poniedziałek, 22 września 2014

Vendetta (2013)

Stephen Reynolds, reżyser znany z takich przebojów jak Tomb Raider Ascension i... Tomb Raider Ascension (taaak, w ten delikatny sposób próbowałem dać do zrozumienia, że raczej nikt go za cholerę nie kojarzy), wypuścił kolejny, już drugi w karierze film: Vendetta. Cóż za błyskotliwy przebłysk geniuszu kazał nadać filmowi akcji taki tytuł? To na zawsze pozostanie tajemnicą twórców.

Zgadnijcie o czym traktuje historia? Macie trzy szanse. Ktoś krzyknął: "zemsta!"? No bystrzacha - nie wiem, jak się domyśliłeś. Ale tak, przyznaję, to prymitywna ograna historia zemsty. Tym razem nie chodzi jednak o narzeczoną, psa, ani rybki z akwarium, ale o rodziców. Ktoś naszemu głównemu bohaterowi, angielskiej maszynie do zabijania, wykańcza staruszków. To jest moment, w którym możesz widzu pomyśleć: ojoj, to bardzo nieładnie ze strony tych podłych bandytów. I faktycznie, nasz bohater myśli dokładnie w ten sam sposób.
Algorytm pojawienia się cycków na ekranie: blondynka z lekko rozchylonymi ustami > prawdopodobieństwo wzrasta trzykrotnie.

Ale, ale, czy to oznacza, że jest to kompletnie nieudane kino akcji? Nie, nie skreśliłbym go całkowicie. Sam seans należał do stosunkowo mało nieprzyjemnych. To jest taka specjalna półka, na którą odkładam znośne gnioty. Bo na dobrą sprawę ten drewniany bohater dał się znieść. I te sceny walki nawet dało się obejrzeć jednym okiem. A z drugiej strony - widzieliście kiedyś komandosa z klatą obwisłą, jak u 60-letniej prostytutki? Jeśli nie, to będziecie mieli okazję.

Kolejna wado-zaleta, to sposoby śmierci oponentów. Oczywiście cholernie wymyślne, ale w dużym stopniu równie bezsensowne. Za dużo zachodu przy ich organizowaniu, za mało realizmu przy ich wykonaniu. Wystarczyłoby celnie strzelać, a nawet z tym nasz uberkomandos ma wyraźne problemy.
Betonowy, poranny kapeć w pysku - nie polecam...
I oczywiście bolączka wszystkich filmów akcji, czyli niepotrzebne wątki poboczne. Niby jest jakieś śledztwo, ale policjanci są niesamowitymi pierdołami, niby jest jakaś dziennikarka, ale po co? Nikt nie wie. Jakiś romans też się trafia, ale na dobrą sprawę przelatuje przed oczami szybciej niż rosyjskie pociski nad Donbasem.
Ta lepsza Vendetta - kto nie zna ten zbiera szczaw z Niesiołowskim...
I co, powinienem maksymalnie obniżyć notę? Niby tak, ale cóż poradzę, że takie brutalne kino nawet przypadło mi do gustu. A i ten bohaterzyna za dychę z czasem przestał przeszkadzać. Tak stawiając sprawę - jestem rozdarty.


Moja ocena to: 5/10

Ps.Polska Mistrzem Świata - cieszę się razem z Wami ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz