czwartek, 11 września 2014

Dennis Lehane - Wyspa Skazańców / Wyspa tajemnic

Wyspa Skazańców - Shutter Island - to mały skrawek lądu leżący w Zatoce Bostońskiej. W czasie wojny secesyjnej jej teren zajmowały fortyfikacje Unii. Wkrótce potem budynki te zmieniły swe przeznaczenie i na wyspie powstał szpital psychiatryczny Ashecliffe. W 1954 roku z tego szpitala ucieka niebezpieczna pacjentka. Trudno sobie wyobrazić, że bez niczyjej pomocy udało jej się opuścić placówkę, ale prowadzone na szeroką skalę poszukiwania na nic się nie zdają. Klify pełne jaskiń i gęsty, rozległy las utrudniają znalezienie kogokolwiek. Dlatego też do pomocy wezwany zostaje szeryf federalny Teddy Daniels. Wraz ze swym nowo przydzielonym partnerem Chuckiem rozpoczynają własne śledztwo.

Dennis Lehane po raz kolejny serwuje nam thriller nieprzewidywalny jak loty Malaysia Airlines. Choć początkowo wszystko wydaje się jasne i klarowne, akcja błyskawicznie zmienia swój tor. W połowie książki pojawiają się pierwsze wątpliwości, a twist zaserwowany nam w ramach zakończenia zostawia czytelnika z gębą otwartą jak obwodnica Przemyśla. Muszę przyznać, że choć książka liczy niespełna trzysta stron jest jedną z lepszych pozycji w swoim gatunku.

Trudno tu wymienić wszystkie zalety jakie dostrzegłem. Jest ich bowiem więcej niż wojsk rosyjskich na Ukrainie, niekompetentnych urzędników w Unii Europejskiej, czy robaków w śliwkach. Ale spróbujmy: świetne kreacje bohaterów, które są niesamowicie niejednoznaczne. Teddy, Chuck, doktorzy, naczelnicy, sanitariusze, pacjenci - wszyscy mają w sobie coś szczególnego i magnetycznego. Do tego wartka akcja, która w połączeniu z genialnym stylem autora sprawia, że od książki wprost nie można się oderwać. Ciągła niepewność, napięcie i piętrzenie się niewiadomych dają natomiast pewność, że przy książce warto spędzić tę "jeszcze jedną godzinę". Poza tym klimat powieści Lehane'a jest jeszcze mroczniejszy, niż w jego pozostałych dziełach, które dane mi było przeczytać. A przecież tamte także nie wyglądały na bajki opowiadane dzieciom na dobranoc.

Wady? Ahhh, nie żartujcie. Ta książka praktycznie nie ma żadnych wad. Jedynym jej mankamentem jest to, że najpierw obejrzałem film, a dopiero później sięgnąłem po lekturę. Nie ukrywam, że fakt ten w niewielkim stopniu zabił już napięcie, którego miałem nadzieje doświadczyć. Ale nawet jeśli obejrzeliście ekranizację Martina Scorsese (swoją drogą bardzo dobrą), wciąż namawiam Was do sięgnięcia po tę lekturę. Objętościowo jest niewielka, a każdy miłośnik thrillerów powinien ją znać.


Moja ocena to: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz