sobota, 28 czerwca 2014

Tomasz Graczykowski - "Porzuceni"

Po zamieszczeniu dzisiejszej recenzji prawdopodobnie zakończy się moja świetna seria nawiązywania współpracy z autorami. Tym razem skontaktował się ze mną Pan Tomasz Graczykowski, proponując recenzję swojej powieści - "Porzuceni". Zaznaczył także, iż będzie to książka w klimacie sci-fi, w dystopijnym, mrocznym i brutalnym świecie. Coś co lubię. Nie wahałem się więc zbyt długo i ochoczo podjąłem się tego zadania.

Akcja książki Graczykowskiego rozgrywa się w dalekiej przyszłości. Ludzkość, nie mogąc żyć na skażonej planecie, opuszcza ją, udając się do swej nowej kolonii. Nazywa ją bardzo kreatywnie - Nowy Ład. Niestety ludzie, opuszczając ziemski padół (taaak, to brzmi dwuznacznie), postanawiają, że nie warto zabierać ze sobą ludzi niepotrzebnych. Tak więc na Ziemi zostają kryminaliści, teściowe, politycy, polscy piłkarze i inne tałatajstwo. Świat zmienia się jednak definitywnie. By przeżyć ludzie noszą maski tlenowe, mieszkają w hermetycznych pomieszczeniach otoczeni filtrami powietrza, walczą o pożywienie, czy wodę. Tak wygląda sytuacja w trzech z pozostałych na Ziemi siedmiu miast. Cztery inne otoczone są zaś szczelnymi kopułami, zapewniającymi świeże powietrze, a ludzie zamiast ochoczo brykać po ulicach korzystając z tego luksusu, smacznie śpią w swych kapsułach ćpając nex-9, czy inne cholerstwo.

I tu poznajemy naszego bohatera - Steelera. Zawód: killer, pierwsze zlecenie: tatry, wycieczka szkolna, zepchnął matematyka w przepaść (a nie, to nie ta bajka). Steeler jest prawdziwym wymiataczem. Tu muszę pochwalić autora, że stworzył naprawdę charakterystyczną postać. Zabójca, którego poznajemy, stanowi swoiste połączenie Jaxa z Mortal Kombat (mechaniczna łapa) z terminatorem (oko z trybem widzenia w podczerwieni) i każdym płatnym mordercą, jakiego znamy z filmów akcji (chęć zysku, niechęć do ludzi i groźny wygląd). Brzmi średnio, ale prezentuje się zaskakująco dobrze. Inni bohaterowie są stworzeni w bardzo podobnym stylu. Każdy człowiek, który zdołał przeżyć przedstawiony jest jako twardy i sprytny sukinsyn. I dobrze. To zdecydowanie buduje klimat, a nie ukrywam także, że takich bohaterów lubię najbardziej.

I przyznaję, że początkowo byłem zadowolony z tej lektury. Kilka fajnych pomysłów, pędząca akcja, wyraziści bohaterowie, ale... No właśnie, jest kilka konkretnych "ale", które zepsuły mi lekturę. 

Po pierwsze (primo) była to przewidywalność. Fakt, książka miejscami przypominała film akcji, ale raczej dość przeciętny. Czasem wydawało mi się, że fabuła zostaje zepchnięta na dalszy plan na rzecz skakania, strzelania, jeżdżenia, szukania kogoś, znów strzelania i tak dalej. Jeżeli chodzi o tę wadę przyznam, że zakończenie złamało schemat. Nie mogę zaprzeczyć, że było całkiem niezłe, choć niektórzy będą niezadowoleni z braku odpowiedzi na pewne pytania. Osobiście nigdy nie robiłem z tego problemu, gdyż zakończenia otwarte często są lepsze niż prowadzenie czytelnika za rączkę.

Drugą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy jest język. Nigdy nie byłem fanem długich, kilkustronicowych opisów, ale te, które czytałem u Graczykowskiego wydawały mi się za mało rozbudowane. Z czasem coraz bardziej wkurzały mnie powtarzające się opisy "hermetycznych drzwi", "groźnie wyglądających" postaci, "androidów" itd. W pewnym momencie po prostu zapragnąłem, żeby autor zastąpił te wyrażenia jakimiś innymi. Jeżeli chodzi o stylistykę przyczepię się też do wyrażenia "oboje" w odniesieniu do dwóch podróżujących wspólnie osobników płci męskiej. Wydaje mi się, że jedyną słuszną opcją jest "obaj", ale nie napiszę tego definitywnie, licząc na potwierdzenie tej kwestii przez moich bardziej ogarniętych czytelników (jest trzecia w nocy, nie będę tego teraz sprawdzał :)).  W każdym razie powtórzyło się to około trzykrotnie i zawsze irytowało jednakowo mocno.

Sama długość też pozostawia sporo do życzenia. Książka ma około 160 stron, ale nagromadzenie akcji sprawia, że długość ta wydaje się bardzo rozsądna. Dzięki temu historia generalnie nie nudzi. Przyznam, że przeczytałem ją dość szybko, ale jednocześnie dam głowę, że kolejne sto stron nie sprawiłoby mi radości. W takim formacie jest ona zdecydowanie znośna, jej "siłowe" rozszerzenie raczej nie podziałałoby na wzrost jakości.

Podsumowując wszelkie za i przeciw i chcąc być kompletnie szczerym ze sobą, muszę powiedzieć, że jest to raczej przeciętna pozycja. Ot, ani do końca dobra, ani zła. Ma swoje wady, ale jeżeli ktoś lubi sci-fi i dystopie, to potrafi sprawić radość. Choć osobiście nie żałuję poświęconego jej czasu, to biorąc pod uwagę wszystkie negatywne aspekty, które dostrzegłem:


Moja ocena to: 5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz