piątek, 27 lutego 2015

Bernadetta Darska - "Śledztwo i płeć. O bohaterkach powieści kryminalnych"

Książka o której chciałbym dzisiaj napisać dwa słówka nie zostanie poddana ocenie. Sam przyznałem jej adekwatną do moich odczuć liczbę gwiazdek np. na LC, ale w samym, bardziej oficjalnym tekście recenzji, postaram się powstrzymać. A to głównie dlatego, że książka Bernadetty Darskiej cholernie mi się nie podobała, podczas gdy jednocześnie jest ona bardzo pozytywnie odbierana przez większość czytelników. Wskażę więc tylko jakie są moje zastrzeżenia, a wnioski - czytać czy nie - pozwolę wyciągnąć Wam samym.

Na początek chciałbym sformułować proste pytanie: co zostanie z kryminału, gdy obedrzemy go z zagadek, suspensu, całego napięcia i niepokoju? Moim zdaniem wciąż pozostaje warstwa obyczajowa, czy jak lubię to prywatnie określać: "pierdolenie". I mam niesamowicie natarczywe odczucie, że właśnie na tym skupia się całe przeczytane przeze mnie opracowanie.

Uwierzcie mi, że wynudziłem się tak cholernie, że nie mam nawet ochoty poświęcać tej mojej krótkiej wypowiedzi więcej miejsca. Opisy kryminałów u Darskiej zwykle skupiały się na życiu prywatnym bohaterek - detektywek, stosunku do związków, podejściu do mężczyzn, charakterystyki ich sytuacji materialnej, warunków życiowych i tak dalej. Była to właśnie kwintesencja tego, co w kryminałach mnie nudzi i czego nienawidzę. Historie o tym jakie pończochy nosi dana bohaterka by zyskać pewność siebie, czy która z nich była tłamszona przez mężczyznę i do dziś nie może się z tego uwolnić. Mało tego, że autorka nie przekonała mnie do sięgnięcia po żadną z tych książek, to po przypomnieniu sobie tej całej otoczki, zniechęciłem się nawet do ponownego sięgnięcia po jeden z moich ulubionych cyklów powieści Jeffery'ego Deavera.

Podsumowując: być może jest to dobre opracowanie dla kobiet, które bardzo chcą oderwać się od męskiej wersji bohaterów powieści kryminalnych. Dla tych, którzy chcą uzasadnić, że kobieta też może być twarda i w niczym nie ustępuje mężczyźnie. Jest to z całą pewnością ciekawa lektura dla feministek - zarówno tych mniej jak i bardziej agresywnie usposobionych. Ja jednak nie znalazłem w niej nic interesującego - z przyjemnością zaś wrócę do wiecznie pijanego Hole'a, błyskotliwego Holmes'a, czy wyidealizowanego Bolitara - taki już ze mnie prostaczek...


Oceny nie wystawiam ze względu na to, że książka jest w sumie niezła, z tym, że opowiada o kwestiach, które mnie kompletnie nie interesują. Jako że ledwo doczytałem ją do końca (i tylko ze względu na moje postanowienie, że skończę wszystko co zaczynam), a musiałbym wystawić bardzo niską notę, nie chciałbym skrzywdzić autorki, która pisze całkiem dobrze. Dlatego też tym razem swoje zdanie zachowam dla siebie i powstrzymam się od klasyfikowania tej pozycji.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz