wtorek, 15 lipca 2014

Jean-Christophe Grange - "Zmiłuj się"

Tym razem nietypowo, bo będzie o książce, która mi się spodobała. W dodatku jest to pierwszy w historii tej strony tekst, co do którego zasugerowałbym ograniczenie wiekowe. Żeby za bardzo nie szaleć, proponuję czytać tylko osobom, które już skończyły dziesięć lat. No chyba, że lubisz torturować zwierzęta, wsadzasz sobie w odbyt różne rzeczy, albo lubisz wątróbkę (przypadek beznadziejny). Wtedy wbijaj śmiało. Zresztą w takiej sytuacji i tak wolałbym z Tobą nie zadzierać.

O Grange'u już kiedyś pisałem. Ale wiem, że jesteście leniwi i nie chce Wam się czytać wszystkich recenzji (nawias przerywnikowy: w momencie gdy czytacie jego treść, ja obmyślam dla Was jakąś straszliwą karę), dlatego przypominam, że bardzo mi się te wcześniejsze spotkania z francuskim autorem spodobały. Jak się również okazało, te miłe wspomnienia nie były przypadkowe.

"Zmiłuj się" to historia dwóch detektywów - Ormianina Kasdana, emerytowanego komendanta policji, faszerującego się rekreacyjnie psychotropami, a także młodego Rosjanina Volokina (ksywa na osiedlu: Volo). Volo nie jest jednak porządnym ruskim. Zamiast jak człowiek rzygać po wódce, jeździć na traktorze, albo składać kałasznikowy, nasz przyjaciel jest ćpunem: wstrzykuje sobie marihuanę. Albo heroinę. W każdym razie coś sobie wstrzykuje, a jego najlepszym przyjacielem jest łyżeczka białego proszku i kilka kropel soku z cytryny (uprzedzam pytanie - sok z cytryny jest potrzebny, gdyż ponoć żyły go kochają). W skrócie: nieźle popieprzony team.

Fabuła zaczyna się dość banalnie. Organista w ormiańskim kościele, do którego uczęszcza detektyw Kasdan, zostaje zamordowany. Oczywiście sam śledczy nie jest z tego zadowolony i rozpoczyna własne dochodzenie. To sprawia, że nie tylko skrzyżuje on swe ścieżki (ścieżki, ŚCIEŻKI :)) z Volo, ale także odkryje niezwykłą ilość powiązań, jakie będzie zmuszony zbadać. Od pedofilii, przez skłonności sado-masochistyczne, po dyktaturę Pinocheta w Chile i nazistowską tradycję - ofiara okazuje się nie tak czysta, jak można by się spodziewać.

Historia jak przystało na Grange'a jest zakręcona, a wszelkie porównania do Harlana Cobena okazują się bardzo adekwatne. Tu wysunę jednak mój jedyny zarzut, który zaważył na końcowej ocenie. Na ostatnich stronach okazało się, że jest aż za bardzo przekombinowana. Tyle przypadkowych zdarzeń i powiązań jakie wychodzą na jaw w finale nikt by się nie spodziewał. Przesada. Ale przejdźmy do tego co przyjemne (nie, nie o to mi chodziło, zostawcie te strzykawki).

Zdecydowanie na plus zaliczyć należy mroczny klimat. Książka z całą pewnością nie jest młodzieżową opowiastką. Świetne opisy tortur, znalezionych zwłok, sado-masochistycznych zabaw i genialny bohater zbiorowy, którego nazwałem na potrzeby tego tekstu "popieprzonedziecimordercy", sprawiają, że od lektury naprawdę trudno się oderwać. Do tego, jak na Grange'a przystało, dostajemy świetny styl, troszkę gadulstwa, i troszkę ponad 500 stron wyśmienitej zabawy.

Nie ma co się dalej rozpisywać. Książkę z czystym sercem mogę polecić każdemu, kto kocha dobre kryminały. A szczególnie wtykał bym ją ludziom, którzy lubią styl mroczny, jak gangbang z murzynami (mistrz obrazowych porównań powraca). Warto sprawdzić.


Moja ocena to: 7,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz