piątek, 31 października 2014

Uprzejmy tekst o tym, jakim miłym człowiekiem jestem...

Wobec pogarszającej się pogody czas na wpis, który będzie do niej chociażby po części adekwatny. Jako że na dworze (a w Krakowie na polu) zaczyna coraz bardziej pizgać (fachowa terminologia związana z wzmagającymi się wahaniami pogody i spadkiem temperatur) czas się trochę pożalić. Oczywiście jak zwykle niesłusznie i kompletnie absurdalnie, ale co mi tam...

O czym będzie mowa? Otóż chciałbym zadedykować ten tekst kompletnie nieśmiesznym, ale namiętnie powtarzanym powiedzonkom, które z jakiegoś powodu powinny mnie bawić do rozpuku. I o tych ludziach, którzy z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu, postawili sobie za cel swojego życia rozbawienie mej skromnej osoby. Dlaczego mnie to boli? Bo jestem kurwa strasznie miłym facetem...

Być może wiąże się to z brakiem asertywności, a być może po prostu nie lubię robić sobie wrogów z błahych powodów, ale niemal zawsze gdy "pan śmieszny" opowiada mi jakąś żenującą przygodę, zdarza mi się wykrzywić usta w uśmiechu. Oczywiście nic co powiedział nie jest nowatorskie, odkrywcze, ba, nie jest nawet odrobinę zabawne, ale "przyjacielski Łukasz" będzie go zachęcał. Wykrzywi pysk w grymasie przypominającym uśmiech, dając do zrozumienia, by "komik" kontynuował swoją tyradę. A później, po tym trzygodzinnym słuchaniu głupot, Łukasz wróci do domu i padnie na pysk, dziwiąc się jak to możliwe, że człowiek jest stworzony do życia w społeczeństwie... Choć zwykle nie marudzę na sprawy związane z ubogością języka stosowanego w codziennym życiu (gdyż wtedy pierwszym kamieniem trzymanym w ręce musiałbym sam się pieprznąć w głowę), to są do cholery jakieś granice. Chciałbym więc wskazać jakie powiedzonka, frazy, czy zwroty według mnie wskazują, że możesz być "nieśmiesznym komikiem", lub też znajdować się w początkowym stadium tej ciężkiej, nieuleczalnej choroby.

1. Aśe naebałem
Tekst jakże oklepany i jakże często stanowiący punkt kulminacyjny każdej, "dobrej" historii. Mój drogi przyjacielu/przyjaciółko - zrozum proszę, że mam to serdecznie w dupie. To że chlasz jak świnia, nie masz żadnego umiaru i prawdopodobnie rzygałeś/aś w dyskotekowym kiblu, to żaden powód do dumy. Tekst oklepany, który słyszę co najmniej raz w tygodniu i mający wskazać chyba na to, że oto mam przed sobą mistrza ceremonii, poskramiacza niewieścich serc, wodzireja największych imprez w kraju, wskazuje tylko na to, że Twoja dojrzałość jest na poziomie zdechłej kuropatwy.

2. A smoki też tam były?
Stary, wysilam się. Może nie jestem doskonałym oratorem, ale staram się opowiedzieć coś, co nie będzie dotyczyło tylko wielkości kloca, jakiego udało mi się rano postawić. Więc jeśli juz naprawdę musisz mi przerywać co chwilę, wysil się trochę bardziej. Rzuć jakąś ciekawą, śmieszną, kpiącą, czy wredną uwagę, ale zrób to przynajmniej oryginalnie. Nie każę Ci przecież nawet rozbawić mnie do rozpuku, ale rzuć przynajmniej coś w stylu: "jęczysz jak szczerbaty morświn", a te oklepane teksty, które usłyszałeś od wujka - odpuść...

3. Masz ryj jak...
Na szczęście ostatnio "wyszło to z mody" - przynajmniej w moim otoczeniu - ale tego typu powiedzonek nie dało się wręcz słuchać. Fakt, że urodę odziedziczyłem po moich neandertalskich przodkach z pewnością nie ułatwia sytuacji, ale tak na dobrą sprawę komu przeszkadza czyjkolwiek "ryj"? Nie podobam Ci się? Po prostu spieprzaj - przecież to nie ja chodzę za Tobą w poszukiwaniu rozmówcy, nie ja narzucam Ci się ze swoją obecnością i z całą pewnością nie ja szukam u Ciebie jakiegokolwiek zrozumienia. Jestem w stanie pojąć, że osoby rzucające podobnymi kwestiami wcale nie chcą nikogo urazić (zwykle), a raczej mają na celu sięgnięcie po swoje trzy sekundy sławy. Chcą pobrylować w towarzystwie, nawet jeśli tylko swoim prostactwem. Jeśli myślisz, że to Cię usprawiedliwia - spieprzaj!

4. Gimbaza
Brzydzi mnie to słowo i przyznaję, że zapisałem je bodajże po raz pierwszy w życiu. O co do cholery chodzi z tą gimbazą? Dawniej na ludzi o mentalności nastolatka mówiono po prostu "idiota" i nie było żadnych komplikacji. Sugerowanie, że czterdziestolatek wklejający prowokacyjne, idiotyczne, czy kpiące komentarze na stronach internetowych maści wszelakiej jest "gimbusem", to jednocześnie sugerowanie, że może on jeszcze dojrzeć mentalnie i zejść z ciemnej ścieżki mocy. A może chodzi o gimnazjalistów ogółem? Ale przecież to często równie rozsądni ludzie jak wszyscy inni (to nie był do końca komplement) - chcą palić, pić i ruchać na potęgę, jak w przybliżeniu osiemdziesiąt procent naszego społeczeństwa. Po co ich więc oddzielnie oceniać i piętnować*?

5. Powtarzalność
Spotykając się codziennie z tymi samymi ludźmi, nie muszę już nawet z nimi rozmawiać. Są może ze trzy osoby, w towarzystwie których mogę swobodnie żartować i które nie są na tyle ograniczone, by w kółko powtarzać te same kwestie. Oczywiście nie wymagam tu jakiś niewyobrażalnych cudów, czy niesamowitej kultury, ale jeśli katujesz mnie codziennie tą samą historyjką i oczekujesz, że wysłucham jej po raz siódmy z bananem na mordzie, to coś jest z Tobą poważnie nie tak. Zróbcie teraz szybki rekonesans i przemyślcie - ilu macie znajomych, którzy są tak przewidywalni, że nawet gdyby na stole kopulowało stado rozszalałych klaunów, oni opowiadaliby dokładnie o tym samym, co dzień wcześniej?

Dobra, kończę te pierdoły, gdyż mam świadomość, że również jestem w dużej części tym nieśmiesznym, irytującym osobnikiem. Moje poczucie humoru jest nijakie, żarty nie są zabawne, a teksty miałkie i nudne. Zasadniczą różnicą jest to, że nie wciskam ich nikomu do gardła i nie biegam za nikim z wizytówką zawierającą adres bloga (no chyba że w nocy, w parku i w samym płaszczu przeciwdeszczowym).


*Tekst ma charakter satyryczny. Jeśli uważasz, że krytykuję w nim sens prowadzenia jakichkolwiek badań i analiz społecznych, to jesteś ciężkim idiotą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz