wtorek, 10 lutego 2015

James Sallis - "Drive"

Chcąc nie być gołosłownym wróciłem do czytania książek typowo rozrywkowych. Lud bowiem żąda ode mnie większego zaangażowania w recenzowanie kryminałów, a ja jako dobry Pan i Władca postanowiłem zadośćuczynić tym błaganiom. Na tapetę wziąłem jednak książkę bardzo nieszablonową, niezwykle trudną do scharakteryzowania i jednoznacznego określenia jej wad i zalet. Mowa oczywiście o Drive Jamesa Sallisa.

Nie będę się rozpisywał o filmie (choć okładka sugeruje, że powinienem o nim napomknąć), ponieważ jeszcze go nie oglądałem. Możecie pluć na mnie jadem, że jak to, że przecież Gosling, że świetne kino i jak ja śmiałem, ale nie o filmie mowa - celem recenzji było bowiem zmieszanie z błotem książki. Patrząc na wszelkie jej recenzje i oceny, kwalifikujące tę pozycję jako średniaka, byłem pewny, że zadanie to będzie niesamowicie łatwe - niemal jak zabranie dziecku lizaka, albo zatłuczenie go na śmierć kijem bejsbolowym. Ot, rutyna. Niestety okazało się, że książka nie zrobiła na mnie tak fatalnego wrażenia jak na innych czytelnikach.

Fabuła przedstawia się w skrócie tak, że śledzimy losy Kierowcy. Gość nie ma imienia i nazwiska - określa go wyłącznie to, czym się zajmuje. Równie dobrze możemy mieć tu do czynienia z Dwaynem Johnsonem, co Antonim Macierewiczem. Nasz Kierowca za dnia zajmuje się realizacją scen pościgowych w hollywoodzkich produkcjach. Choć jest w tym naprawdę niezły postanawia udowodnić swą wartość także poprzez udział w nocnych napadach na kantory, w których, co zaskakujące, pełni rolę kierowcy. Tu również powodzi mu się bardzo dobrze, ale do czasu...

Zdecydowaną zaletą, która mocno wpłynęła na mój odbiór książki jest jej klimat. Ze słonecznego Los Angeles udało się zrobić miejsce mroczne i pełne niebezpieczeństw. Autor całkiem nieźle wykreował świat zasiedlony ludźmi o niespełnionych nadziejach, mafiosami starej daty i gangsterami nowego pokolenia. Bardzo podobała mi się także postać głównego bohatera - faceta bardzo uzdolnionego, a jednocześnie niesamowicie cynicznego i oschłego. Nie jest to kreacja, którą zdołałem obdarzyć sympatią, ale nie ulega wątpliwości, że Kierowca to niesamowicie twardy skurwiel. Jedną z jego niewielu pozytywnych cech jest to, że konsekwentnie trzyma się swoich zasad, co dodatkowo przyczynia się do stworzenia bardzo wyrazistego obrazu bohatera.

Bardzo fajną sprawą wydawał mi się też niesamowicie oszczędny styl autora. Nie uświadczymy tu zbyt wielu opisów, a cała powieść zamknęła się w nieco ponad 200 stronach. Co zaskakujące treść jaką udało się zawrzeć w tej niewielkiej objętości, wystarczyłaby do obdzielenia kilku książek. Nie jest to jednak jednoznacznie interpretowane jako zaleta.

Największą wadą książki jest bowiem ogromny chaos. Mnóstwo treści, którą chciał przekazać autor, przy bardzo oszczędnym stylu, a także przy ogromnej ilości retrospekcji i spojrzeń na akcję z perspektywy innych postaci sprawia, że czytelnik może się pogubić w fabule. Czasem trudno się zorientować, czy dany bohater w tym momencie strzela, czy po prostu strzela kloca. Ten bałagan sprawia, że przy lekturze należy zachowywać ogromne skupienie i analizować ją niemalże zdanie po zdaniu. W przypadku kryminału, gatunku, który większość z nas czyta szybko i chce się przy nim wyłącznie dobrze bawić, taka forma przedstawienia akcji to troszkę strzał w stopę.   

Nie będę jednak ukrywał, że książka mi się podobała. Udało mi się wciągnąć w klimat budowany przez Sallisa, polubiłem jego oszczędność w słowach, doceniłem charakterystykę głównego bohatera i niejednokrotnie wkurwiłem się na nieprzemyślaną konstrukcję fabuły. Mimo to:


Moja ocena to: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz