niedziela, 18 stycznia 2015

Horror Stories 2 (2013) - *Uwaga, wulgaryzmy!*

Nie wierzę w to, co przed chwilą obejrzałem. Do tej pory żyłem w błogiej nieświadomości. Uważałem, że przełamywanie schematów w filmach grozy posłużyłoby temu gatunkowi bardzo odświeżająco. Być może stąd wzięła się moja sadomasochistyczna skłonność do oglądania ambitnych horrorów w stylu Morderczej Opony, lub też mniej ambitnych jak ten z bobrami zombie. Ale dzisiejsza produkcja utwierdziła mnie w przekonaniu, że czasem lepiej trzymać się sprawdzonych rozwiązań.

Horror Stories 2, to cztery historyjki opowiadające o... w sumie to cholera wie o czym. Spróbujmy dokonać jednakże małego streszczenia. W pierwszym epizodzie mamy kolesi, którzy okazali się kompletnymi idiotami i spadli z urwiska. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności zaraz pod nim znajdował się mały klif, który uratował ich marne, nic nieznaczące życia. Okazało się także, że jeden z nich ma w kieszeni Snickersa. Tu następuje euforia, szał i radość, no bo kurwa ten Snickers, to przecież prowiant na tydzień. Chuj że zimno, wiatr gwiżdże im przez uszy, siedzą tam już sześć dni i nie mają co pić, ale przecież...Snickers. Historia jest głupia, idiotycznie poprowadzona, minimalnie straszna i... jest najlepsza z całego filmu. No tak, wiem, że w tym momencie pytacie się sami, co w niej niby jest dobrego? Po pierwsze lubię Snickersy, a po drugie przy niej choć raz zdarzyło mi się zadrżeć - choć w sumie za cholerę nie wiem dlaczego. Tak poza tym, to mamy jakieś duchy, demony, problem winy i zemsty - oczywiście zrobione to jest jak przystało na chłam, ale z bólem można się przemęczyć.
Sześć dni na klifie? To nic w porównaniu do obejrzenia całego Horror Stories 2
Ale druga historia, to najnudniejsze co można było stworzyć. Jakieś trzy kompletnie zidiociałe nastolatki jadą autem i chleją browar. Jak słusznie się domyślacie auto wpada w poślizg i kicha - wóz zezłomowany, nasze trzy głupie pipy pokiereszowane, a działającego telefonu nie ma żadna. To idą te nasze bohaterki do jakiejś tam stacji, czy chuj wie czego. Idą tak, idą przez ciemny las. Gówno widać, bo las ciemny. Ale jest - duch jakiś! Wyskakuje znienacka, że aż przerywa mi ziewnięcie, a to z kolei powoduje atak śmiechu, ze względu na fatalne wykonanie tego brzydala. Później jakiś dziad wychodzi z obskurnej chaty i każe tym kretynkom wbijać do środka. Oczywiście one nic nie podejrzewając ładują swoje dupska, siadają przy stole i gadają z tym dziadem. On tam je gdzieś zaciąga i okazuje się, że jest jakimś demonem, czy chuj wie czym. Jednej idiotce udaje się uciec. Znajduje pomoc, przez przypadek akurat w tym miejscu, w którym wydarzył się wypadek. Później budzi się w szpitalu, że niby jest duchem, ale potem tym duchem nie jest, a potem znowu jest. I tu spojler - na końcu umiera. Finał jest taki, że widz siedzi z otwartą japa i zastanawia się o czym to było i po jaki chuj?

A trzecia opowieść? - o mamo, tego nie dało się wymyślić bez twardych narkotyków. Mamy jakiegoś nauczyciela, który najpierw jeździ windą, później trafia do piekła, a na koniec próbuje z niego uciec. Wszystko to zostało okraszone: ganianiem po domu z gołą dupą, jedzeniem robaków, piciem moczu, skakaniem z balkonu, wydłubywaniem sobie oczu i robieniem słit foci bramie piekieł. Ja pierdole... Nawet nie mam słów, którymi mógłbym to opisać. I wiem, że to miało być jakieś komiczne, czy coś, ale... ja pierdole...
Najdziwniejszy gangbang w historii kinematografii....
Ostania niby-historia traktuje o emo-lasce, która...opowiada te wszystkie historie. Nic ciekawego. Nuda jak cholera. Na koniec jest jakieś czarne coś, że niby demon, ale jak spojrzycie na wyczyny reżysera w poprzednich scenkach, to ta wypada naprawdę blado.

Podsumowując - ten film powinien być znany na całym świecie. Koreańczycy stworzyli coś, czego nie powtórzy już nikt - w życiu. Po pierwsze dlatego, że sama fabuła jest bardzo...oryginalna, a po drugie dlatego, że wykonanie jest fatalne. Nie wiem jaki był budżet całej produkcji, ale przypuszczam, że aktorom płacono w muszelkach i koralikach. Jeśli Wam się nudzi obejrzyjcie na własną odpowiedzialność. Radzę Wam jednak zrobić to, co ja właśnie teraz powinienem - pouczyć się do sesji, posprzątać chatę, spróbować polizać łokieć - krótko mówiąc dokonać czegoś, co może przynieść jakąkolwiek radość lub pożytek.


Moja ocena to:  4/10 (za niezły pierwszy epizod i kreatywność)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz