niedziela, 14 grudnia 2014

Wolność, czy kolonializm? Krótka notka o imperializmie.

Pytanie którego po drugiej wojnie światowej nie powinno się stawiać. Czy kolonializm europejski był zły? Otóż jedyna odpowiedź, którą nasza cywilizacja wmawia sobie sama od dziesiątków lat jest taka, że kolonializm białego człowieka, to największa zbrodnia i esencja potworności wszech czasów (no, może zaraz po Hitlerze, Stalinie i wygazowanym piwie). Z perspektywy czasu można by jednak ten problem przemyśleć trochę głębiej.

Do tych rozważań zainspirowała mnie książka Nialla Fergusona, znanego, amerykańskiego ekonomisty, nosząca tytuł "Kolos". Przemyślenia te mają nie tylko charakter historyczny, ale zajmują się także kwestią neokolonializmu.

Wpis ten będzie dość krótki, by nie zanudzać Was faktami historycznymi. Otóż z lektury można wyciągnąć wiele zaskakujących wniosków. Dlaczego "imperialna" i zepsuta do szpiku kości Wielka Brytania inwestowała w swe zamorskie imperia więcej, niż w przeliczeniu wynosi współczesny poziom pomocy rozwojowej dla najbiedniejszych państw? Dlaczego mimo ustania okupacji tylko dwa państwa zależne osiągnęły poziom rozwoju lepszy, niż w czasach kolonialnych? Jak to się dzieje, że mimo suwerenności i teoretycznej samorządności nowopowstałych państw coraz mniej krajów pierwszego świata chce w nie inwestować?

Otóż autor stawia kontrowersyjną tezę, że może imperium czasem jest potrzebne. Być może izolacjonizm polityczny Stanów Zjednoczonych wcale nie przynosi korzyści rozwojowych? Pojawia się nawet teza, że wieloletnia okupacja Iraku i stworzenie solidnych instytucji państwowych byłoby lepszym wyjściem, niż opuszczenie państwa, gdy to znajduje się w bardzo trudnym położeniu ekonomicznym. Z punktu widzenia liberalnych mediów opinie takie zakrawają o herezję, ale gdy przyjrzymy się identycznym sytuacjom z przeszłości, zauważymy, że to przecież dopiero wieloletnia okupacja Egiptu przez imperium Brytyjskie uratowała go przed ekonomiczną katastrofą. Implementacja systemów nawadniania, rozwój komunikacji, administracji itd. choć nie spowodował znacznego podniesienia się jakości życia mieszkańców Egiptu, sprawił jednakże, że mimo podwojenia się liczby obywateli kraj ten zdołał przetrwać. Przykłady te można by mnożyć - od kolonii takich jak Kanada, Australia, Nowa Zelandia, aż po takie jak Indie, RPA, czy Pakistan. Bliższe nam i niemal równie trudne, powojenne okupacje Niemiec i Japonii przez wojsko amerykańskie, wprowadziły te państwa na drogę błyskawicznego rozwoju gospodarczego. Nie inaczej stało się z Koreą Południową, choć na znaczący skok trzeba było czekać aż do lat 70-tych. Porównanie przedrewolucyjnego Iranu ściśle powiązanego z USA, z Iranem współczesnym, jest najdobitniejszym przykładem ukazującym konsekwencje upadku kolonializmu.

Pojawiają się więc pytania: jak dużo na odrodzeniu imperium straciłyby Somalia, Liberia, Kongo, Czad, Sudan, Nigeria itd. (mógłbym wymieniać bez końca)? Czy zasadne jest odmawianie takim krajom prawa do samostanowienia, tylko po to, by nauczyć wszystkie narody zrzeszone w tych państwach tworzenia i kierowania niezbędnymi organami administracyjnymi? Czy naród większy, silniejszy i bogatszy nie powinien choćby po części brać odpowiedzialności za narody słabsze? Czy da się wreszcie zmodyfikować dawny, brytyjski system kolonialny tak, aby był wydajniejszy, sprawniejszy i doskonalszy?


Pytania te pozostawiam otwarte i czekam na ciekawe komentarze, gdyż temat niewątpliwie warty jest zastanowienia, a każda opinia będzie dla mnie bardzo interesująca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz