piątek, 2 stycznia 2015

Maciej Zaremba Bielawski - Higieniści. Z dziejów eugeniki.

Jeżeli nie jesteś kompletnym idiotą, a miałbyś za zadanie wskazać kilka państw o najwyższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego, prawdopodobnie uderzyłbyś globus gdzieś w okolicach bieguna północnego. Dziś bowiem to Skandynawowie, Amerykanie (Alaska), czy Kanadyjczycy uważani są za jedne z najbardziej prospołecznych i liberalnych państw świata. Jeśli natomiast jesteś idiotą, to do lat 70-tych dwudziestego wieku, w tych właśnie krajach groziłaby Ci sterylizacja...

Maciej-Zaremba Bielawski w swojej książce pod tytułem Higieniści porusza właśnie ten problem. Niesamowity boom na eugenikę, czyli próbę kontrolowania i kształtowania społeczeństwa na własną modłę, nastąpił w dwudziestoleciu międzywojennym. Idee Darwina, rozwój genetyki, teoria Malthusa i wreszcie koncepcja Francisa Galtona, pozwoliły pseudonaukowej teorii święcić tryumfy w uniwersytetach na całym świecie. I choć wydawałoby się, że kontrola narodzin i budowanie społeczeństwa na podstawie wytycznych państwowych były domeną nazistów, to eugenika nie ominęła Szwajcarii (kanton Vaud), Stanów Zjednoczonych (Kalifornia, Alabama), Japonii, Kanady, Szwecji, Norwegii, czy Danii. Ba, nawet w międzywojennej Polsce pojawiały się projekty wprowadzenia ustaw nawiązujących do eugeniki.

Bielawski szczególnie mocno skupia się na historii eugeniki w Szwecji. Opisuje nie tylko związki tej wersji zapatrywań z koncepcją nazistowską, ale także wskazuje na czynniki pozwalające jej przetrwać w tym kraju rekordowo długo - aż do 1995 roku. Trudno ukryć, że autor podjął bardzo kontrowersyjny temat, o którym wiele dzisiejszych państw chciałoby zapomnieć. Teoria eugeniczna, która w dużej mierze mówiła o tym, iż predyspozycje człowieka do radzenia sobie w społeczeństwie są dziedziczne, doprowadziła do przymusowych sterylizacji tysięcy kobiet na całym świecie. Zaskakuje szczególnie to, w jak dużej mierze narody bardzo mocno zżyte i zgrane wewnętrznie, były w stanie wyrzucać poza nawias ludzi, którym po prostu się nie poszczęściło, opierając swe działania na mglistych przesłankach. Bielawski wskazuje na czynniki, które do tego doprowadziły i które nie pozwoliły, szczególnie politykom szwedzkiej socjaldemokracji, dostrzec błędów w swoim postępowaniu.

Jeden z rozdziałów, szczególnie interesujący, dotyczy także naszego kraju. W nim właśnie znajdziemy bardzo skrzętnie opisane przyczyny niepowodzenia eugeniki w Polsce. I wbrew pozorom nie będzie to prosta i jednoznaczna teza dotycząca wpływu religii, której osobiście sam bym się spodziewał, ale paradoksalnie wyższego niż w Szwecji poziomu dyskusji naukowej w polskim środowisku lekarzy - eugeników. Ten fragment był dla mnie naprawdę ciekawy, również pod względem socjologicznym. Dodatkowo w oczy rzucały się pewne analogie do "naukowej" teorii Gender, propagowanej dziś w środowiskach lewicowej inteligencji.

Znalazłem jednak również pewne wady. Autor ma tendencje do porównywania eugeniki ze średniowieczną inkwizycją. Niestety powiela on utworzone głównie przez protestantów (co wobec korzystania ze szwedzkich źródeł nie jest wcale takie dziwne) mity dotyczące tej organizacji. Dominikanów określa jako organizację powołaną do tępienia herezji, sugerując czytelnikowi, że byli to ludzie porównywalni do szwedzkich lekarzy: ze skalpelami w dłoniach, gotowi w każdej chwili przecinać kobietom jajowody. Nie mam zamiaru po raz kolejny przytaczać genezy tego zakonu, ale wspomnę tylko, że początkowo ruch Dominikanów związany był z rozważaniami i dyskusjami teologicznymi, a jego późniejsze dzieje związane z działalnością inkwizycyjną są w dużej mierze pełne przekłamań. Palenia czarownic również, nie wiedzieć czemu, autor nie utożsamia z protestantyzmem, ale z...inkwizycją kościelną. Te małe błędy merytoryczne sprawiły, że choć  wyczerpująco zaznajomiono mnie z problemem eugeniki, to nie wszystkie słowa Bielawskiego przyjmowałem z pełnym zaufaniem.

Podsumowując muszę  jednak przyznać, że jest to bardzo dobra książka, która wprowadza nas w niezbyt odległe, ale zapomniane wydarzenia z historii naszego kręgu kulturowego. Dość mocno krytykowany język z wtrąceniami z mowy potocznej, dla mnie stanowił pewne ożywienie i ciekawostkę, więc całkiem subiektywnie zaliczam go do plusów. Uważam, że warto znać takie niecodzienne pozycje i właśnie tej poświęcić odrobinę wolnego czasu. Jest to jedna z tych książek, które potrafią nas czegoś nauczyć - na przykład tego, że zawsze warto mieć wątpliwość.


Moja ocena to: 7,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz