czwartek, 13 listopada 2014

"Nie wykorzystaj tego tekstu do niecnych celów", czyli dlaczego nie wolno mi ufać...

Jeżeli czasem zdarza Wam się zajrzeć w komentarze pod moimi tekstami, to doskonale wiecie, że często udziela się tu wiele fajnych, sympatycznych dziewczyn, kobiet, matek, żon i kochanek. O jednej z nich dzisiaj. Otóż z dużą dozą zawstydzenia przyznaję się do wykorzystania tej Pani - Beaty Podsobińskiej. Istota to bystra, piękna i tak dalej (mistrz komplementów), ale uwierzyła, że w żaden sposób nie wykorzystam jej tekstu. O jaki konkretnie tekst chodzi? Otóż Beata (właśnie przeszliśmy na Ty - nie ma sensu się rozdrabniać, skoro i tak grozi mi potencjalny proces sądowy) przesłała mi swoją pracę magisterską traktującą o środowisku blogerów książkowych w Polsce. A że ja jestem istotą z natury złośliwą, to pełen pychy postanowiłem wynaleźć w nim jakiekolwiek błędy i swą analizę wysłać jej do rozważenia na priv. Ale nie mogłem - bo mnie wkurzyła....

Skąd ta moja reakcja zapytacie? Czy jestem przewrażliwiony na swoim punkcie? Czy wytknęła mi błędy, które popełniam? Czy stosuję klasyczną reakcję obronną? Otóż nie - żadna z tych kwestii kompletnie mnie nie poruszyła. Dopiero gdy okazało się, że nawet po trzech piwach jej pracę czyta się wprost doskonale i zgadzam się z niemal każdym argumentem, metodą badawczą, podejściem do opisywanych osób itd., wpadłem w szał. I tylko dlatego, że ona wciąż powtarzała jak ta analiza jest nudna. A wcale nie jest!!!

Ale podejdźmy do niej jak do klasycznej recenzji (choć po przeczytaniu rozważań Beaty jestem skłonny przyznać, że moje recenzje wcale recenzjami nie są). Po pierwsze - stylowo jest nienagannie. Choć ma to formę pracy magisterskiej jej rozważania czyta się doskonale. Oczywiście - powtórzone po raz enty podsumowania trochę wkurzają, ale to juz nie wina autorki, tylko bzdurnych zasad dotyczących pisania prac naukowych. Po drugie - być może zdołała ona przeprowadzić unikatowe i niesamowicie aktualne badania, bądź co bądź, naszej społeczności. Analiza wieku, płci, czy ulubionych gatunków książek recenzowanych na polskich blogach, to wbrew pozorom bardzo interesująca wiedza. Po trzecie wreszcie wskazała na typowe podejścia autorów do blogerów i jak to mówi pan Maniek spod sklepu "wice wersja". Jeżeli ktoś tworzy jakąkolwiek publicystyczną stronę internetową znalazłby w tym tekście wiele niesamowicie cennych informacji. 

Oczywiście pozostałych zalet jest mnóstwo, ale przecież nikt tu nie wchodzi, by czytać o zaletach. Skupmy się na wadach, których... nie ma. A raczej są tak niewielkie, że tylko "czepliwy ja" mógł zwrócić na nie uwagę. Głównie chodzi mi o próbę reprezentatywną złożoną z lekko ponad dwustu blogerów. Mam świadomość, że samych blogerów książkowych może być niewiele więcej i tego, że studentce trudno jest poświęcić czas, by dotrzeć do większej liczby osób, ale zgodnie z teorią noblisty - Daniela Kahnemana - próba powinna być odrobinę wyższa. Nie zrozumcie mnie źle - przeanalizowałem większość wyników i wydają się one odzwierciedlać moje spostrzeganie dotyczące tego środowiska, ale pan Kahneman wskazuje także na zawodność intuicji. Nie jest to jednak błąd znaczący, gdyż wyniki badań przeprowadzonych na większej liczbie respondentów byłyby zapewne bardzo podobne - jeśli nie identyczne. Drugą kwestią jest posługiwanie się wskaźnikiem wyświetleń "wmontowanym" w system blogspotowy. Wskaźnik ten, jak każdy dłużej piszący zdołał zauważyć, jest co najmniej wątpliwy. Wyświetla on bowiem ruch na stronie, ale na dobrą sprawę trudno określić w jakiej mierze jest on sztucznie generowany.

I to o czepialstwie w sumie tyle, bo reszta, to świetne studium do ulepszania swoich umiejętności. Zaznaczam jednak, że należy do tego podejść z dość dużym dystansem. Otóż Beata przytacza tam słownikową definicję recenzji (których ja nie mam zamiaru pisać - nie jestem profesjonalistą i nigdy nie będę aspirował do takiego miana), problem kolokwializmów (wciąż mam zamiar zasypywać nimi tekst, gdyż czytelników traktuję bardziej jako kumpli od kieliszka, niż anonimowych dawców komentarzy), czy kwestię błędów stylistycznych (mam świadomość, że popełniam ich multum, ale staram się z tym walczyć).       

Podsumowując - nie zaszkodziłoby, gdyby ta praca dotarła do jak największej liczby blogerów i autorów. Nie ma co się spinać jak ludzka stonoga - po prostu warto takie rzeczy czytać i chociażby starać się wyciągać z nich odpowiednie wnioski. Tym bardziej, że nie jest to tekst stronniczy, a raczej bardzo wyważony i niesamowicie racjonalny.


A teraz opieprz dla Beaty - jak możesz być aż tak samokrytyczna? Włożyłaś w tę pracę mnóstwo wysiłku - warto żeby poznali ją inni - tym bardziej jeśli są zainteresowani tematem. Nie rozumiem jak można bać się reakcji jakiegoś blogera, któremu wytknęłaś błędy stylistyczne. Ja bym to potraktował jako zainteresowanie moją pracą, a więc w dużej mierze zaszczyt. Nie bądź leszczem - udostępnij ją!!! W razie czego gwarantuję Ci schronienie i ciepły kąt do spania ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz