czwartek, 2 października 2014

Hiszpański Cyrk (2010)

Yep, w końcu obejrzałem. Obiecywałem to sobie od dawna i muszę przyznać, że wraz z każdym kolejnym dniem moje oczekiwania względem tego filmu mocno rosły. Dziś jednak Hiszpański Cyrk jest już za mną, więc z czystym sercem mogę napisać, co mój chory umysł sądzi o tej produkcji.

Film opowiada o losach dwóch, nieźle popieprzonych klaunów. Jeden z nich, Carlos, jest smutnym klaunem. Jego obowiązkiem jest głównie stanie na scenie i robienie miny zbitego psa, podczas gdy wesoły klaun urządza sobie dzikie harce - oblewa go wodą, uderza gumowym młotkiem, czy sika mu na nogawkę.  Wesołkiem tym jest niesamowicie agresywny Sergio. Problemem obu panów staje się rywalizacja o niesamowicie urodziwą, ale zepsutą do szpiku kości gimnastyczkę Natalię. To tyle jeśli chodzi o zarys fabularny.
Pani Miley Cyrus? Tak, kierowca jest już w drodze...
Nie skupiajcie się jednak na nim za bardzo, bo fabuła ta jest tylko alegorią. Rywalizujący o niezdecydowaną Natalie klauni, stają się symbolem faszyzmu i komunizmu - dwóch niszczycielskich sił, które stają się śmiertelnym niebezpieczeństwem dla kraju - symbolizowanego poprzez osobę cyrkowej akrobatki. Dosadnym tego przykładem jest np. scena zamachu bombowego przeprowadzonego przez ETA, w której smutny klaun zdziwiony pyta: "A Wy? Z jakiego jesteście cyrku?".  I między innymi za takie smaczki można docenić ten film. Jest on absurdalny, groteskowy i konkretnie poryty, ale jak dobrze wiecie moje poczuje humoru również.

Trudno jednak powiedzieć, żeby przy takiej makabrze wylewającej się na widza z ekranu, można było śmiać się w głos. To jest zupełnie inny typ humoru - do bólu przerysowany, być może trochę kpiarski, ale zdecydowanie dosadny, nachalny i brutalny. Tylko dla ludzi o mocnych żołądkach. Klauni z czasem stają się coraz bardziej przerysowani, karykaturalni i obrzydliwi, tworząc idealne zobrazowanie tego, jak zmienia się każdy system totalitarny.

Cholera - seksowna ta Hiszpania...
Zauważyłem, że dość popularne jest porównywanie kina tworzonego przez Tarantino z Hiszpańskim Cyrkiem. I faktycznie - jeśli weźmiemy pod uwagę niesamowicie szybko pędzącą akcję, charakterystycznych bohaterów, czy niezwykłą wręcz bezpardonowość tego filmu, to śmiało będziemy mogli takie porównanie uzasadniać.

Dla porządku napiszę jednak, że zdecydowanie nie jest to film dla każdego. Przede wszystkim zagubi się w nim wielu widzów, którzy mają trudności z zachowaniem odpowiedniego skupienia. Jak wspomniałem akcja gna na łeb, na szyję, więc jej śledzenie sprawia czasem pewne trudności. Trudno też ukryć, że jest to dość chaotyczna produkcja, w której czasem niełatwo doszukać się sensu. Wiele postaci wydaje się tu wrzuconych tylko po to, by dodatkowo gmatwać sytuację. Oczywiście skreślić go powinni także Ci, którzy nie lubią epatowania brutalnością. Wielu znawców kina, którzy na siłę chcą kwalifikować każdą produkcję, też nie powinno się stresować. Hiszpański cyrk nie mieści się bowiem w żadnych konkretnych ramach, które jestem sobie w stanie wyobrazić.
Marzenie każdego klowna - otworzyć ogień do rozwrzeszczanych dzieciaków w fast-foodzie...
Dla kogo więc jest ta produkcja? Ucieszy z pewnością każdego miłośnika hiszpańskiej historii XX wieku, który ma to szczęście, że jednocześnie posiada nieziemsko skopane poczucie humoru. Albo po prostu każdego, kogo bawi widok dwóch napieprzających się do nieprzytomności klaunów. Pech chciał, że ocena jest mało obiektywna. Wiem doskonale, że bardzo wielu osobom ten film się nie spodoba. Siłą rzeczy nie mogła być ona zatem adekwatna do gustów wszystkich czytelników. Niestety w moje upodobania dzieło to trafiło znakomicie, więc:


Moja ocena to: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz