poniedziałek, 8 września 2014

Krzysztof Kotowski - "Kapłan"

Zdecydowanie powinienem otrzymać zakaz recenzowania książek sensacyjnych. I wcale nie dlatego, że podobają mi się powieści Dana Browna, czy Kena Folletta, ale raczej dlatego, że w tym konkretnym gatunku absolutnie nie potrafię podnieść autorom poprzeczki. Jakiekolwiek political fiction z bohaterem w stylu Indiany Jonesa, czy może raczej Jamesa Bonda, sprawia, że moja skala ocen automatycznie rozpoczyna się gdzieś w okolicach piątki i tylko nieuchronnie pnie się w górę. Kotowski miał więc ułatwione zadanie i nie ukrywam, że swoją misję zrealizował z dużym powodzeniem.

I wiem jak idiotycznie zabrzmi to, co za chwilę usłyszycie. Wiem też, że po tej recenzji mogę kompletnie stracić resztki autorytetu i zyskać miano blogowego przygłupa, ale cholera, ta książka naprawdę dobrze mi się czytała. Historia przedstawia losy księdza Krzysztofa Lorenta. Początkowo wydaje się, że nasz bohater jest tylko jednym z wielu szaleńców. Poznajemy go bowiem w momencie, gdy trafia do szpitala psychiatrycznego. Pozornie normalny dotąd Krzysztof mdleje w czasie mszy i budząc się w szpitalu jest już zupełnie odmienionym człowiekiem. Twierdzi, że zyskał wiedzę gromadzoną przez kilka pokoleń swoich przodków. Psychiatra, doktor Ola Sambierska oczywiście nie daje mu początkowo wiary. Akcja rozkręca się jednak, gdy na placówkę przeprowadza najazd banda mnichów uzbrojonych wyłącznie w ostre jak brzytwa miecze. Świetnie wytrenowani wojownicy w habitach ustępują jednak w wyszkoleniu człowiekowi, który jeszcze kilka dni wcześniej zajmował się wyłącznie czytaniem kazań. Od tego momentu jest już tylko ciekawiej.

Taaaaak, jestem w stanie wyobrazić sobie, co teraz myślicie. Paradoksalnie jednak ta fabuła trzyma się kupy (nie tej kupy) i wciąga. Nie okazuje się może tak odkrywcza jak początkowo mogłoby się wydawać, ale z całością tej powieści komponuje się całkiem nieźle. Wbrew pozorom nie mamy tu do czynienia z fantastyką sensu stricte. Nadprzyrodzone zdolności księdza Krzysztofa, to właściwie jedyny element niecodzienny w całej książce. "Kapłan" przypomina raczej powieści Dana Browna - fikcyjne teorie dziejów i mocne zakorzenienie w historii, podlewane przy okazji sosem teorii spiskowych. Do tego oczywiście szybka akcja i stereotypowi bohaterowie.

Trudno powiedzieć nawet co mi się nie podobało. Przeczytałem ją błyskawicznie i z ogromnym przymrużeniem oka, więc nie miałem zbyt wielu zastrzeżeń. Może kilka nadmiernie używanych wyrazów, np. jełop, jemioł, mogło rzucać się w oczy, ale nie miałem z tym żadnego problemu. Styl jest płynny, dialogi konkretne, akcja opisana bardzo przyjemnie. W dodatku poczucie humoru Kotowskiego z reguły do mnie trafiało, choć zdarzyły się też nieliczne, mniej chlubne wyjątki od tej reguły. Moim zdaniem jest to jednak naprawdę dobra książka rozrywkowa, z której w dodatku można wynieść odrobinę interesujących ciekawostek.

Ale podkreślam też, że odradzam ją wszystkim, którzy nawet na chwilę nie są w stanie porzucić logicznego myślenia. Nie polecam także tym, którzy kiedykolwiek zasnęli na "Goldeneye" albo "Poszukiwaczach Zaginionej Arki". Tym, którzy uważają współczesny porządek świata za nienaruszalny, a ich racjonalizm każe im traktować każde jego przekłamanie, choćby fikcyjne, jak herezję. Jeśli jednak szukacie dobrej zabawy na wieczór - szczerze polecam. Nie będziecie może myśleć o niej zbyt długo, ale z pewnością wielu z Was spędzi przy niej mnóstwo miłych chwil.


Moja ocena to: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz