sobota, 14 czerwca 2014

V/H/S + V/H/S/2 czyli życzenie szybkiej śmierci.

Ehh, nie mam ostatnio szczęścia do dobrych horrorów. Wszystkie te mega straszne produkcje, które ludzie mi polecają, okazują się być tymi fatalnymi found footage, których największą zaletą jest to, że można je wyprodukować za małe pieniądze. I proszę się na mnie nie obrażać, ale moim zdaniem filmy tak kręcone nie są absolutnie straszne. Swego czasu był ten nudny Blair Witch, później minimalnie interesujące Paranormal Activity, niezły Rec, a po nim nie oglądałem już niczego dobrego. Ale jako że niełatwo mnie zniechęcić, to sięgnąłem po jeszcze jedną rekomendację, a mianowicie miałem nieprzyjemność obejrzeć dwie części V/H/S.

I muszę Wam powiedzieć, że moim zdaniem, a więc kompletnie subiektywnie - to jest straszne gówno. Wiem że wielu ludzi uważa, iż horror ten wyróżnia się wśród innych, ale ja sto razy bardziej wolałbym wrzucić na tapetę jakiś stary film grozy klasy B, niż męczyć się z tą kaszaną. Nie mam nawet zamiaru recenzować tych części oddzielnie. Traktuję je jako całość, bo jako całość powinny spłonąć w piekle.
Panie rezyserze, coś mało tej krwi, dajcie jeszcze z wiaderko...
Zacznijmy jednak od historii. W obu przypadkach mamy ludzi włamujących się do tajemniczego (a jakże) domu, by tam znaleźć kolekcję kaset wideo. Na każdej z nich znajduje się jakaś inna historia. Generalnie każda z nich kończy się konkretną masakrą. Rozstrzał jest spory. Mamy tu zarówno opowieść o sukkubie, japońskiej sekcie psycholi, obcych, mordercy-cieniu, czy zombie. Generalnie większość z nich łączy to, że fatalnie się je ogląda.

Jak przystało na found footage mamy do czynienia z wibrującą, skaczącą i kręcącą się w każdą stronę kamerą. W dodatku często siły zła sprawiają, że obraz się rozmazuje, trzęsie i zakłóca. Miało to niby straszyć, ale jest tak cholernie wkurzające, że miałem ochotę te kasety VHS wepchać  twórcom tego dzieła tam, gdzie na pewno nie zostałyby odtworzone.
Nieee, co Ty, wcale nie widać, że zapomniałaś zrobić makijaż.
Co jeszcze łączy wszystkie opowieści? Mnóstwo krwi. Wszędzie jest taka ilość gore, że z czasem robi się to śmieszne. Założę się, że reżyserzy dostali sztuczną krew na jakiejś promocji w biedronce, bo leje się jej tak nieprzeciętnie dużo, że sam bałem się o swoją koszulę siedząc przed ekranem. Zdecydowanie przegięcie i wcale nie dlatego, że łatwo mnie obrzydzić. Po prostu moim zdaniem większość przedstawionych sytuacji ocierało się o granice absurdu. Gwarantuję wam jednak, że jeśli ktoś zmusiłby mnie do obejrzenia trzeciej części tego chłamu, to sam podciąłbym sobie żyły, żeby sprawdzić czy poziom realizmu w filmie jest adekwatny do rzeczywistości.

No i cycki. Jak wiecie dobre cycki nie są złe. Ogólnie muszę powiedzieć, że cycki są fajne. Lubię cycki. Ale czy ja oglądam pornosa czy horror? Po cholerę w każdą historię wplatać jakąkolwiek kobietę, choćby była wzięta z dupy i kompletnie nie na miejscu, żeby tylko pokazać cycki? Tym razem nie był to dobry pomysł, choć wiem, że to może zabrzmieć dziwnie.
Patrząc na ich śmierć zżerała mnie zazdrość - ja musiałem obejrzeć do końca...
Wyjątkowo wspomnę na sam koniec o zaletach. Tu już będzie krócej. Chyba ze dwie opowieści były ciekawe i rzeczywiście jakaś tam nutka tajemnicy grała w tle. Co do reszty, to zwyczajna strata czasu. Może zwyczajnie film nie trafił w mój horrorowy gust, ale zadziwia mnie, że tak naiwna pozycja może się podobać. Cóż, ludzie mają różne charaktery i rozumiem, że różne rzeczy trafiają do widza, ale:


Moja  ocena to: 4/10 (zsumowałem oceny obu części, żeby nota była choć trochę bardziej obiektywna, bo każdej oddzielnie dałbym 2/10)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz