwiek mógł wyjść z nich bez szwanku? Do samego końca nie wiemy jakim torem potoczy się cała ta historia, a trudno jednoznacznie orzec, czy nawet po przeczytaniu ostatniej strony każdy czytelnik w ten sam sposób odpowie sobie na nurtujące go pytania. W każdym razie na drodze prowadzącej do rozwiązania tego problemu, napotkamy także morderstwa, fanatyków religijnych, paranormalne moce i prostytutki, a więc elementy te stanowią obietnicę całkiem niezłej zabawy.

Bardzo fajną sprawą jest także zaangażowanie autorki w realne oddanie tła wydarzeń. Gdyby ta historia wydarzyła się naprawdę, wtedy z całą pewnością schemat zdarzeń nie różniłby się znacząco od przedstawionego tutaj. Sarah Lotz postarała się, by zarówno sprawy związane z ratownictwem, zarządzaniem kryzysowym, dziennikarstwem, czy światem polityki, oddane zostały jak najwierniej. Wyszło jej to naprawdę dobrze i całość wygląda jak reportaż z prawdziwych wydarzeń. W dodatku przewijające się przez powieść odnośniki do stron internetowych sprawiają, że czytelnik faktycznie ma wrażenie, że taka sytuacja miała miejsce.

Co do wad - nie jest ich zbyt wiele. Gdybym miał wskazać na tę najbardziej uporczywą postawiłbym na nużące fragmenty w okolicach środka książki, ale z drugiej strony mało jest takich pozycji, które nie cierpią na tę przypadłość. Na całe szczęście po momencie "przynudzania" zawsze dzieje się coś, co każe czytać dalej, więc sprawa napięcia wydaje się wyważona całkiem sprawnie. Nie podoba mi się też oszukiwanie czytelnika. Oczywiście mam na myśli puste kartki po poszczególnych rozdziałach. Tym sposobem książkę czyta się z pewnością o wiele szybciej i jest ona łatwiejsza do przyjęcia przez mniej zaawansowanych czytelników, ale ja patrząc na puste pole czułem się po prostu wprowadzony w błąd co do liczby stron. Nie będę się o to zbytnio czepiał, bowiem wydłużenie tej powieści z pewnością by jej nie posłużyło, a sama objętość nie ma tak naprawdę w tym przypadku wielkiego znaczenia. Nie wiem jednak, czy taki zabieg był stuprocentowo słuszny.

Podsumowując: jest to po prostu bardzo dobra, siódemkowa książka. Bardzo dynamiczna w odbiorze historia, z ciekawym tłem, która pokazuje sposób funkcjonowania ludzkiej społeczności w obliczu tragedii. Ze względu na innowacyjność i oprawę, która naprawdę bardzo mi się spodobała dodaję jej jednak jeden punkcik:

Moja ocena to: 8/10


Ps. Podziękowania kieruję w stronę Pauliny - to właśnie dzięki niej miałem okazję przeczytać tę książkę. Jesteś super! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz