wtorek, 23 grudnia 2014

Czytelnicze podsumowanie mijającego roku (2)

1. Najzabawniejsza książka - Jerome K. Jerome, Trzech Panów w łódce nie licząc psa

Z uwagi na to, że jestem niesamowicie smutnym, pochmurnym i gburowatym człowiekiem nie czytam zbyt wiele książek, które mają mnie rozbawić. Wychodzę z założenia, że książka ma mnie skłonić do refleksji i przemyśleń - głównie nad technicznymi kwestiami wiązania solidnych pętli (nie pytajcie). Alei w tym smutnym jak glizda świecie (właściwie nigdy nie rozumiałem o co chodzi z tą glizdą - dlaczego ona jest zawsze smutna?) zdarzyło mi się sięgnąć po "Trzech Panów w łódce nie licząc psa". Biorąc pod uwagę fakt, że pogoda w tym roku była głównie angielska, także angielski humor trafił do mojego oziębłego serca. Książka pomimo swego wieku jest zabawna i wciągająca. Humor sytuacyjny wciąż trzyma poziom, a podejście bohaterów do otaczającej ich rzeczywistości ma niezwykle autoironiczny charakter. Choć ze śmiechu nie płakałem, to śmiało mogę uznać ją za najzabawniejszą powieść przeczytaną w 2014 roku.

2. Największy zawód roku - Jean-Christophe Grange, Purpurowe Rzeki

Po tym autorze zawsze spodziewam się rzeczy niesamowitych - pełnych emocji historii z zagadkami zawiłymi jak polskie prawo podatkowe. Chcę emocji, zaskoczenia i ogromnego, filmowego tempa akcji. Purpurowe rzeki okazały się jednak przewidywalną i sztampową historią ze zidiociałymi funkcjonariuszami francuskiej policji w rolach głównych. Teoretycznie najlepsza książka Grange'a najmniej trafiła w mój gust. To rozczarowanie porównywane ze znalezieniem koperku w pudełku po lodach.

3. Najgorsza książka roku - Meg Cabot, Magiczny Pech

Nieopatrznie wyrwałem się z realizacją wyzwania Kaszanka Czelendż i przeczytałem tę oto książkę. Nie wiem jaki szatan miał czelność wysrać ten chłam, ale stanowczo odradzam. Możecie mi wierzyć, że bardzo łatwo znaleźć przyjemniejsze zajęcia niż czytanie tak fascynującej opowieści - mycie kibla, rzyganie w krzakach, podcieranie się tłuczonym szkłem - wszystko nagle wydaje się niezwykle pociągającą perspektywą. Jeśli jednak przyjdzie Wam kiedyś do głowy zapoznać się z tym dziełem, miejcie pod ręką szpikulec do lodu - łatwiej wydłubać nim sobie oczy niż łyżeczką do herbaty - już to przetestowałem...

4. Powrót do dzieciństwa - Karol May, Old Shatterhand
Wybaczcie - nie znalazłem okładki ;)
Wciąż pamiętam czasy, gdy z wypiekami na twarzy czytało się o dzielnych cowboyach, bohaterskich Indianach, czy groźnych rewolwerowcach. W tym roku postanowiłem, że fajnie byłoby wrócić do tych historii. Niestety okazało się, że nie są to wcale tak dobre powieści jak pierwotnie sądził młodszy ja. Okazały się proste, napisane według kliszy i mało skomplikowane. Ot, taka przeciętna literatura młodzieżowa. Pocieszeniem jest tylko to, że okazała się nadal lepsza, niż drugi z moich bohaterów dzieciństwa, którego postanowiłem wskrzesić, a mianowicie Conan Barbarzyńca. To jest dopiero paskudny chłam (co przyznaję z ogromnym bólem serca i oficjalnie postanawiam nadal wmawiać sobie, iż była to najlepsza fantastyka jaką kiedykolwiek miałem w rękach...).

5. Reportaż roku - Maciej Kuczewski, Rumunia. Koniec złotej epoki.


Zabawna opowieść o tragicznych czasach. Reportaż przedstawiający schyłek dyktatury Ceausescu genialnie przybliża fatalną sytuację państwa i autorytaryzm rządów uprzywilejowanego tyrana. Kuczewski jako przedstawiciel prasowy miał okazję poznać zasady rządzące ekonomią, gospodarką i życiem społecznym w państwie Ceausescu. Przedstawia je czytelnikom z dużą dozą humoru i licznymi nawiązaniami do sytuacji międzynarodowej, co bardzo ładnie wpasowuje Rumunię w konkretny okres historyczny. Wybrałem właśnie ten reportaż ze względu na szeroką gamę emocji, które wywołuje, a także na to, iż wyniosłem z niego dość dużo przydatnych informacji. Warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz