niedziela, 10 sierpnia 2014

Jo Nesbo - "Syn"

Ah ten Nesbo, co za niewdzięcznik. Ja tu się staram, walczę jak lew, by dokończyć cykl traktujący o przygodach Harry'ego Hole, a ten mi tu znów wyskakuje z nową książką. I gdybym tylko potrafił się opanować i zachować jak cywilizowany czytelnik, to pół biedy. Ale czytając wszechobecne recenzje "Syna" zżarła mnie zazdrość i książkę w końcu dorwać musiałem. Tym razem miałem szczęście znaleźć ją w bibliotece, więc mój portfel może nadal oddychać z ulgą (oddychać głównie dlatego, że jego dominującą część zajmuje powietrze). Odpowiedzmy sobie więc na jedno zajebiście,  ale to zajebiście ważne pytanie: jak tym razem spisał się norweski mistrz kryminału?

Ale to później, bo jak wiecie najpierw muszę Wam przedstawić jakiś krótki, nudny zarys fabularny, najlepiej przepisany z okładki. A jako, że nie chcę mi się sięgać na półkę, postaram się to troszkę sparafrazować. Sonny Lofthaus, ćpun i heroinista, siedzi sobie w areszcie. Jego hobby, to udawanie buddy i wysłuchiwanie spowiedzi, których udzielają inni więźniowie. Tym sposobem poznaje on sekrety morderstw i zbrodni, w których paluchy maczają różnorakie osoby, często z najwyższych warstw społecznych. Żeby dostać działkę (narkotyków, a nie pod domek w Ciechocinku) Sonny przyznaje się do wielu z tych przestępstw i odsiaduje karę za prawdziwych sprawców. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy na jaw wychodzą nowe fakty o życiu ojca Sonny'ego, byłego policjanta, którego niesłusznie oskarżono o korupcję. Sonny postanawia wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę.

Dalej nie będę zdradzał, ale prawdopodobnie dużej części fabuły możecie się już domyślać. Niestety wydawała się ona troszeczkę zbyt uproszczona i zerżnięta z filmów akcji. Dla jednych to będzie wada, dla szukających zwykłej rozrywki z pewnością może to być zaleta.

Duży plus to bohaterowie. Żaden nie jest czarno-biały, a to co Nesbo potrafi najlepiej, czyli tworzenie postaci wzbudzających emocje, udało się także w tym przypadku. Bardzo skomplikowana osobowość głównego bohatera, ciekawe postaci poboczne i nawet sama fizjonomia, którą starannie opisuje Nesbo, sprawiają, że losy przedstawionych kreacji nie są czytelnikowi obojętne. Fakt że nie ma tu ani jednej osoby kryształowo prawej i czystej, nadaje książce mrocznego charakteru i realizmu. Wygląda to naprawdę dobrze.

Tym razem mogę wymienić zdecydowanie więcej wad niż zalet. Książka ma przewidywalne zakończenie, początek jest dość monotonny i nużący, powieść ustępuje pola innym pozycjom norweskiego autora, ale... co z tego? To wciąż świetna historia, która z każdą kolejną stroną wciąga coraz bardziej. Szczegóły dopracowano w każdym calu, tekst przesuwa się nam przed oczami błyskawicznie jak rosyjskie wojska na granicy z Ukrainą, wszystko pięknie gra i śpiewa. I właśnie tego oczekiwałem po Nesbo. Absolutnie nie jestem zawiedziony. To solidny autor i tym razem, mimo kilku niedogodności, także warto go polecić.


Moja ocena to: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz